poniedziałek, 27 kwietnia 2026r.
Home
Towarzystwo Przyjaciół Kamienia
"Mazury spod Kamienia"

"Mazury spod Kamienia"

 

Loading ...

 

     Artykuł pod tytułem „Mazury z pod Kamienia” autorstwa W. Bogumiły Cichockiej został opublikowany w Wydawnictwie "Wisła - Miesięczniku Geograficznym i Etnograficznym" w XV tomie w 1901 r. na stronach 411-423.

 

     Publikację udostępnił dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia mgr Grzegorz Boguń.


Kamień, 26.11.2020 r.

 

 

 
Wspomnienia Pana Wojciecha Szcząchora

     Tak zapamiętał i opisał swoje przeżycia związane z pobytem i przymusowymi robotami w Niemczech Szcząchor Wojciech urodzony 5 sierpnia 1920 r. w Kamieniu, powiat Nisko, województwo Lwowskie.

     Dnia 21.05.1940 r. wracając w nocy z zabawy zostałem zatrzymany przez patrol niemiecki około godziny 20 i wywieziony rano do Rzeszowa. W punkcie zbornym w Kamieniu było nas około 25 ludzi, byli mężczyźni i kobiety młode. Imion i nazwisk nie mogę podać obecnych ze mną w Kamieniu w areszcie, ponieważ było ciemno. Rano załadowano nas na samochód i wywieziono do Rzeszowa do koszar Kilińskiego.

     22.05.1940r. wywieziono nas samochodami do Krakowa na ul. [~Wąska - nieczytelnie] do bloku szkolnego. Odjazd z Krakowa 25.05.1940 r. załadowali nas do wagonów osobowych, każdy dostał pół chleba, pół kostki masła. Jechaliśmy do Ludwigsburga. Tam było gazowanie ubrań, strzyżenie i mycie. W Ludwigsburgu zostaliśmy rozdzieleni i rozwiezieni po całych Niemczech. Nadmieniam, że w tym transporcie było około 1000 ludzi, byli młodzi i starzy.

     Ze mną w wagonie, w którym jechałem nie spotkałem nikogo znajomego z mojej wioski. Dopiero w Stuttgarcie na sali kinowej byliśmy dowiezieni i czekali na bauerów. Tam spotkałem dziewczynę z mojej wioski Kamień, na imię miała Kata Maria oraz chłopca z Korczowisk, imię Łach Józef. Oni pracowali obok Stuttgartu w Meglingen.

     W Stuttgart wylosował mnie bauer zamieszkały Stuttgart – Möhringen, Plieninger Str. 10. Gospodarstwo nie było duże: 12 ha, 12 krów i 1 koń. Gospodarze starsi ludzie ponad 60 lat, bezdzietni mieli na wychowaniu kuzynkę 17 lat. Było nas 4 osoby. Pracowałem w jednym miejscu ponad 5 lat. Wynagrodzenie na początku otrzymywałem 21 marki w roku 1942., otrzymywałem 25 marek w roku 1945.

     17. marca [rok nieokreślony] bauer zmarł, on był inwalidą wojennym z pierwszej wojny na froncie francuskim.

     W miejscowości Möhringen, gdzie pracowałem było zatrudnionych u bauerów 42 Polaków, 10 Ukraińców i około 500 Rosjan, którzy pracowali w fabryce wojskowej [Hansa Aluminium Werk] i fabryce mydła.

     Polacy, którzy pracowali to byli od Rzeszowa, Leżajska, Jarosławia, od Nowego Sącza, Limanowej, Nowego Targu. Polacy u bauerów byli traktowani różnie. Polacy z okręgu rzeszowskiego byli traktowani można powiedzieć lepiej niż górale, oni mieli dużo „roboty w rękach” Myśmy wszyscy przechodzili próbę, były podrzucane pieniądze w niedużych kwotach w obejściu gospodarstwa, kto znalazł i nie oświadczył, że znalazł i nie oddał to był podejrzany i miał mniej wolnego czasu.

     Były trzy przypadki co uciekli Polacy od bauera. Nie mieliśmy żadnej wiadomości co się z nimi stało, czy zostali schwytani, czy też nie.

     Czas pracy rozpoczynał się w lecie od godziny 5-tej rano do godziny 18-tej, w tym czasie był 5 razy posiłek. Zakwaterowanie miałem dobre, pościel co tydzień świeża, ubranie robocze było wyprane.

     W każdą pierwszą niedzielę miesiąca były w kościołach katolickich odprawiane msze święte tylko dla Polaków: o godzinie 8 w Faigen, o godzinie 10 w Degerloch, o godzinie 12 w Pleningen. Tramwajem można było dojechać. Można było być we wszystkich trzech.

     Wydarzenia, które chcę opisać, które przeżyłem nie były wesołe. W 1941 roku koleżanka z drugiej wioski Faigen Kaltentall wyjechała na urlop do Polski na Święta Bożego Narodzenia.

Więcej…
 
Wspomnienia Pana Kazimierza Batoga

     Urodziłem się 6 lutego 1932 r. w Łowisku, obecnie mieszkam w Kamieniu.


     Moje pierwsze wspomnienia dotyczące wojny wiążą się z panującą atmosferą na kilka dni przed jej wybuchem. Pamiętam, jak mój ojciec rozmawiał ze swoimi sąsiadami o sytuacji ówcześnie panującej w kraju i możliwym konflikcie z Niemcami. Nastroje były dość mocno zróżnicowane, od skrajnie optymistycznych np. „nie oddamy guzika od munduru” do mocno pesymistycznych. Mój ojciec podzielał opinie tych drugich. Jako były żołnierz armii austrowęgierskiej podczas I wojny światowej wiedział, czym jest wojna i co ona ze sobą niesie.

     Sam dzień 1 września 1939 roku pamiętam bardzo dobrze. Był to piątek, dzień był słoneczny i gorący. Ja, jako 7 letni chłopak, przebywałem z rodzeństwem w domu. Informacja o ataku Niemiec na Polskę dotarła do nas od jednego z sąsiadów posiadających radio. Od wybuchu wojny do jej końca panował wśród ludzi ogromny strach o własne życie. Pamiętam, jak przez Łowisko przetaczała się ogromna kolumna uciekinierów kierująca się za San. Przypominam sobie, jak ojciec mówił, że opór na Sanie nie będzie miał wielkiego znaczenia, gdyż poziom rzeki w pewnych miejscach był bardzo niski i woda sięgała maksymalnie do kolan. Mieszkałem tuż przy samej drodze, obok starej szkoły i mogłem obserwować tych uciekinierów. Jeden z nich przyszedł do nas do domu w celu odpoczynku, ponieważ był już starszym mężczyzną. Jak dobrze pamiętam, mówił, że ma 70 lat i jest z okolic Żywca. Mój ojciec kazał mu wracać do domu i prawdopodobnie zawrócił lecz dalsze jego losy były dla nas nieznane. Do dzisiaj widzę, jak przez Łowisko przechodzili polscy żołnierze. Było ich kilku, prawdopodobnie piechota i mieli ze sobą kuchnię polową, kierowali się w stronę Leżajska. Pierwszy raz niemieckich żołnierzy widziałem około połowy września. Było ich kilkudziesięciu i mieli ze sobą ogromną armatę ciągniętą prawdopodobnie przez osiem koni. Widziałem, jak przejechali z nią przez Łowisko i udali się w stronę Woli Zarczyckiej, lecz po jakimś czasie zawrócili i pojechali w nieznanym kierunku. Jeśli chodzi o Wehrmacht oni nic nie mówili mieszkańcom Łowiska, gorzej wyglądała sytuacja z Gestapo, oni w 1942 r. rozstrzelali pięciu mieszkańców.

     Już w czasie okupacji, to pamiętam, że Niemcy wysiedlili rodziny żydowskie mieszkające w Łowisku, a było ich 4, z czego przeżyła 1 dzięki pomocy Polaków. W Sokołowie Małopolskim funkcjonowało getto przejściowe i w to miejsce Niemcy zabierali miejscowych Żydów i przewozili dalej, możliwe, że do obozów koncentracyjnych.

     Niemcy wywozili Polaków na roboty przymusowe do Niemiec. Około 20 mieszkańców Łowiska wyjechało na nie, w tym mój najstarszy brat Józef i starsza siostra Zofia. Mojego brata wywieziono do Austrii i pracował w winnicy w miejscowości Bad Vöslau nieopodal Wiednia. Z listów, które pisał do domu, wiem, że był dobrze traktowany i pracował wraz z innymi Polakami. Z jednego z ostatnich listów od niego dowiedzieliśmy się, że w 1945 r. baor, nie chcąc ewakuować się, został rozstrzelany przez Gestapo, a mój brat został w winnicy sam, gdyż reszta robotników uciekła. Gdy wkroczyły oddziały Armii Czerwonej na tamte tereny, mój brat pilnował, by winnica nie została rozkradziona. Po wojnie, jak wspominał brat w liście, żona baora bardzo dobrze go traktowała. Mój brat umarł w listopadzie 1946 r. na serce, ponieważ od dziecka miał je chore. O śmierci dowiedzieliśmy się w liście od żony baora. Szukałem grobu brata. Na początku 2000 r. zwróciłem się z tą sprawą do Polskiego Czerwonego Krzyż i dostałem odpowiedź, gdzie jest jego grób w 2002 r. W 2016 r., w 70 rocznicę śmierci wybrałem się do Austrii i mogłem po raz pierwszy w życiu stanąć przy jego grobie. Brata widziałem po raz ostatni 12 stycznia 1942 r. Moja siostra Zofia była na robotach w dzisiejszych Czechach i wróciła do domu zaraz po zakończeniu wojny. Mieszkańcy Łowiska w czasie trwania wojny podejmowali pracę w gospodarstwie baora Arnolda, jak również u ogrodnika w Górnie czy leśniczego Hackera. Czasy były ciężkie i każdy chciał choć trochę zarobić pieniędzy, by móc żyć.

     Ważnych wydarzeniem w Łowisku, które miało miejsce 5 czerwca 1942 r. było rozstrzelanie 5 mieszkańców, ponieważ nie wstawili się do pracy w Boże Ciało. Pamiętam to wydarzenie dobrze, jak gestapowcy zabrali tych 5 młodych chłopaków do lasu i rozstrzelali. Jak mówił mój ojciec podobno we wsi ludzie mówili, że gdyby Niemcy nie znaleźli tych 5 zakładników, to rozstrzelaliby przypadkowe osoby złapane na ulicy. Prawo, które obowiązywało, było proste, a polegało na tym, że jeśli Polak nie wykonał tego, co kazał mu Niemiec, podlegał karze śmierci.

     Na terenie Łowiska Niemcy podjęli się kilku inwestycji. Jedną z nich było wybudowanie torów kolejowych łączących Górno ze stacją kolejową w Łętowni pod nadzorem firmy Krauze. Inną inwestycją było wybudowanie mostu na rzeczce w Łowisku nieopodal mojego rodzinnego domu, lecz tej budowy nie dokończyli i to co wybudowali, zniszczyli przed wkraczającymi Rosjanami. Prace przy moście nadzorowała firma Lollke. Podczas wojny wysiedlono kilka polskich rodzin w związku z poligonem Luftwaffe i prowadzonymi przez nich ćwiczeniami. W czasie okupacji możliwe było uczęszczanie do kościoła, z małym wyjątkiem od zimy w 1943 r. do początku roku 1944 r., na Wielkanoc kościół był już otwarty. Szkolnictwo w tamtym okresie wyglądało tak, że uczęszczaliśmy do drewnianej szkoły i mieliśmy lekcje języka polskiego, rachunków, śpiewu głównie pieśni religijne i organizowano robótki ręczne.

     W Łowisku funkcjonował oddział Armii Krajowej pod dowództwem plutonowego (taki stopień miał w czasie kampanii wrześniowej) Józefa Kidy ps. „Ciepły”. Mieszkańcy Łowiska byli nastawieni do Armii Krajowej neutralnie, gdyż bali się kar ze strony okupanta a akowcy realizowali swoje zadania. O tych zadaniach niewiele wiem, ponieważ ludzie nie chcieli mówić zbyt wiele, a mnie jako dziecku nie mówiono o takich rzeczach. Pamiętam natomiast jak wóz radiolokacyjny jechał przez Łowisko w celu wykrycia radiostacji AK działającej we wsi. Na całe szczęście radio zostało wyłączone w odpowiednim momencie i Niemcy nic nie wykryli. Informacje o tym, co się dzieje w kraju, docierały z tajnej gazety redagowanej przez AK tzw. „Bibuły”, lecz były one bardzo szczątkowe, a kara za jej posiadanie była surowa.

     Dokładnej daty wkroczenia Rosjan do Łowiska nie pamiętam, ale mogło to być po 20 lipca 1944 r. Przebywałem wtedy w polu razem z moim ojcem i on powiedział, że widzi kierujących się w stronę wsi żołnierzy. Gdy wróciliśmy do domu, we wsi byli już Rosjanie. Byli słabo ubrani, ich mundury były brudne a twarze spieczone od słońca. Oddział ten stacjonował trzy dni w Łowisku i przez trzy dni trwało bombardowanie niemieckiego lotnictwa. Po trzech dniach w nocy do Łowiska wjechały czołgi radzieckie, pamiętam, że cały dom trząsł się od ich hałasu. Pod koniec lipca do Łowiska wkroczyła druga linia wojsk radzieckich. W moim domu stacjonował pułkownik radziecki a po sąsiedzku w szkole mieścił się jego sztab. Pamiętam, że pułkownik był wysoki w wieku około 40 lat i pochodził z Moskwy. Czasami opowiadał mojemu ojcu o swoich dzieciach, ale nigdy nie rozmawiał na temat polityki. Pułkownik mieszkał u nas do pierwszych dni września, a później przyszła trzecia linia wojsk. Tym razem w moim domu zamieszkał porucznik w wieku około 25 lat i pochodził z okolic Kijowa. Mieszkał u nas do około 12 stycznia 1945 r. Pamiętam, że przychodzili do niego inni oficerowie i rozmawiali po rosyjsku. Porucznik przestrzegł mojego ojca, żeby nie odzywał się do żadnego z tych oficerów, ponieważ tylko on będzie z nimi rozmawiał. Jeden z tych oficerów bardzo dużo opowiadał o życiu w Związku Radzieckim i jak tam się dobrze żyje, i każdy jest szczęśliwy, lecz mój ojciec nie rozmawiał z nim, tłumacząc się, że nic nie rozumie po rosyjsku. Jak się później okazało, jednym z tych żołnierzy był oficer NKWD lub szpieg donoszący im. Ojciec był wdzięczny porucznikowi, że ten go ostrzegł przed nim. Widziałem, jak w Łowisku stacjonowały wyrzutnie rakiet tzw. katiusze, lecz nie mogliśmy się do nich zbliżać, ponieważ były zakamuflowane i strzeżone przez wartowników. W Łowisku funkcjonowało lotnisko i znajdowało się za rzeką w polach na wzniesieniu. Widziałem, jak startowały z niego i lądowały dwupłatowe myśliwce. Po odejściu wojsk radzieckich w styczniu 1945 r. w Łowisku w końcu zapanował oczekiwany spokój.

 

Wspomnienia spisał Grzegorz Batóg, wnuk pana Kazimierza w sierpniu 2020 roku.

 
Przebieg prac przy budowie pomnika w Dublach - Październik 2019 r.

 

 

 
Odsłonięcie i poświęcenie pomnika w Dublach - gminie Kamień

     11 listopada 2019 roku w Dublach gminie Kamień odbyło się poświęcenie i odsłonięcie pomnika ufundowanego przez Towarzystwo Przyjaciół Kamienia upamiętniającego miejsce spoczynku uczestników Powstania Styczniowego 1863 roku i ofiar epidemii.

     Uroczystość uświetniły poczty sztandarowe Polskiego Stronnictwa Ludowego, jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej z gminy Kamień i Cholewianej Góry oraz szkół. Uroczystość była również wyrazem patriotyzmu starszego i młodego pokolenia w dniu Święta Niepodległości i 101. rocznicy odzyskania niepodległości.

 

     Józef Czubat Prezes Towarzystwa Przyjaciół Kamienia przywitał przybyłych na tę uroczystość gości: księdza Mariana Gwizdaka Proboszcza Parafii Kamień, księdza Grzegorza Stępnia Proboszcza Parafii Cholewiana Góra, księdza wikariusza Łukasza Leśniaka, księdza Bogusława Partykę, Ryszarda Bugla Wójta Gminy Kamień, Jerzego Bednarza Przewodniczącego Rady Powiatu Rzeszowskiego i Sekretarza Gminy Kamień, Mirosława Piędla Przewodniczącego Rady Gminy i radnych gminy Kamień, Alicję Hawro Prezesa Zarządu Banku Spółdzielczego, dyrektorów szkół, młodzież szkolną, harcerzy XVI Drużyny Harcerskiej im. K.K. Baczyńskiego ze Szkoły Podstawowej w Prusinie, także naszych sąsiadów - mieszkańców Cholewianej Góry i licznie przybyłych mieszkańców gminy Kamień.

     W swoim przemówieniu przypomniał zebranym, że Towarzystwo Przyjaciół Kamienia miało już raz zaszczyt spotkać się z mieszkańcami Dublów podczas poświęcenia Krzyża Przełomu Tysiąclecia w 2001 roku.

                    

     Odsłonięcia pomnika dokonali członkowie Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Kamienia Genowefa Saj, Jan Orszak i Antoni Partyka.

     O złożenie kwiatów i zapalenie zniczy w imieniu organizatorów zostali poproszeni: Zofia Bednarz - autorka projektu pomnika, Zofia Bednarz członkini Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Kamienia oraz Stanisław Batóg - przedstawiciel Dublów i Błonia. Kwiaty pod pomnikiem złożyła także delegacja mieszkańców Cholewianej Góry - Małgorzata Sudoł Sołtys Wsi Cholewiana Góra, Renata Puzio i Andrzej Kołodziej Radny Gminy Jeżowe, oraz przedstawiciele samorządu Gminy Kamień - Wójt Ryszard Bugiel, Kamień, Mirosław Piędel i Jerzy Bednarz.

     Pomnik poświęcił ksiądz Marian Gwizdak Proboszcz Parafii Kamień.

     Dzięki inicjatywie Towarzystwa Przyjaciół Kamienia zostało ocalone od zapomnienia kolejne miejsce związane z historią naszej Małej Ojczyzny. Nie byłoby to możliwe bez pomocy wielu zaangażowanych w ten projekt osób - Jana Orszaka, Genowefy Saj, Mirosława Piędla, Antoniego Partyki i Heleny Orszak.
     Podziękowano za wsparcie ks. Proboszczowi Marianowi Gwizdak, Wójtowi Ryszardowi Buglowi oraz Jerzemu Bednarzowi Przewodniczącemu Rady Powiatu, Zofii Bednarz, która wykonała projekt pomnika i nadzorowała jego realizację, Marcinowi Decowi za renowację zabytkowego krzyża przeniesionego na nowy cokół, kierownikowi Jackowi Partyce i pracownikom Zakładu Gospodarki Komunalnej za wykonanie cokołu i prace ziemne, Stanisławowi Rembiszowi właścicielowi firmy Kobex i jego pracownikom za pomoc przy montażu, Krzysztofowi Pieli za utwardzenie placu wokół pomnika, Henrykowi Sądejowi Sołtysowi Wsi Prusina, Józefowi Ożogowi, Stanisławowi Batogowi i wszystkim mieszkańcom, którzy uczestniczyli w pracach budowlanych, państwu Beacie i Adamowi Saganom, którzy przygotowali materiały dekoracyjne na tę uroczystość.
     Podziękowano także, za równie ważne wsparcie finansowe naszego projektu, sponsorom Alicji Hawro Prezesowi Zarządu Banku Spółdzielczego i Stanisławowi Bednarzowi właścicielowi PHU Oktan.
     Za oprawę artystyczną uroczystości, młodzieży i nauczycielom Szkoły Podstawowej w Prusinie.
     Szczególne słowa podziękowania i wdzięczności zostały skierowane do tych wszystkich, którzy opiekowali się tym miejscem przez wiele lat, przynosili kwiaty, kosili trawę, odnawiali krzyż, dbali o ogrodzenie. Tym wszystkim, którzy przez pokolenia zachowywali pamięć o powstańcach styczniowych. Tym, którzy modlili się za ofiary epidemii. Proszono mieszkańców sołectwa o dalszą opiekę nad nowym pomnikiem.

       Zabierając głos Wójt Gminy Kamień Ryszard Bugiel rozpoczął swoje wystąpienie od słów Józefa Piłsudskiego „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani prawa do przeszłości”. Podkreślił wyjątkowość tego miejsca, podziękował zarządowi Towarzystwa Przyjaciół Kamienia za podejmowane inicjatywy i wybudowanie pomnika.
     Przedstawiciel Cholewianej Góry, Radny Gminy Jeżowe Andrzej Kołodziej podziękował mieszkańcom Kamienia za opiekę nad miejscem spoczynku zmarłych podczas epidemii i upamiętnienie tego miejsca pomnikiem.    

     Na zakończenie uroczystości uczestnicy odśpiewali hymn Polski.

 

 

     Zdjęcia wykonał Tomasz Radomski.

Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Kamień, 11 listopada 2019 roku

 
« PoczątekPoprzednia21222324252627282930NastępnaOstatnie »

Strona 27 z 41

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 39 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1,5 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1.5% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS