?roda, 20 listopada 2019r.
Home
Strona internetowa Towarzystwa Przyjaciol Kamienia w Kamieniu.
Wspomnienia z czasów okupacji - pani Franciszka Maziarz PDF Drukuj Email
poniedziałek, 18 listopada 2019 19:48

     Wywiad przeprowadziła uczennica Szkoły Podstawowej w Kamieniu w latach dziewięćdziesiątych.

 

     "W 1940 r. w wieku 17 lat pani Franciszka Maziarz została wytypowana z gminy do wyjazdu na przymusowe roboty do Niemczech. Musiała zgłosić się do biura pracy w Rzeszowie, skąd została odtransportowana do Niemczech. Tam co kilkanaście kilometrów odpinano po 2-3 wagony i rozdzielano Polaków do pracy. Wagon, w którym znajdowała się pani Franciszka, odczepiono w Norymbergii i z tamtejszego biura pracy została przydzielona do pracy w Bawarii na dwustuhektarowym gospodarstwie. Po przyjeździe do gospodarzy dostała cokolwiek jeść i zaraz musiała zacząć pracę. Jej dzień pracy zaczynał się od godziny 3 rano i trwał przeważnie do 24. Robiła wszystko to, co trzeba robić w gospodarstwie.

     Przy pracy na roli nie można było rozmawiać, ani odpoczywać, gdyż pilnowano ich i rozmowę uznawano za stratę czasu. Jeżeli ktoś nie chciał pracować, zabierano go na posterunek, gdzie był bity i dostawał do jedzenia tylko suchy chleb i wodę, a kiedy kara nie poskutkowała, zabijano go.

     Po powrocie z pola [Franciszka Maziarz] dostawała kolację. Wszystkie posiłki jadła osobno, nie przy stole z gospodarzami. Po kolacji szła do obory do bydła. Miała do nakarmienia i do dojenia 25 krów. Następnie, po wykonaniu wszystkich prac w oborze, sprzątała w domu. Zmywała naczynia po kolacji, myła podłogi, robiła pranie. Wszystko było sprawdzane przez gospodarza, czy starannie zostało wykonane. Po całodziennej pracy kładła się na 3-4 godziny spać w swoim małym pokoiku.

     W zimę chodziła w drewnianych butach do lasu ścinać drzewa, następnie je przerzynała, rąbała, a oprócz tego zbierała gałęzie, które trzeba było wiązać w wiązki i wszystko ładnie układać. Jeżeli chciała gdzieś jechać, musiała mieć specjalne pozwolenie na piśmie od gospodarza i przypięty znaczek z dużą literą P, który oznaczał, że jest Polką.

     Kiedy zachorowała i nie mogła wstać, gospodarz, zamiast przyprowadzić doktora, poszedł na posterunek ze skargą, że nie chce pracować. Dopiero, gdy przyszedł posterunkowy i zobaczył w jakim jest stanie, posłał po lekarza.


     Po prawie czterech latach została przeniesiona do innej wsi. Tam już nie miała tyle pracy i była lepiej traktowana.


     Na robotach w Niemczech była do końca wojny, a po wojnie musiała czekać jeszcze bardzo długo na transport do Polski. W Niemczech straciła swoje najpiękniejsze lata, a złe traktowanie odbiło się na jej zdrowiu."

 

Tekst oryginalny:

 

 
Pomniki ofiar II wojny światowej w Gminie Kamień PDF Drukuj Email
wtorek, 29 października 2019 18:56

     W dowód wdzięczności i pamięci dla wszystkich mieszkańców gminy Kamień: pomordowanych, wypędzonych, prześladowanych i zaginionych w latach 1939-1945, wybudowano pomniki i odsłonięto tablice upamiętniające tę tragedię.


     Mamy nadzieję, że pomniki i tablice będą kształtować postawy patriotyczne obecnych i przyszłych pokoleń.

 

1. Pomnik wybudowany w 1966 r. w Kamieniu

 

 

2. Ufundowana w 1987 r. tablica przy Kościele Parafialnym p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kamieniu

 

 

3. Pomnik poległych wybudowany w Łowisku w 1987 r.

 

 

Zdjęcia wykonała mgr Monika Błądek

 

Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

 
Kampania wrześniowa 1939 - wspomnienia Adama Piroga PDF Drukuj Email
poniedziałek, 14 października 2019 18:32

     Adam Piróg urodził się 9 września 1916 r. W czerwcu 1939 r. odbywał służbę wojskową w stopniu szeregowca w 10 Pułku Strzelców Konnych w Łańcucie.

Fot. Adam Piróg 10 Pułk Strzelców Konnych - czerwiec 1939 r.


     "14 sierpnia 1939 r. pułk otrzymał rozkaz wymarszu w kierunku Krakowa. Działania wojenne we wrześniu 1939 r. 10 Brygada Kawalerii rozpoczęła w Beskidzie Wyspowym, gdzie przez 5 dni powstrzymywała niemiecki XXII Korpus Pancerny. Następnie opóźniała posuwanie się nieprzyjaciela wzdłuż trasy Kraków-Lwów.
     Tato wspominał walki swojego oddziału pod Myślenicami w dniach 1-5 września, gdzie został ranny jego dowódca. Gdy oddział wycofywał się, dla Adama wstrząsem była prośba konającego dowódcy by go zastrzelić.
     Następnie razem z 10 pułkiem ojciec przedostał się w rejon Jordanowa. Zacięte walki toczyły się we wsi Wysoka. Mimo przygniatającej przewagi sił niemieckich, żołnierze 10 pułku uniemożliwili oskrzydlenie wycofujących się jednostek Armii „Kraków”. Brygada kontynuowała odwrót przez Wiśnicz, Wojnicz, brała udział w obronie Łańcuta, unikała okrążenia, walcząc z przeważającymi oddziałami niemieckimi i kontratakując. Stoczyła wiele ciężkich bitew (między innymi pod Tomaszowem i Lwowem).
     Podczas kilkudniowych walk pod Lwowem, zakończonych zdobyciem strategicznego wzgórza nr 324, pośród wojennej zawieruchy ojciec spotkał swojego brata Czesława służącego w innej jednostce. Spotkanie było wielkim przeżyciem i radością, pozostało na wiele miesięcy w pamięci taty.
     Po 17 września, po wkroczeniu wojsk sowieckich oddział taty został rozbrojony. Odebrano im broń, sprzęt, pozbawiono naramienników, kazano zerwać orzełki z czapek. Sformowany oddział pilnowany przez sowietów, otrzymał rozkaz przemarszu na południe, a później przekroczenia granicy węgierskiej. Szwadron ojca został skierowany do obozu dla internowanych polskich żołnierzy w miejscowości Petelend-Puszta koło Kapuvaru (północno-zachodnie Węgry).

 

Fot. Adam z kolegami na terenie folwarku w Petelend-puszta - 30 września 1939 r.


     Zorganizowano go w starym folwarku ziemskim składającym się z kilku budynków stajennych i gospodarczych. Adam opowiadał o pryczach ze słomą w stodole, gdzie był zakwaterowany. Internowani szeregowcy podlegali przepisom dyscyplinarnym i byli wykorzystywani do różnych prac porządkowych.

Więcej…
 
Wspomnienia pani Anny Bałut z Nowego Kamienia PDF Drukuj Email
niedziela, 06 października 2019 18:51

     Pani Anna Bałut z Nowego Kamienia podzieliła się wspomnieniami z okresu II wojny światowej ze swoją sąsiadką panią Genowefą Chojnacką.

 


Na zdjęciu Józef Olko z mamą Marią Olko


     Chętnie zgodziła się na rozmowę. Stwierdziła, że dobrze pamięta rok 1939, wybuch wojny i okres okupacji. Tak wspomina ten czas:


     „Miałam 12 lat, niektóre zdarzenia bardzo mocno utkwiły mi w pamięci, na przykład to, że sołtys miał obowiązek podać listę ludzi do pracy w Niemczech.
     Podał między innymi nazwisko mojego brata Józefa Olko, który miał 18 lat. Na liście była też kuzynka Julia Walicka. Oboje nie stawili się na wezwanie.
     Po kilku dniach przyszli po brata gestapowcy. Brat Józef ukrył się, ale za to, że go nie zastali, zabrali krowę i zaprowadzili ją do innego gospodarza - Jabłońskiego.

     Pamiętam, że było to 2 Lutego 1940 r., mama wzięła siano i poszła zanieść krowie, a gdy wróciła to za chwilę przyjechali Niemcy. Było ich bardzo dużo. Obstawili cały Nowy Kamień, stali co drugi numer domu, była łapanka. Wchodzili do domów i zabierali co zdrowszych i młodych ludzi. To dlatego, że ci, którzy byli podani przez sołtysa, nie stawili się dobrowolnie do przymusowej pracy.

     Gdy weszli do naszego domu, to ja byłam sama z 8-letnią kuzynką. Mama wcześniej położyła mnie do łóżka, żebym udawała chorą, bo Niemcy bali się chorych ludzi, żeby się nie zarazić. Gestapowiec podszedł do mnie, groził bronią i pytał, gdzie jest brat. Wówczas powiedziałam, że poszedł do Łowiska po mleko, bo nie mamy krowy. Zaczął krzyczeć, a 8-letnia kuzynka ze strachu, że Niemiec będzie nas bił, powiedziała, że brat Józef i jeszcze jedna osoba ukrywają się na strychu. Niemcy weszli na strych, a było ich kilku, znaleźli Józka i kuzynkę Julię Walicką, wyciągnęli z ukrycia i pobili. Zabrali też moich rodziców, a ja zostałam sama z babcią. Ojca, ze względu na chorobę i słabe zdrowie, po jakimś czasie wypuścili.
     Mojego brata i innych schwytanych zabrali i umieścili w szkole na strychu. Przetrzymywali ich przez tydzień. Rodziny i inni mieszkańcy Nowego Kamienia często nocą, w ukryciu zanosili im jedzenie. Pamiętam, że w sobotę wywieźli ich do Łętowni na stację kolejową, a następnie do Krakowa.
     Mojej mamie i jej siostrze udało się uciec i ukryć. Najpierw skrywały się na drzewie, następnie ukrywała ich rodzina. Przez dłuższy czas nie wracały do domu. Na trzeci dzień od ucieczki przyjechało do nas w nocy na kontrolę gestapo, sprawdzić, czy nie ma zbiegów. Przeszukiwali cały dom i obejście gospodarcze. Takie kontrole robili co jakiś czas, zawsze w nocy.
     Brata Józefa wywieźli do Niemiec i tam pracował w fabryce żelaza w kuźni, miał bardzo ciężko, cierpiał często głód. Rodzina wysyłała paczki z żywnością. Do kraju wrócił po wojnie."


Anna Bałut siostra Józefa Olko

Dom Bednarzy w okresie II wojny światowej - obecnie rodziny Baran 247

 


Wywiad przeprowadziła Genowefa Chojnacka

Kamień 6 październik 2019 r.

 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

Strona 1 z 18

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS