środa, 21 października 2020r.
Home
Strona internetowa Towarzystwa Przyjaciol Kamienia w Kamieniu.
1% podatku za 2019 rok PDF Drukuj Email
sobota, 17 października 2020 07:02

Szanowni Państwo!!!

     Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia dziękuje za przekazanie 1% podatku na działalność naszej organizacji, która jest organizacją pożytku publicznego.

     W bieżącym 2020 roku 175 podatników przekazało 8. 481 zł z 1% podatku za 2019.

Przedsiębiorcy:
Monika Socha - Kamień,
Mirosław Piędel - Nowym Kamień,
Józef Mączka - Kamień,
Jadwiga Cholewa - Łowisko.

Podatnicy indywidualni:

Kamień: Tomasz Polak, Wojciech Łach, Diana i Jan Kolano, Joanna Mazurkiewicz, Stanisława Koper, Joanna i Grzegorz Olejarz, Agnieszka Baran, Wiesława Wiśniewska, Maria Świerad, Teresa Skiba Balcer i Marek Balcer, Halina Watras, Anna Surdyka, Eleonora Błądek, Dorota Błądek, Zbigniew Drelich, Władysława Olko, Waldemar Kata, Zofia Bednarz, Stanisław Bednarz, Zofia i Jerzy Bednarz, Anna i Tadeusz Marciniak, Wiesława i Jacek Drelich, Krystyna Sitarz, Małgorzata Bałut, Wiesława i Józef Mączka, Stanisława i Józef Czubat, Piotr Świerad, Renata i Krzysztof Stec, Alicja Hawro, Stanisław Wilk, Zofia i Jacek Partyka, Genowefa Bednarz, Roman Sądej, Maria Grabiec, Mateusz Stec, Anna Delekta, Leszek Stec, Monika i Przemysław Łach, Magdalena Bałut, Stanisława i Tadeusz Baran, Robert Baran, Anna i Tadeusz Rembisz, Irena i Stanisław Piróg, Krzysztof Majka, Małgorzata Grabiec, Maria Tupaj, Irena i Tadeusz Watras, Jacek Kowal, Maria Bajek, Anna Stec, Adam Dudzik, Marek Błądek, Andżelika Socha, Marta i Marek Oczkowski, Anna i Tadeusz Kołodziej, Damian Demkowicz, Jerzy Bujdasz, Andrzej i Wiesława Majka, Marcin Maczka, Teresa i Wojciech Sądej, Lesław Piróg, Maria i Mieczysław Piędel,

Nowy Kamień: Wiesław Żak, Jan Szostecki, Genowefa Chojnacka, Rafał Chojnacki, Małgorzata Bujdasz, Stefania i Tadeusz Olko, Robert Baran, Stanisław Cyran, Lilla i Jan Urban, Maria Czubat,

Krzywa Wieś: Irena i Tadeusz Chmiel, Małgorzata Sobczuk, Maria i Wiesław Piróg, Mieczysław Matuła, Jolanta Sączawa,

Duble: Elżbieta i Antoni Partyka, Iwona i Piotr Partyka, Zofia Socha, Katarzyna Sabat,

Łowiska: Zofia Buczkowska, Zofia Sączawa, Łukasz Zdeb, Mateusz Zdeb, Gabriel Kida, Stanisław Sączawa,

Rzeszów: Kazimiera Stachowicz, Agnieszka Łukaszewska,

Warszawa: Hanna Uzdowska, Bronisław Rodzeń,

Przemyśl: Wanda Cyrano,

Lublin: Jadwiga i Piotr Leszczuk, Krzysztof Uzdowski,

Kraków: Wanda Baran, Magdalena Piędel,

Zawiercie: Urszula i Józef Surdyka,

Gogolin: Rozalia i Karol Czekała,

Wrocław: Teresa i Stanisław Siut, Elżbieta Bereś-Pawlik, Józef Pawlik,

Głogoczów: Anna Pawlik-Wywrot,

Nisko: Bożena i Tomasz Wach, Ewelina i Piotr Słoma,

Stalowa Wola: Andrzej Krudysz,

Jeżowe: Ewelina Bańkowska, Jan Zarzycki, Damian Drabik, Marek Rogala, Stanisław Piędel, Tadeusz Gielar, Beata i Józef Mścisz, Urszula i Wiesław Guściora, Krystian Drabik, Helena i Tadeusz Siudak, Bożena i Tadeusz Zaguła, Zygmunt Piędel, Halina i Jan Drabik,

Cholewiana Góra: Hanna i Stanisław Olejarz, Władysława i Stanisław Blajerski, Stanisława Socha, Stanisław Sudoł,

Górno: Piotr Surdyka, Marcin Łach, Aneta i Krzysztof Dolecki,

Myślenice: Paweł Orawin,

Tarnobrzeg: Anna i Grzegorz Janczy,

Wpłacili również: Mariusz Bolko zam. Krzywdy, Justyna i Tomasz z Dzikowca, Paweł Orawin z Myślenic, Grażyna Sapuła z Raniżowa, Maria Gola z Krzątki, Jan Pikuła z Łętowni, Adam Przybyło z Krasnego, Józefa Uchańska z Sójkowej, Anna i Krzysztof Wąsik z Wilczej Woli, Iwona i Piotr Rusin z Bojanowa, Katarzyna Bujak-Cisek z Nowosielca.

Anonimowo 1% podatku wpłaciło 16 podatników, w tym: z Kamienia 7, Nowego Kamienia 4, Prusiny 2, Rzeszowa 3.


Darowiznę w kwocie 939 zł przekazali:
- Bank Spółdzielczy w Kamieniu,
- Janina Zaguła z Lublina,
- Stanisław Kołodziej z Legnicy,
- Maria Piróg i Alicja Hawro z Kamienia,
- Rodzeń Bronisław z Warszawy.

 

     Dochody z działalności statutowej w roku obrotowym 2019r. wyniosły 9.425 zł.

     Koszty działalności w 2019 roku wyniosły 13.012 zł:
- publikacja książki „Rocznik Towarzystwa Przyjaciół Kamienia 2019 r.”,
- wykonanie pomnika w Dublach,
- ufundowanie nagród dla uczestników konkursu recytatorskiego,
- opłaty za utrzymanie i prowadzenie strony internetowej,
- zakup artykułów biurowych i inne drobne zakupy konieczne do realizacji statutowych zadań Towarzystwa,
- organizacja imprez kulturalnych dla uczczenia rocznicy Odzyskania Niepodległości.


     Wszystkim ofiarodawcom serdecznie dziękujemy i prosimy o przekazanie 1% podatku w przyszłym roku.


Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia
Józef Czubat, Jan Orszak, Zofia Bednarz, Genowefa Saj, Mirosław Piędel,
Krystyna Hanus, Paweł Gutowski, Antoni Partyka, Joanna Mazurkiewicz.

 
Pamiętny dzień 25 lipca 1944 r. - wyzwolenie Kamienia spod okupacji niemieckiej PDF Drukuj Email
piątek, 24 lipca 2020 18:57


     Z okazji rocznicy wyzwolenia naszej miejscowości z rąk niemieckiego okupanta publikujemy na stronie internetowej Towarzystwa Przyjaciół Kamienia wywiady z Edwardem Majczakiem, Józefem Majką, wspomnienia Józefa Smusza, Kazimierza Batoga i Wojciecha Szcząchora oraz artykuł „Wyzwolenie czy zniewolenie?” Grzegorza Bogunia.

 
Wspomnienia Pana Wojciecha Szcząchora PDF Drukuj Email
czwartek, 08 października 2020 18:06

     Tak zapamiętał i opisał swoje przeżycia związane z pobytem i przymusowymi robotami w Niemczech Szcząchor Wojciech urodzony 5 sierpnia 1920 r. w Kamieniu, powiat Nisko, województwo Lwowskie.

     Dnia 21.05.1940 r. wracając w nocy z zabawy zostałem zatrzymany przez patrol niemiecki około godziny 20 i wywieziony rano do Rzeszowa. W punkcie zbornym w Kamieniu było nas około 25 ludzi, byli mężczyźni i kobiety młode. Imion i nazwisk nie mogę podać obecnych ze mną w Kamieniu w areszcie, ponieważ było ciemno. Rano załadowano nas na samochód i wywieziono do Rzeszowa do koszar Kilińskiego.

     22.05.1940r. wywieziono nas samochodami do Krakowa na ul. [~Wąska - nieczytelnie] do bloku szkolnego. Odjazd z Krakowa 25.05.1940 r. załadowali nas do wagonów osobowych, każdy dostał pół chleba, pół kostki masła. Jechaliśmy do Ludwigsburga. Tam było gazowanie ubrań, strzyżenie i mycie. W Ludwigsburgu zostaliśmy rozdzieleni i rozwiezieni po całych Niemczech. Nadmieniam, że w tym transporcie było około 1000 ludzi, byli młodzi i starzy.

     Ze mną w wagonie, w którym jechałem nie spotkałem nikogo znajomego z mojej wioski. Dopiero w Stuttgarcie na sali kinowej byliśmy dowiezieni i czekali na bauerów. Tam spotkałem dziewczynę z mojej wioski Kamień, na imię miała Kata Maria oraz chłopca z Korczowisk, imię Łach Józef. Oni pracowali obok Stuttgartu w Meglingen.

     W Stuttgart wylosował mnie bauer zamieszkały Stuttgart – Möhringen, Plieninger Str. 10. Gospodarstwo nie było duże: 12 ha, 12 krów i 1 koń. Gospodarze starsi ludzie ponad 60 lat, bezdzietni mieli na wychowaniu kuzynkę 17 lat. Było nas 4 osoby. Pracowałem w jednym miejscu ponad 5 lat. Wynagrodzenie na początku otrzymywałem 21 marki w roku 1942., otrzymywałem 25 marek w roku 1945.

     17. marca [rok nieokreślony] bauer zmarł, on był inwalidą wojennym z pierwszej wojny na froncie francuskim.

     W miejscowości Möhringen, gdzie pracowałem było zatrudnionych u bauerów 42 Polaków, 10 Ukraińców i około 500 Rosjan, którzy pracowali w fabryce wojskowej [Hansa Aluminium Werk] i fabryce mydła.

     Polacy, którzy pracowali to byli od Rzeszowa, Leżajska, Jarosławia, od Nowego Sącza, Limanowej, Nowego Targu. Polacy u bauerów byli traktowani różnie. Polacy z okręgu rzeszowskiego byli traktowani można powiedzieć lepiej niż górale, oni mieli dużo „roboty w rękach” Myśmy wszyscy przechodzili próbę, były podrzucane pieniądze w niedużych kwotach w obejściu gospodarstwa, kto znalazł i nie oświadczył, że znalazł i nie oddał to był podejrzany i miał mniej wolnego czasu.

     Były trzy przypadki co uciekli Polacy od bauera. Nie mieliśmy żadnej wiadomości co się z nimi stało, czy zostali schwytani, czy też nie.

     Czas pracy rozpoczynał się w lecie od godziny 5-tej rano do godziny 18-tej, w tym czasie był 5 razy posiłek. Zakwaterowanie miałem dobre, pościel co tydzień świeża, ubranie robocze było wyprane.

     W każdą pierwszą niedzielę miesiąca były w kościołach katolickich odprawiane msze święte tylko dla Polaków: o godzinie 8 w Faigen, o godzinie 10 w Degerloch, o godzinie 12 w Pleningen. Tramwajem można było dojechać. Można było być we wszystkich trzech.

     Wydarzenia, które chcę opisać, które przeżyłem nie były wesołe. W 1941 roku koleżanka z drugiej wioski Faigen Kaltentall wyjechała na urlop do Polski na Święta Bożego Narodzenia.

Więcej…
 
Wspomnienia Pana Kazimierza Batoga PDF Drukuj Email
środa, 23 września 2020 18:10

     Urodziłem się 6 lutego 1932 r. w Łowisku, obecnie mieszkam w Kamieniu.


     Moje pierwsze wspomnienia dotyczące wojny wiążą się z panującą atmosferą na kilka dni przed jej wybuchem. Pamiętam, jak mój ojciec rozmawiał ze swoimi sąsiadami o sytuacji ówcześnie panującej w kraju i możliwym konflikcie z Niemcami. Nastroje były dość mocno zróżnicowane, od skrajnie optymistycznych np. „nie oddamy guzika od munduru” do mocno pesymistycznych. Mój ojciec podzielał opinie tych drugich. Jako były żołnierz armii austrowęgierskiej podczas I wojny światowej wiedział, czym jest wojna i co ona ze sobą niesie.

     Sam dzień 1 września 1939 roku pamiętam bardzo dobrze. Był to piątek, dzień był słoneczny i gorący. Ja, jako 7 letni chłopak, przebywałem z rodzeństwem w domu. Informacja o ataku Niemiec na Polskę dotarła do nas od jednego z sąsiadów posiadających radio. Od wybuchu wojny do jej końca panował wśród ludzi ogromny strach o własne życie. Pamiętam, jak przez Łowisko przetaczała się ogromna kolumna uciekinierów kierująca się za San. Przypominam sobie, jak ojciec mówił, że opór na Sanie nie będzie miał wielkiego znaczenia, gdyż poziom rzeki w pewnych miejscach był bardzo niski i woda sięgała maksymalnie do kolan. Mieszkałem tuż przy samej drodze, obok starej szkoły i mogłem obserwować tych uciekinierów. Jeden z nich przyszedł do nas do domu w celu odpoczynku, ponieważ był już starszym mężczyzną. Jak dobrze pamiętam, mówił, że ma 70 lat i jest z okolic Żywca. Mój ojciec kazał mu wracać do domu i prawdopodobnie zawrócił lecz dalsze jego losy były dla nas nieznane. Do dzisiaj widzę, jak przez Łowisko przechodzili polscy żołnierze. Było ich kilku, prawdopodobnie piechota i mieli ze sobą kuchnię polową, kierowali się w stronę Leżajska. Pierwszy raz niemieckich żołnierzy widziałem około połowy września. Było ich kilkudziesięciu i mieli ze sobą ogromną armatę ciągniętą prawdopodobnie przez osiem koni. Widziałem, jak przejechali z nią przez Łowisko i udali się w stronę Woli Zarczyckiej, lecz po jakimś czasie zawrócili i pojechali w nieznanym kierunku. Jeśli chodzi o Wehrmacht oni nic nie mówili mieszkańcom Łowiska, gorzej wyglądała sytuacja z Gestapo, oni w 1942 r. rozstrzelali pięciu mieszkańców.

     Już w czasie okupacji, to pamiętam, że Niemcy wysiedlili rodziny żydowskie mieszkające w Łowisku, a było ich 4, z czego przeżyła 1 dzięki pomocy Polaków. W Sokołowie Małopolskim funkcjonowało getto przejściowe i w to miejsce Niemcy zabierali miejscowych Żydów i przewozili dalej, możliwe, że do obozów koncentracyjnych.

     Niemcy wywozili Polaków na roboty przymusowe do Niemiec. Około 20 mieszkańców Łowiska wyjechało na nie, w tym mój najstarszy brat Józef i starsza siostra Zofia. Mojego brata wywieziono do Austrii i pracował w winnicy w miejscowości Bad Vöslau nieopodal Wiednia. Z listów, które pisał do domu, wiem, że był dobrze traktowany i pracował wraz z innymi Polakami. Z jednego z ostatnich listów od niego dowiedzieliśmy się, że w 1945 r. baor, nie chcąc ewakuować się, został rozstrzelany przez Gestapo, a mój brat został w winnicy sam, gdyż reszta robotników uciekła. Gdy wkroczyły oddziały Armii Czerwonej na tamte tereny, mój brat pilnował, by winnica nie została rozkradziona. Po wojnie, jak wspominał brat w liście, żona baora bardzo dobrze go traktowała. Mój brat umarł w listopadzie 1946 r. na serce, ponieważ od dziecka miał je chore. O śmierci dowiedzieliśmy się w liście od żony baora. Szukałem grobu brata. Na początku 2000 r. zwróciłem się z tą sprawą do Polskiego Czerwonego Krzyż i dostałem odpowiedź, gdzie jest jego grób w 2002 r. W 2016 r., w 70 rocznicę śmierci wybrałem się do Austrii i mogłem po raz pierwszy w życiu stanąć przy jego grobie. Brata widziałem po raz ostatni 12 stycznia 1942 r. Moja siostra Zofia była na robotach w dzisiejszych Czechach i wróciła do domu zaraz po zakończeniu wojny. Mieszkańcy Łowiska w czasie trwania wojny podejmowali pracę w gospodarstwie baora Arnolda, jak również u ogrodnika w Górnie czy leśniczego Hackera. Czasy były ciężkie i każdy chciał choć trochę zarobić pieniędzy, by móc żyć.

     Ważnych wydarzeniem w Łowisku, które miało miejsce 5 czerwca 1942 r. było rozstrzelanie 5 mieszkańców, ponieważ nie wstawili się do pracy w Boże Ciało. Pamiętam to wydarzenie dobrze, jak gestapowcy zabrali tych 5 młodych chłopaków do lasu i rozstrzelali. Jak mówił mój ojciec podobno we wsi ludzie mówili, że gdyby Niemcy nie znaleźli tych 5 zakładników, to rozstrzelaliby przypadkowe osoby złapane na ulicy. Prawo, które obowiązywało, było proste, a polegało na tym, że jeśli Polak nie wykonał tego, co kazał mu Niemiec, podlegał karze śmierci.

     Na terenie Łowiska Niemcy podjęli się kilku inwestycji. Jedną z nich było wybudowanie torów kolejowych łączących Górno ze stacją kolejową w Łętowni pod nadzorem firmy Krauze. Inną inwestycją było wybudowanie mostu na rzeczce w Łowisku nieopodal mojego rodzinnego domu, lecz tej budowy nie dokończyli i to co wybudowali, zniszczyli przed wkraczającymi Rosjanami. Prace przy moście nadzorowała firma Lollke. Podczas wojny wysiedlono kilka polskich rodzin w związku z poligonem Luftwaffe i prowadzonymi przez nich ćwiczeniami. W czasie okupacji możliwe było uczęszczanie do kościoła, z małym wyjątkiem od zimy w 1943 r. do początku roku 1944 r., na Wielkanoc kościół był już otwarty. Szkolnictwo w tamtym okresie wyglądało tak, że uczęszczaliśmy do drewnianej szkoły i mieliśmy lekcje języka polskiego, rachunków, śpiewu głównie pieśni religijne i organizowano robótki ręczne.

     W Łowisku funkcjonował oddział Armii Krajowej pod dowództwem plutonowego (taki stopień miał w czasie kampanii wrześniowej) Józefa Kidy ps. „Ciepły”. Mieszkańcy Łowiska byli nastawieni do Armii Krajowej neutralnie, gdyż bali się kar ze strony okupanta a akowcy realizowali swoje zadania. O tych zadaniach niewiele wiem, ponieważ ludzie nie chcieli mówić zbyt wiele, a mnie jako dziecku nie mówiono o takich rzeczach. Pamiętam natomiast jak wóz radiolokacyjny jechał przez Łowisko w celu wykrycia radiostacji AK działającej we wsi. Na całe szczęście radio zostało wyłączone w odpowiednim momencie i Niemcy nic nie wykryli. Informacje o tym, co się dzieje w kraju, docierały z tajnej gazety redagowanej przez AK tzw. „Bibuły”, lecz były one bardzo szczątkowe, a kara za jej posiadanie była surowa.

     Dokładnej daty wkroczenia Rosjan do Łowiska nie pamiętam, ale mogło to być po 20 lipca 1944 r. Przebywałem wtedy w polu razem z moim ojcem i on powiedział, że widzi kierujących się w stronę wsi żołnierzy. Gdy wróciliśmy do domu, we wsi byli już Rosjanie. Byli słabo ubrani, ich mundury były brudne a twarze spieczone od słońca. Oddział ten stacjonował trzy dni w Łowisku i przez trzy dni trwało bombardowanie niemieckiego lotnictwa. Po trzech dniach w nocy do Łowiska wjechały czołgi radzieckie, pamiętam, że cały dom trząsł się od ich hałasu. Pod koniec lipca do Łowiska wkroczyła druga linia wojsk radzieckich. W moim domu stacjonował pułkownik radziecki a po sąsiedzku w szkole mieścił się jego sztab. Pamiętam, że pułkownik był wysoki w wieku około 40 lat i pochodził z Moskwy. Czasami opowiadał mojemu ojcu o swoich dzieciach, ale nigdy nie rozmawiał na temat polityki. Pułkownik mieszkał u nas do pierwszych dni września, a później przyszła trzecia linia wojsk. Tym razem w moim domu zamieszkał porucznik w wieku około 25 lat i pochodził z okolic Kijowa. Mieszkał u nas do około 12 stycznia 1945 r. Pamiętam, że przychodzili do niego inni oficerowie i rozmawiali po rosyjsku. Porucznik przestrzegł mojego ojca, żeby nie odzywał się do żadnego z tych oficerów, ponieważ tylko on będzie z nimi rozmawiał. Jeden z tych oficerów bardzo dużo opowiadał o życiu w Związku Radzieckim i jak tam się dobrze żyje, i każdy jest szczęśliwy, lecz mój ojciec nie rozmawiał z nim, tłumacząc się, że nic nie rozumie po rosyjsku. Jak się później okazało, jednym z tych żołnierzy był oficer NKWD lub szpieg donoszący im. Ojciec był wdzięczny porucznikowi, że ten go ostrzegł przed nim. Widziałem, jak w Łowisku stacjonowały wyrzutnie rakiet tzw. katiusze, lecz nie mogliśmy się do nich zbliżać, ponieważ były zakamuflowane i strzeżone przez wartowników. W Łowisku funkcjonowało lotnisko i znajdowało się za rzeką w polach na wzniesieniu. Widziałem, jak startowały z niego i lądowały dwupłatowe myśliwce. Po odejściu wojsk radzieckich w styczniu 1945 r. w Łowisku w końcu zapanował oczekiwany spokój.

 

Wspomnienia spisał Grzegorz Batóg, wnuk pana Kazimierza w sierpniu 2020 roku.

 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

Strona 1 z 25

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 36 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS