sobota, 31 października 2020r.
Home
Towarzystwo Przyjaciół Kamienia
"Kwatera żołnierska z okresu I wojny światowej w Kamieniu" - Sławomir Kułacz

POWIĘKSZENIE

Loading ...

 

Sławomir Kułacz - "Kwatera żołnierska z okresu I wojny światowej w Kamieniu"

 
1% podatku za 2016 rok

Towarzystwo Przyjaciół Kamienia

składa serdeczne podziękowania wszystkim,

którzy poprzez przekazanie 1% podatku za 2016 rok na rzecz naszej organizacji pożytku publicznego

o numerze rejestru KRS 0000037454

przyczynili się do rozwoju naszego stowarzyszenia.


Dzięki Państwu zebraliśmy kwotę 9 643 zł.

 

     Wpłat 1% podatku za 2016 rok na rzecz naszego stowarzyszenia dokonało 118 podatników, w tym 99 osoby, które podały swoje dane i 19 osób, które uczyniły to anonimowo.


     Poniżej przedstawiamy wykaz osób, od których otrzymaliśmy wpłaty.

Przedsiębiorcy:
Zofia i Stanisław Bednarzowie - Kamień
Jadwiga Cholewa - Łowisko
Marek Partyka - Kamień

10 podatników mieszkających w województwie wrocławskim:
Kurt Passon, Damian Ośko, Pawlik-Wykrot, Mateusz Klimek,Teresa i Stanisław Siut, Magdalena Kochaniec,
Józef i Elżbieta Bereś -Pawlik, Alicja Kędzierska.

12 podatników mieszkających poza terenem gminy:
Bronisław Rodzeń - Warszawa
Hanna Leszczuk - Warszawa
Krzysztof Uzdowski - Warszawa
Jadwiga i Piotr Leszczuk - Lublin
Urszula i Józef Surdyka - Zawiercie
Maria i Stanisław Urbanik - Kraków
Sławomir Kułacz - Leżajsk
Stanisława i Tadeusz Socha - Cholewiana Góra

3 podatników mieszkających w Łowisku:
Krzysztof Kiełb, Józef Kiełb i Andrzej Kiełb.

5 podatników mieszkających w Krzywej Wsi:
Irena i Tadeusz Chmiel, Maria i Jan Sądej, Tomasz Piróg.

2 podatników mieszkających w Podlesiu:
Magdalena i Piotr Kida.

26 podatników mieszkających w Nowym Kamieniu:
Genowefa i Józef Saj, Dariusz Bolko, Lucyna Czubat, Marek Ziemniak, Stefania i Tadeusz Olko, Wiesława i Jan Radomski, Bogusława Majcherczyk, Michał Sączawa, Elżbieta i Mirosław Piędel, Piotr Czubat, Barbara i Marek Piróg, Rafał Chojnacki, Stanisław Ziemniak, Mirosław Sabat, Krzysztof Łach, Małgorzata Bujdasz, Lilla i Jan Urban, Wiesław Żak, Paweł Chojnacki, Mirosław Sabat.

47 podatników mieszkających w Kamieniu Górce i Prusinie:
Dawid Bednarz, Eleonora Błądek, Dorota Błądek, Marcin Laufer, Anna Surdyka, Maria i Adam Majowicz, Maria Drelich, Krystyna Sitarz, Adam Dudzik, Franciszka i Stanisław Krzyś, Rafał Bajek, Anna i Tadeusz Marciniak, Anna i Henryk Sądej, Stanisława i Józef Czubat, Halina Watras, Krystyna i Szczepan Hanus, Maria i Andrzej Tabor, Czesław Lis, Piotr Lis, Maria Klimek, Dorota i Józef Piróg, Władysława Olko, Anna i Tadeusz Kołodziej, Joanna Mazurkiewicz, Elżbieta i Antoni Partyka - Duble, Józef Sikora, Joanna i Mateusz Bednarz, Zofia i Jerzy Bednarz, Marcin Kołodziej, Iwona i Piotr Partyka - Duble, Emilia i Lesław Piróg, Bogdan Dudzik, Marta i Marek Oczkowski,

Wpłaty od anonimowych darczyńców:
9 podatników z województwa opolskiego,
2 podatników z Rzeszowa,
1 podatnik z Kraśnika
7 podatników z Kamienia.

 

     Na dzień 30 czerwca 2017 roku stan środków na rachunku bankowym Towarzystwa Przyjaciół Kamienia wynosił 11 269 zł. Z otrzymanych od Państwa pieniędzy z tytułu wpłaty 1% podatku za 2016 rok Towarzystwo wydało 6 647 zł na następujące działania statutowe:
- opieka nad zabytkami,
- prowadzenie strony internetowej www.tpkamien.pl
- gromadzenie pamiątek i dokumentacji związanych z historią naszej gminy,
- zorganizowanie spotkania z okazji 30-lecia Towarzystwa Przyjaciół Kamienia,
- wydanie okolicznościowego kalendarza na 2017 rok,
- wydanie książki Sławomira Kułacza „Kamień i Steina w pożodze I wojny światowej”,
- pomoc finansowa dla drużyny piłki nożnej juniorów „Sokół Kamień”,
- wycieczka do skansenu w Sanoku,
- koszty administracyjne i biurowe.

Dziękujemy i mamy nadzieję na dalsze finansowe wparcie naszej misji
także w 2018 roku


Prosimy o wpłaty 1% podatku - nasz numer KRS 0000037454


Z góry dziękujemy!

Kamień, 7 listopad 2017rok


Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

 
Rodzina Cisków z Kamienia

     W północnej części cmentarza w Kamieniu, w jednym z ostatnich rzędów, stoją przytulone do siebie trzy niepozorne, stare nagrobki. Choć nie wykonano ich z polerowanego marmuru i nie są zdobione złotymi literami, wnukowie, prawnukowie i praprawnukowie nadal odnajdują wiodącą do nich ścieżkę. Trzeba się trochę postarać, by odczytać napisy wyryte na nagrobnych płytach 60-70 lat temu, jednak piętno czasu odciśnięte na pomnikach dodaje im uroku. Te pamiątkowe tablice zostały postawione przez kochającą rodzinę i miały symbolizować wieczną pamięć i modlitwę. Po latach nadal spełniają przypisaną im rolę.
     Ten cichy zakątek cmentarza, to miejsce spoczynku rodziny Cisków – Julii i Wojciecha, a także ich syna Sebastiana oraz jego żony Anieli.

     Wojciech Cisek urodził się w Górnie w 1862 roku. Jego rodzice, Jan Cisek i Justyna z domu Chorzępa, pochodzili z rodzin rolniczych, zamieszkałych w Górnie od wielu pokoleń. Jako 27-letni rezerwista po przeszkoleniu w armii zaborcy, Wojciech poślubił mieszkającą po sąsiedzku Julię Chorzępę. Ojciec Julii, Marcin Chorzępa, również pochodził z Górna, natomiast matka, Maria z domu Tupaj, pochodziła z pobliskiego Łowiska.

Julia Cisek z domu Chorzępa (ze snopkiem lnu)     Młode małżeństwo zamieszkało w Kamieniu, gdzie pod numerem 820 w kościelnych księgach odnotowano kolejno narodziny ośmiorga ich dzieci – 4 synów i 4 córek. Wpisy metrykalne zawierają informację, że Wojciech pełnił wówczas funkcję leśnika, strażnika leśnego. Opowieści rodzinne mówią natomiast o dużej, zadbanej gajówce oraz gospodarstwie obrabianym z pomocą parobków. Na dawnych austriackich mapach z tamtego okresu dom o numerze 820 znajduje się na skraju kompleksu leśnego Morgi, w przysiółku zwanym wówczas Bochenki.

     Rodzina Cisków mocno związana była ze środowiskiem leśników. Po sąsiedzku mieszkał zarządca dóbr leśnych Resseguierów – Józef Pawlik wraz z rodziną, a żony zaprzyjaźnionych leśników, w tym Anna Pawlik, proszone były często przez Cisków w kumy. Leśnikiem został również jeden z synów Wojciecha i Julii – Marcin, a ich córka Paulina Anna poślubiła gajowego Jakuba Malca.

Ślub Pauliny Cisek z Kamienia z Jakubem Malec (gajowym z Markowizny) 19.11.1924 r.  Siedzą od lewej: Apolonia Cisek, Maria Burek, Paulina Cisek, Jakub Malec, Jakub Burek  Za Marią Burek stoi Maria Cisek, za Jakubem Burek stoi Jan Cisek, a na prawo Sebastian Cisek (organista) i Marcin Cisek (gajowy)     Wojciech Cisek według rodzinnych opowieści był właścicielem pierwszego roweru w okolicy. Wynalazek ten początkowo budził u okolicznych mieszkańców trwogę i nieufność tak dużą, że niektórzy na jego widok żegnali się znakiem krzyża. Synowie Wojciecha odziedziczyli po ojcu zainteresowanie techniką i również niejednokrotnie zadziwiali sąsiadów korzystając z nowoczesnych urządzeń, choćby takich jak silnik spalinowy, czy aparat fotograficzny.
Wojciech Cisek zmarł w 1928 roku, a jego żona, Julia, w roku 1942.

     Trzy najstarsze córki Wojciecha i Julii Cisek, Zofia, Jadwiga i Albina, w pierwszych latach XX wieku wyemigrowały do Stanów Zjednoczonych, gdzie założyły rodziny i zamieszkały na stałe. Choć nigdy nie wróciły do kraju, ich przywiązanie do rodziny i polskiej kultury nadal znajduje potwierdzenie we wspomnieniach ich krewnych, przechowywanych listach i fotografiach.

Paulina Anna Cisek (po lewej)     Najmłodsza z sióstr, Paulina Anna, pozostała w Polsce i razem z mężem i trzema córkami zamieszkała w gajówce Podwolskie. Zmarła w wieku 34 lat na chorobę Buergera.

Jan Cisek podczas służby w Wojsku Polskim (pierwszy rząd po prawej)

     Najstarszy z synów, Jan Cisek, urodził się w 1897 roku i jako młody mężczyzna został powołany przez zaborcę do armii austro-węgierskiej, z którą podczas I wojny światowej walczył na froncie włoskim. Po odzyskaniu niepodległości wstąpił do Wojska Polskiego. Służąc w armii Jan nabył fach szewca, który stał się jego źródłem utrzymania.

Ślub Jana Ciska z Kamienia z Marią Burek z Posuch 02.10.1925 r.

      Po ślubie z Marią Burek wybudował dom w Posuchach, gdzie wychowali wspólnie 6 dzieci. W kuchennym kącie tego domu Jan wygospodarował miejsce na mały warsztat szewski. W jego zeszycie z zamówieniami można odnaleźć nazwiska klientów z Kamienia, Podlesia, Trzebuski, Nienadówki, Lipnicy, Raniżowa i wielu innych okolicznych wiosek. Swoje oficerki woził również do zaprzyjaźnionego sklepiku w Sokołowie Małopolskim. Niektórzy pamiętają jeszcze jego rower napędzany małym silnikiem, który budził w okolicy wiele emocji, podobnie jak niegdyś pierwszy rower jego ojca.

Więcej…
 
Obchody 100-lecia odzyskania niepodległości

    Dzień 11 listopada 2018 roku był w Kamieniu wyjątkowy i miał bardzo uroczysty charakter.


     O godz. 11 w kościele parafialnym pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa została odprawiona uroczysta msza święta w intencji Ojczyzny z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości. W kościele zgromadzili się licznie mieszkańcy naszej parafii. Przed wejściem do świątyni czekali na nich uczniowie i uczennice ze szkoły podstawowej, wręczając im kokardki w barwach narodowych. Byli to: Gabriela Przybysz, Amelia Ziemniak, Angelika Makarska, Faustyna Koper oraz Kamil Sabat, Maciej Partyka, Kacper Radomski i Michał Olszowy. Na mszę św. przybył także poczet sztandarowy ze Szkoły Podstawowej z Prusiny w składzie: chorążowie Andrzej Burek i Kamil Żyła z asystą: Kingą Sobolewską, Mają Świerat, Kingą Piróg i Iwoną Bochenek. Opiekę nad pocztem sprawowała pani Halina Bielecka. Zespół Szkół w Kamieniu był reprezentowany przez trzy poczty sztandarowe: szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum ogólnokształcącego. Poczet szkoły podstawowej wystąpił w składzie: chorążowie Arkadiusz Mazurkiewicz, Michał Urbanik, w asyście Julii Magdy, Justyny Kołodziej, Małgorzaty Wąsik i Pauliny Kostka. Gimnazjum reprezentowali chorążowie: Wojciech Rodzeń, Kacper Duda w asyście; Magdaleny Smusz, Natalii Gancarz, Justyny Błądek, Magdaleny Kowalskiej. Chorążowie: Kamil Halat, Mateusz Sobolewski w asyście Izabeli Bzikot, Anny Ożóg, Natalii Urbanik, Edyty Story to uczniowie liceum ogólnokształcącego. Opiekę nad pocztami sprawowali: Małgorzta Bolko, Marta Koj, Helena Orszak i Grzegorz Boguń. Był także sztandar Polskiego Stronnictwa Ludowego i sztandary strażackie z Kamienia, Nowego Kamienia i Prusiny. Podniosły charakter mszy św. zapewniła obecność orkiestry dętej z Kamienia i chóru parafialnego. Mszę świętą odprawił i homilię wyglosił ksiądz proboszcz Marian Gwizdak.

 
     Punktualnie o godzinie 12 uczestnicy mszy przy akompaniamencie orkiestry odśpiewali cztery strofy hymnu narodowego. Następnie, wszyscy w ustalonym porządku, udali się pod Pomnik Grunwaldzki, który znajduje się na placu kościelnym. Tam też miała miejsce uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy, której fundatorem jest Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. W tym dniu parking przed świątynią został zamknięty dla pojazdów. Zgromadziły się tam poczty sztandarowe, harcerze z drużyny prowadzonej przez pana Tomasza Januszewskiego, zastępy strażaków i mieszkańcy Kamienia.

     Uroczystość przy pomniku prowadził pan Marcin Laufer. Prowadzący poprosił o zabranie głosu Wójta Gminy Kamień pana Ryszarda Bugla, który swoje wystąpienie rozpoczął od przytoczenia słów Romana Dmowskiego:„Obowiązki względem ojczyzny, to nie tylko obowiązki względem Polaków dzisiejszych, ale także pokoleń minionych i tych co po nas przyjdą”
     Pan Wójt, jako gospodarz gminy powitał zebranych: ks. proboszcza Mariana Gwizdaka, Krystynę Wyrwicką i Marzenę Barosiewicz – panie dyrektor Departamentu Pomocy i Integracji Społecznej w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Mariolę Zajdel – Ostrowską – dyrektor Departamentu Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim, Józefa Czubata – prezesa Towarzystwa Przyjaciół Kamienia wraz z zarządem, Jerzego Bednarza – przewodniczącego Rady Wojewódzkiej NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, poczty sztandarowe i przybyłych mieszkańców a szczególnie tych najmłodszych. Podkreślił, że spotkanie odbywa się w miejscu szczególnym, Pomniku Grunwaldzkim, który ufundowali mieszkańcy Kamienia, by uczcić pięćsetną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem. Następnie przytoczył fragmentem książki Andrzeja Ruraka „Kamień w przeszłości i dziś” wydanej przez Towarzystwo Przyjaciół Kamienia, odnoszący się do czasu niewoli:
     (...) w lutym 1917 r. przed pomnikiem Grunwaldu w Kamieniu zebrało się kilkadziesiąt osób, w większości kobiet z dziećmi, z kierownikiem szkoły Romanem Nowakiem, który wygłosił patriotyczne przemówienie. Następnie odśpiewano hymn „Boże coś Polskę”. (...) zaczęły się aresztowania uczestników tej manifestacji. Aresztowano kierownika szkoły (...) i wójta Marcina Szewczyka.
     W innym fragmencie książki czytamy: Wiara w nadchodzącą niepodległość była coraz większa, większość chłopów i robotników z utęsknieniem oczekiwała niepodległego państwa i rozumiała konieczność tworzenia rządu, armii, urzędów itp.
     Te dwa fragmenty świadków tamtych wydarzeń miały nam uzmysłowić, jakże odmienne one były od czasów dzisiejszych. Dziś mamy wolny kraj i upragnioną wolność. Jesteśmy u siebie, powinniśmy się cieszyć i doceniać możliwość korzystania z usług własnej służby zdrowia, szkół średnich działających na terenie Kamienia, środowiskowego domu dla osób niepełnosprawnych, przedszkoli, domów seniora. Powstaje również piękny obiekt domu kultury. Zwrócił się także z apelem, aby młodzież chciała pozostać i kształcić się w swojej „małej ojczyźnie”.

 
     Wyraził wdzięczność Zarządowi Towarzystwa Przyjaciół Kamienia za piękną inicjatywę uroczystości, która upamiętniła 100 lat odzyskania niepodległości. Podziękował także księdzu proboszczowi za zaangażowanie w obchody 100-lecia odzyskania niepodległości. Zwrócił się także do mieszkańców - prosił o zgodę, szacunek, życzliwość, sumienną pracę dla dobra Ojczyzny. Zgromadzeni wystąpienie pana Wójta nagrodzili brawami.

     Następnie głos zabrała pani Genowefa Saj, członek Zarządu TPK, która powiedziała:
     „ Dostojni księża! Szanowni Państwo!
     Jesteśmy zaszczyceni, że w imieniu Towarzystwa Przyjaciół Kamienia możemy dokonać odsłonięcia tablicy upamiętniającej setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę w miejscu tak ważnym, przy pomniku, który zbudowali nasi przodkowie w 1910 roku, w pięćsetną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem, kiedy to nie było naszej Ojczyzny na mapach świata. Pomnik ten jest świadectwem patriotyzmu naszych przodków. Tu odbywały się spotkania, demonstracje, walka o polskość, o niepodległość obecnie wolnej Ojczyzny. Nie ma sprawy ważniejszej niż Polska, tak jak powiedział Wincenty Witos - słowa te zostały wyryte na tej właśnie tablicy. Bądźmy im wierni.”


     Po wystąpieniu pani Genowefy Saj prowadzący poprosił o odsłonięcie pamiątkowej tablicy: pana Józefa Czubata prezesa TPK i członków zarządu panią Genowefę Saj i pana Jana Orszaka. Po odsłonięciu tablicy, jej poświęcenia, w obecności zgromadzonych dokonał ks. proboszcz Marian Gwizdak. Na komendę wydaną przez prowadzącego uroczystość przy akompaniamencie orkiestry dętej został odśpiewany nasz „Mazurek Dąbrowskiego”. Następnie odbyło się uroczyste złożenie kwiatów i zapalenie zniczy. Kwiaty złożył pan Antoni Partyka, zaś znicze, biały i czerwony panie Zofia Bednarz i Helena Orszak.
     Organizatorzy i uczestnicy tego niezwykłego wydarzenia wysłuchali w wykonaniu kamieńskiej orkiestry wiązanki pieśni patriotycznych.
     Ta piękna uroczystość była konieczna, by tak ważna rocznica nie przeszła bez echa.


     Sądzę, że pokolenie Kamieniaków, któremu było dane świętować setną rocznicę odzyskania niepodległości było dumne, było widać wzruszenie na wielu twarzach, nasze serca biły dumnie, bo mieliśmy poczucie ważnego momentu dziejowego, w którym braliśmy udział. Na końcu Pan Wójt zaproponował, aby następne Święto Niepodległości odbyło się przy pomniku. Spotkajmy się przy pomniku za rok i jeszcze raz wspólnie zaśpiewajmy nasze piękne pieśni patriotyczne.
     To ważne wydarzenie zostało utrwalone przez panie: Irenę Maj – Surdyka i Monikę Błądek.

Helena Orszak

 

Zdjęcia z wydarzenia znajdują się w Galerii TPK

 
Wspomnienia Pana Kazimierza Batoga

     Urodziłem się 6 lutego 1932 r. w Łowisku, obecnie mieszkam w Kamieniu.


     Moje pierwsze wspomnienia dotyczące wojny wiążą się z panującą atmosferą na kilka dni przed jej wybuchem. Pamiętam, jak mój ojciec rozmawiał ze swoimi sąsiadami o sytuacji ówcześnie panującej w kraju i możliwym konflikcie z Niemcami. Nastroje były dość mocno zróżnicowane, od skrajnie optymistycznych np. „nie oddamy guzika od munduru” do mocno pesymistycznych. Mój ojciec podzielał opinie tych drugich. Jako były żołnierz armii austrowęgierskiej podczas I wojny światowej wiedział, czym jest wojna i co ona ze sobą niesie.

     Sam dzień 1 września 1939 roku pamiętam bardzo dobrze. Był to piątek, dzień był słoneczny i gorący. Ja, jako 7 letni chłopak, przebywałem z rodzeństwem w domu. Informacja o ataku Niemiec na Polskę dotarła do nas od jednego z sąsiadów posiadających radio. Od wybuchu wojny do jej końca panował wśród ludzi ogromny strach o własne życie. Pamiętam, jak przez Łowisko przetaczała się ogromna kolumna uciekinierów kierująca się za San. Przypominam sobie, jak ojciec mówił, że opór na Sanie nie będzie miał wielkiego znaczenia, gdyż poziom rzeki w pewnych miejscach był bardzo niski i woda sięgała maksymalnie do kolan. Mieszkałem tuż przy samej drodze, obok starej szkoły i mogłem obserwować tych uciekinierów. Jeden z nich przyszedł do nas do domu w celu odpoczynku, ponieważ był już starszym mężczyzną. Jak dobrze pamiętam, mówił, że ma 70 lat i jest z okolic Żywca. Mój ojciec kazał mu wracać do domu i prawdopodobnie zawrócił lecz dalsze jego losy były dla nas nieznane. Do dzisiaj widzę, jak przez Łowisko przechodzili polscy żołnierze. Było ich kilku, prawdopodobnie piechota i mieli ze sobą kuchnię polową, kierowali się w stronę Leżajska. Pierwszy raz niemieckich żołnierzy widziałem około połowy września. Było ich kilkudziesięciu i mieli ze sobą ogromną armatę ciągniętą prawdopodobnie przez osiem koni. Widziałem, jak przejechali z nią przez Łowisko i udali się w stronę Woli Zarczyckiej, lecz po jakimś czasie zawrócili i pojechali w nieznanym kierunku. Jeśli chodzi o Wehrmacht oni nic nie mówili mieszkańcom Łowiska, gorzej wyglądała sytuacja z Gestapo, oni w 1942 r. rozstrzelali pięciu mieszkańców.

     Już w czasie okupacji, to pamiętam, że Niemcy wysiedlili rodziny żydowskie mieszkające w Łowisku, a było ich 4, z czego przeżyła 1 dzięki pomocy Polaków. W Sokołowie Małopolskim funkcjonowało getto przejściowe i w to miejsce Niemcy zabierali miejscowych Żydów i przewozili dalej, możliwe, że do obozów koncentracyjnych.

     Niemcy wywozili Polaków na roboty przymusowe do Niemiec. Około 20 mieszkańców Łowiska wyjechało na nie, w tym mój najstarszy brat Józef i starsza siostra Zofia. Mojego brata wywieziono do Austrii i pracował w winnicy w miejscowości Bad Vöslau nieopodal Wiednia. Z listów, które pisał do domu, wiem, że był dobrze traktowany i pracował wraz z innymi Polakami. Z jednego z ostatnich listów od niego dowiedzieliśmy się, że w 1945 r. baor, nie chcąc ewakuować się, został rozstrzelany przez Gestapo, a mój brat został w winnicy sam, gdyż reszta robotników uciekła. Gdy wkroczyły oddziały Armii Czerwonej na tamte tereny, mój brat pilnował, by winnica nie została rozkradziona. Po wojnie, jak wspominał brat w liście, żona baora bardzo dobrze go traktowała. Mój brat umarł w listopadzie 1946 r. na serce, ponieważ od dziecka miał je chore. O śmierci dowiedzieliśmy się w liście od żony baora. Szukałem grobu brata. Na początku 2000 r. zwróciłem się z tą sprawą do Polskiego Czerwonego Krzyż i dostałem odpowiedź, gdzie jest jego grób w 2002 r. W 2016 r., w 70 rocznicę śmierci wybrałem się do Austrii i mogłem po raz pierwszy w życiu stanąć przy jego grobie. Brata widziałem po raz ostatni 12 stycznia 1942 r. Moja siostra Zofia była na robotach w dzisiejszych Czechach i wróciła do domu zaraz po zakończeniu wojny. Mieszkańcy Łowiska w czasie trwania wojny podejmowali pracę w gospodarstwie baora Arnolda, jak również u ogrodnika w Górnie czy leśniczego Hackera. Czasy były ciężkie i każdy chciał choć trochę zarobić pieniędzy, by móc żyć.

     Ważnych wydarzeniem w Łowisku, które miało miejsce 5 czerwca 1942 r. było rozstrzelanie 5 mieszkańców, ponieważ nie wstawili się do pracy w Boże Ciało. Pamiętam to wydarzenie dobrze, jak gestapowcy zabrali tych 5 młodych chłopaków do lasu i rozstrzelali. Jak mówił mój ojciec podobno we wsi ludzie mówili, że gdyby Niemcy nie znaleźli tych 5 zakładników, to rozstrzelaliby przypadkowe osoby złapane na ulicy. Prawo, które obowiązywało, było proste, a polegało na tym, że jeśli Polak nie wykonał tego, co kazał mu Niemiec, podlegał karze śmierci.

     Na terenie Łowiska Niemcy podjęli się kilku inwestycji. Jedną z nich było wybudowanie torów kolejowych łączących Górno ze stacją kolejową w Łętowni pod nadzorem firmy Krauze. Inną inwestycją było wybudowanie mostu na rzeczce w Łowisku nieopodal mojego rodzinnego domu, lecz tej budowy nie dokończyli i to co wybudowali, zniszczyli przed wkraczającymi Rosjanami. Prace przy moście nadzorowała firma Lollke. Podczas wojny wysiedlono kilka polskich rodzin w związku z poligonem Luftwaffe i prowadzonymi przez nich ćwiczeniami. W czasie okupacji możliwe było uczęszczanie do kościoła, z małym wyjątkiem od zimy w 1943 r. do początku roku 1944 r., na Wielkanoc kościół był już otwarty. Szkolnictwo w tamtym okresie wyglądało tak, że uczęszczaliśmy do drewnianej szkoły i mieliśmy lekcje języka polskiego, rachunków, śpiewu głównie pieśni religijne i organizowano robótki ręczne.

     W Łowisku funkcjonował oddział Armii Krajowej pod dowództwem plutonowego (taki stopień miał w czasie kampanii wrześniowej) Józefa Kidy ps. „Ciepły”. Mieszkańcy Łowiska byli nastawieni do Armii Krajowej neutralnie, gdyż bali się kar ze strony okupanta a akowcy realizowali swoje zadania. O tych zadaniach niewiele wiem, ponieważ ludzie nie chcieli mówić zbyt wiele, a mnie jako dziecku nie mówiono o takich rzeczach. Pamiętam natomiast jak wóz radiolokacyjny jechał przez Łowisko w celu wykrycia radiostacji AK działającej we wsi. Na całe szczęście radio zostało wyłączone w odpowiednim momencie i Niemcy nic nie wykryli. Informacje o tym, co się dzieje w kraju, docierały z tajnej gazety redagowanej przez AK tzw. „Bibuły”, lecz były one bardzo szczątkowe, a kara za jej posiadanie była surowa.

     Dokładnej daty wkroczenia Rosjan do Łowiska nie pamiętam, ale mogło to być po 20 lipca 1944 r. Przebywałem wtedy w polu razem z moim ojcem i on powiedział, że widzi kierujących się w stronę wsi żołnierzy. Gdy wróciliśmy do domu, we wsi byli już Rosjanie. Byli słabo ubrani, ich mundury były brudne a twarze spieczone od słońca. Oddział ten stacjonował trzy dni w Łowisku i przez trzy dni trwało bombardowanie niemieckiego lotnictwa. Po trzech dniach w nocy do Łowiska wjechały czołgi radzieckie, pamiętam, że cały dom trząsł się od ich hałasu. Pod koniec lipca do Łowiska wkroczyła druga linia wojsk radzieckich. W moim domu stacjonował pułkownik radziecki a po sąsiedzku w szkole mieścił się jego sztab. Pamiętam, że pułkownik był wysoki w wieku około 40 lat i pochodził z Moskwy. Czasami opowiadał mojemu ojcu o swoich dzieciach, ale nigdy nie rozmawiał na temat polityki. Pułkownik mieszkał u nas do pierwszych dni września, a później przyszła trzecia linia wojsk. Tym razem w moim domu zamieszkał porucznik w wieku około 25 lat i pochodził z okolic Kijowa. Mieszkał u nas do około 12 stycznia 1945 r. Pamiętam, że przychodzili do niego inni oficerowie i rozmawiali po rosyjsku. Porucznik przestrzegł mojego ojca, żeby nie odzywał się do żadnego z tych oficerów, ponieważ tylko on będzie z nimi rozmawiał. Jeden z tych oficerów bardzo dużo opowiadał o życiu w Związku Radzieckim i jak tam się dobrze żyje, i każdy jest szczęśliwy, lecz mój ojciec nie rozmawiał z nim, tłumacząc się, że nic nie rozumie po rosyjsku. Jak się później okazało, jednym z tych żołnierzy był oficer NKWD lub szpieg donoszący im. Ojciec był wdzięczny porucznikowi, że ten go ostrzegł przed nim. Widziałem, jak w Łowisku stacjonowały wyrzutnie rakiet tzw. katiusze, lecz nie mogliśmy się do nich zbliżać, ponieważ były zakamuflowane i strzeżone przez wartowników. W Łowisku funkcjonowało lotnisko i znajdowało się za rzeką w polach na wzniesieniu. Widziałem, jak startowały z niego i lądowały dwupłatowe myśliwce. Po odejściu wojsk radzieckich w styczniu 1945 r. w Łowisku w końcu zapanował oczekiwany spokój.

 

Wspomnienia spisał Grzegorz Batóg, wnuk pana Kazimierza w sierpniu 2020 roku.

 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

Strona 2 z 20

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 28 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS