niedziela, 28 czerwca 2026r.
Home
Towarzystwo Przyjaciół Kamienia
Konstanty Radomski - Kamień k. Rudnika nad Sanem 56-143 nr 398

 

WSTĘP

     Opisuję mieszkańców kolonii niemieckiej we wsi Nowy Kamień, nazwanej przez nich "Steinau”, jako naszych sąsiadów, z którymi współżyliśmy w zgodzie i wzajemnej życzliwości, niezależnie od wydarzeń na arenie politycznej. Byli to Niemcy dobrzy. I choć ucierpieliśmy okrutnie, zwłaszcza w czasie drugiej wojny światowej od nienieckiej przemocy i hitlerowskiego bestialstwa, oceniamy tych naszych sąsiadów sprawiedliwie, ceniąc ich rzetelną postawę wobec Polaków w tych najdramatyczniejszych czasach.

     Jestem mieszkańcem wsi Kamień z dziada pradziada i całe moje życie związało się z tym miejscem rodzinnym. W pamięci mojej zapisała się bezpośrednio historia wszystkich lat stulecia, gdyż urodziłem się na progu lat 1900.

     Z lat pacholęcych zapamiętałem sławnego podówczas Niemca - Filipa Schneikartha, potomka z trzeciego już pokolenia osadników niemieckich, którzy tu przybyli na przełomie XVIII/XIX wieku. Był to dobry gospodarz, rolnik na 10-hektarowym gospodarstwie. Niskiego wzrostu, o krótkiej, szerokiej szyi, z takąż szeroką, owalną twarzą, z rudymi włosami, został przez kogoś dobrodusznie przezwany „Mały Tupa”.

     Społeczność niemiecka w swoim żargonie mowy polskiej mawiała na niego „Malytupa”, co z czasem przyjęło się powszechnie i wśród Polaków, tenże Filip Schneikarth był nadspodziewanie pożyteczny, bardzo uczciwy, serdecznie życzliwy i uczynny. Znał on sztukę leczenia chorych ludzi i zwierząt domowych, choć był półanalfabetą. Zajaśniał we wsi i w okolicy jako Znachor Malytupa. W naszym domu, gdy miałem pięć lat, operował on zwichniętą nogę mojej matki. Założył łupki, najpierw słoniną moczoną z okowitą, bandażował lnianą dartką ze starej koszuli i przykazał codzienne zalewanie bandaża okowitą. Dzięki temu noga szybko się wyleczyła, a matka nauczyła się tego rzemiosła i często podobne zabiegi czyniła w licznych przypadłościach swojej gromadki dzieci.

     Kiedyś, później, zimą, ojciec nasz złapał zapalenie płuc, pracując w lesie. Wtedy Znachor Malytupa stawiał mu cięte bańki na plecy i piersi. Potem, kiedy temperatura stopniowo obniżyła się, zalecił ojcu spacer bosymi nogami po śniegu przed wschodem słońca i dalsze wygrzewanie się pod ciepłą pierzyną. Praktyki te tak uodporniły ojca, że już nigdy więcej nie zachorował na zapalenie płuc.

     Leczył jeszcze ojca w okresie między I a II wojną światową, gdy zachorował na ciężką żółtaczkę z powodu kamieni żółciowych, sprawiających przeogromne cierpienia i bóle. Ów Znachor wlewał ¼ litra oliwy jadalnej z takąż ilością mleka i tyleż samą miarką okowity. Przy natężonych bólach robił lewatywę przez 24 godziny i w ten sposób wyleczył umierającego już tatę. Kamienie żółciowe nigdy nie powróciły, zaś stary ojciec przeżył swoje 78 lat uodporniony na wszelkie dolegliwości. Ten uczciwy i życzliwie uczynny Niemiec opowiadał nam łamaną polszczyzną, chwaląc się, jak i ilu chłopów oraz kobiet uleczył z kolki brzusznej, wynikającej ze wrzodu żołądka, bądź innego schorzenia przewodu pokarmowego, gdy bywali bezradni. Kuracja to była ciężka. Robił taki preparat: ¼ litra moczu końskiego, tyleż okowity oraz pół litra mleka słodkiego, tym poił chorego, który dostawał ataku bólu, krwawych wymiotów i biegunki, ale po kilku dniach stawał się zdrowy, i podobne choroby już nie wracały. Opowiadał, kogo tak uleczył i że żaden przy jego kuracji nie umarł. Tenże powszechnie szanowany Niemiec umarł tuż przed II wojną światową, mając 90 lat z okładem.

     W pamięci mojej, starego pisarczyka, zachowały się z tamtych dawnych czasów nazwiska sławniejszych gospodarzy jak Piotr Rollwagen, Schneikarth, Hausner i inni. Liczni wyzbyli się swych dobrze zorganizowanych gospodarstw, ze wspaniałą, obszerną zabudową, opuścili Kamień w początkach wieku. Pozostała po tych ludziach dobra pamięć, bo zachowanie tych Niemców wobec polskiej ludności było życzliwe, na wzajemnie dobrosąsiedzkiej stopie. Mieszkańcy Kamienia dużo się nauczyli od nich rolnictwa, a także rzemiosła.

     Inne rodziny niemieckie pozostawały w kolonii w Nowym Kamieniu przez następne dziesięciolecia. Po zakończeniu I wojny światowej wielu z nich przeniosło się w Poznańskie, tuż przed II wojną niektórzy odeszli do innych oddalonych miejscowości. Ta reszta Niemców opuściła naszą wieś w okresie II wojny światowej. Wszyscy pozostali opuścili ostatecznie Kamień w l942 r. w czasie okupacji hitlerowskiej, obowiązkowo przeniesieni pod Mielec, do Kolonii Niemców, utworzonej przez władzę hitlerowską z polskich gospodarstw chłopskich.

      W społeczności wiejskiej utrzymuje się do teraz pozytywna ocena tych ludzi, których cechowały przymioty życzliwości i przyjacielskiego współżycia z naszym narodem.

Więcej…
 
Przemówienie p. Rafała Wąsika pt. "Radomscy"

     W opracowaniu Andrzeja Ruraka „Kamień w przeszłości i dziś” Radomscy opisani są jako jeden z najstarszych rodów zamieszkujących teren Kamienia. Z tego rodu wywodzi się wielu działaczy społecznych, urzędników, profesorów, wojskowych i księży. Drzewo genealogiczne tej starej rodziny prowadzone jest od XVII wieku. Na przestrzeni lat wielu jej członków wyprowadziło się z naszej rodzinnej miejscowości i przeniosło w różne części kraju. Obecnie potomków Radomskich spotkać można na ulicach Warszawy, Szczecina, Torunia i wielu innych miast i wsi. Część rodziny emigrowała również za ocean, gdzie mieszkają do dzisiaj. Rodzina ta obfitowała w osoby o różnych talentach, a wielu jej członków związanych było z działalnością naukową.

     Dla przykładu brat mojego prapradziadka Michał, był dyrektorem gimnazjum w Krakowie, a jego syn. Ks. dr Bolesław był dziekanem Wydziału Teologicznego na KUL, a jego Brat Zdzisław był zawodowym dyplomatą. Mój prapradziadek, Marcin był kierownikiem kasy Reifensona, jego syn Jan z kolei zaczynał jako nauczyciel w gimnazjum w Nisku, żeby później stać się profesorem Akademii Rolniczej w Szczecinie. Jego działalności naukowej oraz życiorysowi poświęcona jest osobna publikacja. Szczególnie zasłużył się dla miasta Ostrołęki, gdzie po dziś dzień istnieje rondo jego imienia, na którym stoi poświęcony mu obelisk. Pamiętam jeszcze zaproszenie, które otrzymaliśmy jako rodzina profesora, na oficjalne otwarcie wspomnianego obiektu. Jan Radomski był profesorem botaniki, badał m. in. roślinność Puszczy Sandomierskiej. W latach 1935-1939 był dyrektorem Gimnazjum i Liceum w Ostrołęce. W okresie okupacji niemieckiej - wysiedlony już w 1939 z Ostrołęki - zorganizował tajną szkołę średnią GOLESIN w Jarnutach, pow. Ostrów Mazowiecki w Generalnym Gubernatorstwie. W latach 1945-1949 był organizatorem i dyrektorem Gimnazjum i Liceum w Kamiennej Górze.

Więcej…
 
"Stare rodziny chłopskie" - Konstanty Radomski

     W dziejach rodzin chłopskich chcę opowiedzieć o znanej mi z sąsiedztwa czteropokoleniowej rodzinie osadniczej, której protoplasta Antoni przybył tu na początku XIX wieku z kolbuszowskiego, nabywając nieduży płat ziemi. W trudzie solidnej pracy zbudował chatę i dalsze obiekty gospodarcze, z czasem dokupując po kawałku ziemi. W tym narastaniu doszedł do średniorolnego stanu gospodarczego.

     Rodzina ta z ojca na syna zachowała solidny stosunek do pracy, idąc z postępem społeczno-gospodarczym oraz wzorowo organizując porządek zdyscyplinowanego trudu w pracach na polu, jak kółka zegara w każdej dziedzinie - w chlewie, oborze i na boisku stodoły każda czynność systematycznie była wykonywana w określonym czasie. Dawało to pozytywne efekty wspaniałego rozkwitu, wymieniony przybysz, z pochodzenia Lasowiak, pasjonował się bartnictwem, więc każdy zakątek w obejściu zagrody wykorzystywał pod drzewa owocowe, co dawało też dodatkowe pożytki. Zimą dorabiał przy pomocy potomnej rodziny tkactwem, bowiem w każdej chłopskiej rodzinie tamtego czasu nikt darmo chleba nie zjadał, bo chleb w biednych czy bogatych rodzinach był w dużym szacunku, w czasie posiłków przez ojca lub dziadka wydzielany. Chleb w chłopskiej rodzinie stanowił chlubę dobrobytu, co utrwaliło się w powszechnym porzekadle:

"gdzie chleb i woda, tam nie ma głoda”.

     W układzie ładu rodzinnego dorastający uchodzili z domu ojca, zakładając samodzielne ogniska rodzinne w kraju bądź za granicą, gdzie również gospodarzyli, stosując się do postępu w rolnictwie, zachowując jednocześnie z obyczajności prawa ludzkie i w zgodzie z przykazaniami bożymi rozwijali się społecznie i gospodarczo, w zgodzie z narastającym postępem tamtych czasów.

     W rodzinie naszego gospodarza, Jana nie było ani nacisku, ani objawów samowoli, życie płynęło według uładzonej zasady tradycyjnego porządku dziennego, a każda czynność wykonana na czas nie pozostawiała żadnych uchybień. Bowiem rodzina ta darzona powszechnym szacunkiem, przy owej obyczajności zachowywała zasadę: "co boskie - Bogu, co cesarskie - cesarzowi, a pozostałość sobie".

     I tak pokrótce naświetliłem genezę postępowej rodziny z XIX-XX wieku, drugiego już Jana w trzecim pokoleniu, średniorolnego gospodarstwa z mojego sąsiedztwa, bez podania nazwiska, gdyż nie każdemu schlebia podnoszenie jego walorów, są tacy, co wolą swą świetlaną egzystencję zachować w cieniu skromności.

     Pisząc o tej rodzinie, chciałbym opisać dalsze dzieje jej potomnych, opisując wesele, odznaczające się barwnym folklorem, z okresu międzywojennego. Było ono świadectwem, jak w czasie pomajowego kryzysu gospodarczego, pogłębiającego się od czasu rządów pułkownika Sławka, wykazano podziwu godną zaradność tej rodziny. Bez narzekań na ciężkie czasy świetnie się Ona rozwijała. Ojciec najstarszego syna wyprawił do krajów zamorskich, następnego zaprawiał do prowadzenia gospodarstwa rolnego. W tym celu przygotował go do odbycia służby wojskowej dla nabycia życiowego hartu chcąc ustanowić go na gospodarstwie jako niezawodnie prawego dziedzica, licząc, że on z pomocą ojca wyszkoli pozostałe młodsze rodzeństwo. Zaufanemu synowi mówił, że czas mu się ożenić, bo "rannego wstawania, wczesnego ożenienia nikt nie pożałował”, dając mu wolną rękę wyboru oblubienicy z jedną uwagą: "żeń się Jasiu żeń, ale po świadomemu, żebyś nie wprowadził ciorastwa do domu". Było też takie mądre od pokoleń stosowane porzekadło:

"żony, krowy i konia szukaj u sąsiada, gdzie nie tylko zalety, ale i wady ukryte będą ci znane”.

Więcej…
 
Kamień w życiu wielkiego pisarza - słów kilka o autobiografii Sławomira Mrożka

Na półkach polskich księgarń znajdziemy wiele autobiografii. Sam fakt, że ktoś postanawia opowiedzieć o swoim życiu, świadczy o tym, że jest człowiekiem odważnym, ale jednocześnie ma w sobie jakieś przeświadczenie o niezwykłości swego życiorysu, a tym samym o swej wyjątkowości. Zawsze się więc zastanawiałem, czy nie jest to przejaw swoistego narcyzmu. Kiedy zaś widziałem autobiografie osób, których nazwiska nic mi nie mówiły, pytanie to pojawiało się ze zdwojoną siłą. Dlatego też nie znajdowałem w sobie woli, aby zagłębiać się w lekturę takich właśnie książek.

Jednak "Baltazar" Sławomira Mrożka jest autobiografią wyjątkową z kilku przynajmniej powodów. Gdybym ułożył swój prywatny ranking polskich pisarzy, to autor tej książki znalazłby się w nim bardzo wysoko - na jednym z trzech czołowych miejsc. Cenię niezmiernie twórczość Mrożka, zarówno jego groteskowe opowiadania, dramaty, jak i felietony. Podziwiałem zawsze jego subtelne poczucie humoru, umiejętność odszukiwania otaczających nas absurdów, mówienia o sprawach fundamentalnych w sposób pozbawiony jakiegokolwiek patosu. To pierwszy powód mojego zainteresowania tą autobiografią.

Drugim jest niezwykła geneza tej książki. Otóż w 2002 r. Sławomir Mrożek przeżył udar mózgu, czego efektem była afazja. Polega ona na tym, że człowiek zapomina języka zarówno w mowie, jak i piśmie. Sytuacja jak z jego groteskowych dzieł: oto pisarz zapomina języka, nie jest w stanie się z nikim komunikować, nie umie nazwać osób, rzeczy, emocji, nie wie, co to są wyrazy, a wybranie numeru na klawiaturze telefonu zupełnie go przerasta. Mężczyzna w sile wieku o możliwościach intelektualnych niemowlaka. Byłoby to rzeczywiście groteskowe, gdyby nie fakt, iż dotyczy zdrowia. Rehabilitacja trwała długo, bo ponad trzy lata, choć w zasadzie to trwa ona nadal. "Baltazar" jest właśnie elementem tej rehabilitacji, śmiem twierdzić, że dla autora jest to książka bardzo ważna, a może i najważniejsza, bo pokazuje, z jaką determinacją Mrożek walczył ze skutkami choroby. Po trzech latach nie tylko przypomniał sobie słowa, ale także wrócił do swej znakomitej intelektualnej i artystycznej formy.

I wreszcie trzeci powód mojego zainteresowania tą właśnie autobiografią. Mrożek wspomina w niej Kamień, a więc miejscowość, z którą splotło się i moje życie osobiste oraz zawodowe.

Więcej…
 
1,5% podatku za 2023 r.

     Informacja o wpłatach 1,5% podatku dla Organizacji Pożytku Publicznego - Towarzystwa Przyjaciół Kamienia naliczonego za 2023 roku, który wpłynął na nasz rachunek w 2024 r.

     Bardzo dziękujemy wszystkim darczyńcom, którzy wpłacili 1,5% podatku dla naszego Stowarzyszenia. Pragniemy podkreślić, że wpłaty stanowią dla nas zasadnicze źródło budżetu. Dzięki nim możemy realizować nasze statutowe zadania.

     Wyrażamy wdzięczność za wsparcie naszej działalności, zrozumienie potrzeb i okazaną pomoc. Mamy również nadzieję na dalszą współpracę.

    

     Otrzymaliśmy wpłaty od 107. podatników w kwocie 19.887 zł:


Przedsiębiorcy:
Marek Partyka z Nowego Kamienia,
Stanisław Bednarz z Kamienia,
Władysław Kołodziej z Rzeszowa.

Nowy Kamień: Elżbieta i Mirosław Piędel, Maria Czubat, Genowefa Chojnacka, Joanna Piela, Justyna i Władysław Klimek, Genowefa i Józef Saj.

Prusina i Duble: Janina Orszak, Teresa i Władysław Drzymała, Władysław Gwoźdź, Irena Watras, Krystyna Bednarz, Wiesława i Jacek Drelich, Adam Dudzik, Waldemar Kata, Iwona i Piotr Partyka, Zofia i Jerzy Bednarz, Maria Piędel, Zofia Bednarz, Anna i Tadeusz Kołodziej, Helena i Jan Orszak, Anna i Tadeusz Rembisz, Stanisława Koper, Kamil Bednarz, Jakub Kopeć, Tomasz Wąsik, Justyna Kamil Florek, Piotr Błądek.

Kamień Górka: Marta i Marek Oczkowski, Małgorzata Bałut, Wojciech Łach, Eleonora Błądek, Władysława Olko, Stanisława i Józef Czubat, Joanna Mazurkiewicz, Halina Watras, Tomasz Polak, Anna i Tadeusz Marciniak, Zofia i Jacek Partyka, Magdalena Bałut, Maria Tupaj, Teresa i Wojciech Sądej, Wiesława i Józef Mączka, Irena Błąd, Krzysztof Sitarz, Czesław Lis, Tadeusz Marciniak, Grażyna i Stanisław Baran, Władysław Mączka, Krystyna Hanus.

Krzywa Wieś: Małgorzata Sobczuk, Ewelina Sroka, Maria Majka.

Podlesie: Zofia i Jan Orszak, Tomasz Orszak, Damian Kołodziej, Maria i Władysław Gwóźdź.

Łowisko: Andrzej Kiełb, Mateusz Zdeb, Stanisław Sączawa, Małgorzata i Bogdan Baran, Grzegorz Gumieniak, Bożena i Marek Zdeb, Beata i Grzegorz Boguń, Józef Kiełb, Marek Zdeb.

Spoza terenu gminy wpłacili:
Magdalena i Krzysztof Piędel z Opola, Jan Krawiec - Głogów Małopolski, Magdalena Kochaniec - Wrocław, Anna Pawlik-Wywrot - Głogoczów, Justyna i Tomasz Partyka - Kopcie, Filip Oczkowski - Warszawa, Wanda Cyrano - Przemyśl, Józefa Uchańska - Sójkowa, Urszula i Józef Surdyka - Zawiercie, Czesław Sabat - Jeżowe, Piotr i Jadwiga Leszczuk - Lublin, Agnieszka i Jan Kutyła - Katowice, Maria i Stanisław Urbanik - Kraków, Hanna Uzdowska - Kraków, Krzysztof Uzdowski - Kraków, Rozalia Czekała - Gogolin, Teresa i Stanisław Siut - Wrocław, Stanisław Stolarz - Cholewiana Góra.

Anonimowo wpłaciło 17 podatników.

Darczyńcy wpłacili kwotę 790 zł: Teresa Siut z Wrocławia, Stanisław Kołodziej z Legnicy, Józef Rodzeń ze Słupska, Bronisław Rodzeń z Warszawy. Darczyńcy z Kamienia: Tadeusz Rurak, Zofia Bzduń, Władysława Story, Władysława Olko, Maria Kozora, Józef Rurak.

 

     Uzyskane dochody w 2024 r. wyniosły 20.677 zł.


     Dziękujemy serdecznie wszystkim ofiarodawcom i prosimy o przekazanie Waszego podatku i darowizn w roku przyszłym.

     Szczególne podziękowanie składamy Panu Markowi Partyce, Panu Stanisławowi Bednarzowi, oraz Autorom artykułów publikowanych na stronie internetowej i w Roczniku: Władysławowi Wąsikowi z Wrocławia, Grzegorzowi Boguniowi, Tomaszowi Sączawie i Mirosławowi Piędlowi.

 

Kamień, październik 2024 r.


Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia:
Józef Czubat, Jan Orszak, Genowefa Saj, Zofia Bednarz,
Mirosław Piędel, Krystyna Hanus, Joanna Mazurkiewicz,
Paweł Gutowski, Antoni Partyka

 
« PoczątekPoprzednia11121314151617181920NastępnaOstatnie »

Strona 13 z 41

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 28 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1,5 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1.5% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS