poniedziałek, 16 września 2019r.
Home Listy Czytelników Komentarz Pana Tadeusza Krawczyka do artykułu Sławomira Ożoga o pobycie Pisarza Sławomira Mrożka w Kamieniu
Komentarz Pana Tadeusza Krawczyka do artykułu Sławomira Ożoga o pobycie Pisarza Sławomira Mrożka w Kamieniu

Z wielkim zainteresowaniem, a nawet wzruszeniem przeczytałem opracowaną przez pana Sławomira Ożoga recenzję książki "Baltazar", autobiografii Sławomira Mrożka. (Pierwszą reakcją był telefon do siostry, żeby mi tę książkę kupiła). Po przeczytaniu chciałbym dorzucić nieco własnych wspomnień.

Moi dziadkowie, Salomea i Andrzej Delektowie byli sąsiadami Ludwika Kędziora, a ich syn, Kazimierz, był kolegą szkolnym Sławomira Mrożka, który podczas okupacji mieszkał przez jakiś czas u swojego wuja Ludwika Kędziora. Pamiętam, że przychodził nieraz do swojego kolegi-sąsiada, ale oni jako 11-letni chłopcy mnie, sześciolatka, ignorowali.

W swojej autobiografii Mrożek pisze: "Ksiądz proboszcz, którego kościół znajdował się nieco powyżej ulicy, a plebania w pobliżu, co najmniej raz dziennie wpadał na pogaduszki." Wydaje mi się, że nie był to ksiądz proboszcz Henryk Grębski, a ksiądz katecheta Michał Gądek, którego z Ludwikiem Kędziorem łączyły wspólne zainteresowania bronią i myślistwem. Był to bardzo uczynny ksiądz, którego mile wspominam. Kiedy w 1938 roku moja mama wyjechała "za chlebem" do Francji, pozostawiając mnie pod opieką babci Salomei, babcia w chwilach pilnych prac polowych "podrzucała" mnie pod opiekę księdzu Michałowi, który karmił mnie pomarańczami. Gospodarstwo na plebanii prowadziła siostra proboszcza, która była moją matką chrzestną, a mimo to babcia w zapewnieniu opieki nad dzieckiem korzystała z usługi księdza Michała. Kiedy już chodziłem do szkoły, na lekcjach religii ksiądz katecheta często przypominał mi o tym, przezywając mnie w żartach "pomahańca", bo jako dziecko nie wymawiałem litery "r"

Pan Kędzior i ks. Gądek jesienią organizowali dla "elity" powiatu niżańskiego polowania na zające. Każdy z myśliwych za drobną opłatą zatrudniał jednego z "naganiaczy", którymi byli przeważnie chłopcy w wieku szkolnym. Uczestniczyłem w jednym z takich całodziennych polowań. Pamiętam, że nie wziąłem sobie nic do jedzenia i w przerwie na posiłek byłem piekielnie głodny. Na szczęście, myśliwy, który mnie zaangażował, poczęstował kanapką. Da dzisiaj pamiętam że była to bułka z jajecznicą. Wieczorem, po polowaniu, u pana Kędziora była uroczysta kolacja dla myśliwych.

Z powodu udziału w polowaniach ks. Gądek miał kłopoty z Kurią w Przemyślu i może nawet to było powodem przeniesienia go na proboszcza do Sokołowa.

A tak wspomina pana Kędziora moja siostra Janina:

"Ogród pana Ludwika Kędziora. Tajemniczy, odgrodzony od świata ogród. Ileż ja się tam nazaglądałam przez wąskie szpary między sztachetami wysokiego płotu, ileż nawyobrażałam sobie, nawymyślałam różnych historii na temat jego mieszkańców, ileż naprzełykałam się śliny, wpatrując się w dorodne czereśnie - żółte, różowe, czerwone. Więc jak tylko usłyszałam, że można je kupić, trzeba tylko trafić, kiedy sam właściciel je zrywa, wyprosiłam u mamy 50 groszy i ustawiłam się pod płotem. W pierwszym dniu bez skutku. Nie pojawił się. Ale w drugim udało się. Pan Kędzior dojrzał mnie z drabiny, przysunął ją do płotu, wziął ode mnie monetę, za którą dostałam trzy zrobione z wyrwanych z zeszytu kartek tubki czereśni. Pamiętam jego spojrzenie - smutne, trochę nieobecne. I naraz, jakby mnie dopiero dostrzegł, uśmiechnął się. Może wyczuł, że się go boję. A smak czereśni? Niezapomniany. Do dziś kojarzący się ze smakiem dzieciństwa."

Serdecznie pozdrawiam

Tadeusz Krawczyk

 

 

 

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 24 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS