|
Słownik Gwary Lasowiackiej Kamienia i okolicy na Rzeszowszczyźnie |
|
Słownik opracował i wydał dr nauk technicznych Jan Kutyła urodzony w 1937 roku w Kamieniu. Dr Jan Kutyła jest absolwentem Liceum Ogólnokształcącego w Sokołowie Młp. i Akademii Górniczo - Hutniczej w Krakowie, gdzie obronił pracę doktorską. Pracował w górnictwie miedzy innymi w Ministerstwie Górnictwa i Energetyki w Katowicach i Warszawie jako wicedyrektor Departamentu do spraw węgla brunatnego. Prywatnie interesował się gwarą Kamienia i okolic. To zainspirowało go do opracowania słownika, aby ocalić od zapomnienia gwarę rodzinnych stron. Słownik zawiera około 13 200 haseł i zwrotów gwarowych oraz ponad 17 550 znaczeń. Książkę dr. Jana Kutyły można nabyć w księgarniach i Towarzystwie Przyjaciół Kamienia.
Towarzystwo Przyjaciół Kamienia dziękuje za opracowanie i wydanie tak bardzo wartościowej pracy związanej z naszą wsią i gminą.
Kamień dnia 11 października 2017 r. |
|
Warto zobaczyć Sanok i jego zabytki |
|
W dniu 27 maja 2017 r. członkowie i sympatycy Towarzystwa Przyjaciół Kamienia, uczestniczyli w wycieczce do Sanoka.
Największą atrakcją tego miasta jest Skansen Budownictwa Ludowego w Sanoku. To najciekawszy tego typu obiekt w Polsce, położony na 38 hektarach, liczący 120 obiektów.
Zwiedzając skansen mogliśmy podziwiać zabytki i pamiątki podkarpackiej wsi tj. chałupy wiejskie, cerkwie, kościółki, plebanię, wiatrak, kuźnię, tartak, dawną pocztę i sklepy oraz wiele innych budynków użyteczności publicznej, które istniały w dawnych czasach. Zobaczyliśmy wiele narzędzi pracy, naczyń, garnków, mebli, wystrojów wnętrz, obejść gospodarczych i opłotków. Podziwialiśmy typowe dla podkarpackich wsi uprawy i sady.
W tym niezwykłym muzeum, starsi uczestnicy wycieczki przypomnieli sobie dawną zabudowę naszej wsi, a młodsi poznali warunki w jakich mieszkali i żyli nasi pradziadkowie.
Będąc w Sanoku, nie mogliśmy pominąć szesnastowiecznego zamku, położonego na wzgórzu, w którym znajduje się obecnie Muzeum Historyczne, mieszczące największy zbiór dzieł Zdzisława Beksińskiego. Ten światowej sławy malarz przekazał sanockiej galerii kilka tysięcy obrazów, fotografii, rzeźb i innych dzieł, wyznaczając to muzeum jako jedynego spadkobiercę swojej spuścizny. Malarz pochodził z Sanoka i mieszkał tu do 1977 r. Muzeum mieści również kolekcje ikon i zbroi związanych z ziemią sanocką oraz militaria pochodzące z rożnych regionów, także zbiory malarstwa portretowego XVI i XVII wieku i dawną ceramikę liczącą ponad 500 eksponatów.
Po zwiedzeniu - zmęczeni ale zadowoleni powróciliśmy do Kamienia. Pełni niezapomnianych wrażeń wycieczki, z myślą o zachęceniu swoich rodzin i znajomych do odwiedzenia Sanoka.
Zamieszczone poniżej zdjęcia w pełni oddają urok zwiedzanych miejsc ale i świetną atmosferę wśród kamieńskich turystów.




Zdjęcia udostępniła p. Dorota Błądek
Opracował JC
|
|
|
Wspomnienia Janiny Piróg z domu Tabor |
|
Pani Janina Piróg z domu Tabor urodzona 25 października 1927 roku w Nowym Kamieniu w domu.

Pani Janina Piróg z domu Tabor
"Miałam 3 siostry: najstarszą była Anna i dwie młodsze: Maria i Stanisława. Przed wojną, jako dziecko pomagałam rodzicom w polu i pasłam krowy. Chodziłam do szkoły na Nowym Kamieniu, uczyła mnie pani Zofia Gołąbek. Tam ukończyłam 4 klasy, później już nie chodziłam do szkoły, bo wybuchła wojna. Rodzice nic wcześniej o wojnie nie mówili. Ja dowiedziałam się o niej, kiedy na Nowym Kamieniu pojawili się Niemcy. Widziałam Niemców jak szli po ulicy, piechotą, niektórzy jechali furmankami, byli uzbrojeni. My dzieci uciekaliśmy z ulicy na podwórko, bo bardzo baliśmy się Szwabów. Już w czasie wojny Niemcy zabierali mężczyzn, kobiety i młodzież, wszystkich, którzy nadawali się do pracy. Moja starsza siostra Ania została wywieziona z Kamienia po łapance w Trzech Króli (6 stycznia 1943 roku). Inni, którzy w tym samym dniu co byli zatrzymani, zostali wywiezieni na roboty przymusowe, ona zaś trafiła do Oświęcimia. Była ona świadkiem strasznych rzeczy. Doświadczyła jak inni więźniowie strasznego głodu, widziała palenie zwłok w piecach. W obozie była prawie rok. Udało się jej i jeszcze dwom innym kobietom z tego piekła uciec. Wróciła do domu. Na nasz dom spadło dużo nieszczęść. Nachodzili nas Niemcy i szukali siostry. Ona ukrywała się w domu i po sąsiadach. Niemcy byli po raz pierwszy w naszym domu za dnia. Pierwsza ich wizyta był łagodna, pytali o naszą siostrę. Odchodząc wtedy zagrozili moim rodzicom, że jeżeli jej nie odnajdą, to podpalą nasz dom, a nas rozstrzelają. Bywali też u nas nocą, budząc nas i siejąc ogromne przerażenie. Tata miał szwagra w Jeżowem, on przebywał na robotach w Berlinie. Rodzice wpadli na pomysł, żeby on napisał do nich list, w którym odnotuje, że Anna jest w Berlinie i tam pracuje na rzecz Niemców. List taki napisał i umieścił informację o Annie. Moja siostra Maria w czasie wojny pracowała w Górnie w kuchni, tam przychodzili gestapowcy i ona pokazała im ten list, że poszukiwana przez nich jej siostra przebywa w Berlinie. Ania przebywała w domu. Mój tata, aby ukryć Anię na naszym drewnianym domu, zrobił drugi „zatyłek” z desek, które wyglądały na stare jak reszta domu. Było tam pomieszczenie od jednej krokwi do drugiej, tam ukrywaliśmy mięso z zabitej świni, mąkę, odzież, tam też ukrywała się siostra. Przy jednym takim najściu Niemcy przeszukali cały dom, weszli także na strych domu, świecili latarkami, bili po deskach, ale kryjówki nie odnaleźli, a tam była Ania. Każde najście Niemców było okropne, przychodziło ich kilku, byli uzbrojeni. Szczególnie nocą ich wizyty były straszne. Bili w drzwi, okna, kazali szybko otwierać, biegali po całym domu i obejściu, głośno krzyczeli. Przychodzili do naszego domu z sołtysem, był nim Stanisław Kida. Sąsiedzi wiedzieli o Ani, pomagali nam w jej ukrywaniu, często spała u obcych. Za dnia Niemcy przyjeżdżali furmanką, przywoził ich sołtys. Gdy kolejny raz Niemcy wybierali się do nas na przeszukanie, syn sołtysa, Bolesław Kida, wyskoczył przez okno i polami przybiegł do naszego domu, żeby nas uprzedzić o przyjściu gestapo. Ostrzeżeni, czekaliśmy na ich przybycie. Pewnej nocy, znów Niemcy naszli nasz dom, poszukiwana Anna spała w domu. Zdążyła uciec i schronić się w kryjówce, łóżko jej było jeszcze ciepłe, położyła się w nim moja siostra Marysia. Rodzice otworzyli dom, Niemcy wpadli do niego, ja trzęsąc się ze strach, będąc tylko w nocnej koszuli czytałam Niemcom „rzekomy list od siostry”, która przebywała u wujka w Berlinie. Tym razem też mojej siostry nie znaleźli, a odchodząc zapowiedzieli, że jeszcze tu wrócą. Szukali jej do końca swego pobyty na terenie Kamienia, ale jej nie odnaleźli.
|
|
Więcej…
|
|
Wspomnienia Anny Szot z domu Piróg |
|
Anna Szot z domu Piróg, urodzona 30 września 1930 roku w Nowym Kamieniu w domu.

Anna Szot z domu Piróg c. Antoniego i Anieli Piróg
"Wojna wybuchła we wrześniu. W domu wspólnie mieszkaliśmy z tatą Antonim Pirogiem (mama już nie żyła), babcią Anną Piróg (mamą taty) i rodzeństwem: bratem Józefem, siostrą Genowefą i najmłodszym bratem Franciszkiem. W moim domu wcześniej nic o wojnie nie mówiono, by nie straszyć dzieci. Mnie, dziecku początek wojny kojarzy się z samolotami, które latały bardzo nisko, bombardowały, spowodowały wiele pożarów na Nowym Kamieniu. Mój tata lubił konie, były ładne, zadbane i miał ładną bryczkę. Wójt Kamienia - Niemiec Jerzy Schneickart zawiadamiał tatę, że będzie potrzebna podwózka. Wójt mieszkał w Nowym Kamieniu (dziś tam mieszka Małyska, sąsiadka Rodziny Piekutów, Piekut był dwa razy żonaty, miał 3 synów Ignacego, Józefa, a najmłodszego Stanisława zabili Niemcy).
W pamięci utkwiła mi łapanka, którą przeprowadzili Niemcy w święto Trzech Króli 6 stycznia 1943 roku. Wcześnie rano wieś została otoczona przez Niemców. Szli od pól w niedalekiej odległości od siebie w stronę domostw, na ulicy też stali. Dzień był straszny, padał śnieg, była zadymka. Niemcy wchodzili do domów i pytali o osoby, które tu mieszkają. Ja w tym dniu wraz z rodzeństwem byłam z babcią w domu. Bardzo baliśmy się Niemców. Mnie Niemiec kazał wstać, popatrzył na mnie i stwierdził, że jestem za młoda i za mała do pracy. Gdy nie spotkali w domu dorosłych, to przeszukiwali obejścia i domy. Mój tata ukrył się w stajni za drzwiami. Od nas nie wzięli nikogo. Od naszych sąsiadów także (rodzina Marutów i Baranów). Później dowiedzieliśmy się, że osoby które były rano w kościele „na rannym” (msza o 7 rano), już nie wróciły do domów. Zgromadzono ich w szkole w Kamieniu, zapakowano na samochody, wywieziono ich do Łętowni. Odjeżdżając, śpiewali „Serdeczna matko”. W czasie wojny Niemcy przychodzili na nasze podwórko z bronią na plecach (trzech czasem czterech) kazali zawiadomić ojca, że ma ich w konkretne miejsce zawieść. Gorsi byli Niemcy, budzili strach, baliśmy się na sam ich widok, zapamiętałam tupot nóg i broń, którą nosili na plecach, byli dobrze ubrani. Rosjanie przyszli w lipcu 1944 roku, broń mieli na powrózkach, zawieszali ją na plotach, byli licho ubrani, szukali mleka i jedzenia. Rosjanie zajęli nasz dom. Dom był drewniany, kryty dachówką, składał się z dużej izby, sieni, w której babcia gotowała, i komory. W dużej izbie było 2 okna były w nich szyby, w sieni było jedno, piec był z cegły bielony, służył dzieciom do spania. W dużej izbie były 2 łóżka, kanapa, stół i drewniana ławka. Rosjanie pozwolili babci w sieni gotować dla nas, my spaliśmy w stodole. Rosjanie nie byli tacy groźni, wyświetlali filmy (głównie rosyjskie, wojenne).
|
|
Więcej…
|
|