niedziela, 17 maja 2026r.
Home Wspomnienia
Wspomnienia
Rzeźbiarze z Kamienia

     W każdej społeczności lokalnej możemy spotkać ludzi wyjątkowych, obdarzonych talentem, którzy potrafią go wykorzystać. Wśród nich są ludowi rzeźbiarze. Pozwolę sobie ich krótko przedstawić. Jednym z nich jest śp. pan Andrzej Tkacz ( 1913- 2012). Przyszedł na świat w Kamieniu, wraz z rodzicami i rodzeństwem (miał brata i dwie siostry) mieszkał na Prusinie. Chodził do szkoły w Kamieniu, ukończył tylko 5 klas. Chciał się jeszcze uczyć, jednak rodzice zdecydowali inaczej. Był potrzebny w domu do pracy, jako dziecko pasał krowy. Od dzieciństwa lubił strugać: w kijku, na desce, kawałku klocka drewnianego. Czasy wojny i okupacji spędził w Kamieniu. Pracował w Górnie, a ponieważ znał trochę niemiecki, więc czasem był tłumaczem. Pod koniec lat 40. ożenił się i zamieszkał z żoną w Sandomierzu. Tam też za-kończył swoje długie, pracowite i twórcze życie. Pozostały po nim dzieła, które możemy podziwiać, a są one nam bliskie, m.in. ze względu na swoją tematykę. Tworzył prace przestrzenne oraz płaskorzeźby o tematyce sakralnej i świeckiej, były to: krucyfiksy, postacie świętych, figury Chrystusa Frasobliwego, Piety, postacie legendarne związane z Sandomierzem i historyczne związane z dziejami Polski, a także takie, które podziwiał za swojego życia - naszego papieża, dziś świętego Jana Pawła II. Bardzo często zajmował się rekonstrukcją zniszczonych, drewnianych elementów wystroju wnętrz kościelnych. Znajdują się one zarówno w Sandomierzu, w kościele św. Michała, w Nowosielcu, jak również i w Kamieniu w ołtarzu głównym (krucyfiks, rzeźba św. Wojciecha i św. Stanisława). W kaplicy cmentarnej znaj-duje się rzeźba Jezusa na krzyżu, również rzeźba w ołtarzu głównym w Kościele pw. Matki Bożej Królowej Świata na Błoniu jest jego autorstwa.

 

Pan Andrzej Tkacz

     Jego dzieła można oglądać w kościołach, muzeach państwowych, kościelnych, a także w zbiorach prywatnych. Był członkiem Związku Plastyków Amatorów, brał udział w konkursach, organizowano również wystawy jego prac. W 1980 roku otrzymał nagrodę „Profilów” za całokształt twórczości rzeźbiarskiej i wysoką rangę prac. Doceniono go także finansowo, otrzymał artystyczną emeryturę, dzięki czemu jego egzystencja na stare lata była lżejsza. Do końca swoich dni interesował się losem ludzi, których znał z Kamienia. Pytał o los „kulawego” Jasia i „wielkiej” Kaśki. Córka pana Andrzeja Irena Mańko wspomina swojego ojca jako ciepłego, pogodnego starszego pana, który potrafił ciągle żartować.

 

                                             

Dzieła pana Andrzeja Tkacza

 

Stacja II i III drogi krzyżowej- dzieło pana Józefa Bochenka (zdjęcie Damian Miazgowicz)

 

     Warto podziwiać dzieło pana Józefa Bochenka, mieszkańca wsi, który na prośbę ówczesnego księdza proboszcza Tadeusza Wójcickiego wykonał stacje drogi krzyżowej. Zostały umieszczone w nowo wybudowanym kościele i towarzyszyły przez wiele lat mieszkańcom. Dzisiaj w świątyni są już inne stacje drogi krzyżowej, a ta pierwsza została zachowana i jest przechowywana.

     Postacią znaną wielu mieszkańcom Kamienia jest pan Józef Ożóg. Urodził się w 1957 r. w Nienadówce i tam odkrył swoją pasję rzeźbiarską. Jest samoukiem, artystą amatorem. Jest rzeźbiarzem, a jego ulubionym i wdzięcznym materiałem jest drewno, głównie drzew liściastych. Dzieła pana Ożoga to rzeźby i płaskorzeźby głównie o tematyce sakralnej, jednak są i prace związane z tematyką świecką (m.in. myślistwo, ornamenty kwiatowe), elementy do mebli, boazerii, galanteria rzeźbiarska. Mieszkańcy Kamienia mogą podziwiać prace artysty w miejscowych kościołach. W kościele w Krzywej Wsi znajduje się postać Chrystusa Miłosiernego, stacje drogi krzyżowej oraz rzeźba przedstawiająca otwartą ewangelię. Natomiast dla kościoła w Kamieniu rzeźbiarz wykonał figurę św. Józefa, stojak pod paschał oraz ornamenty przy chrzcielnicy i stole ofiarnym. Dla Gimnazjum w Kamieniu wykonał płaskorzeźbę św. Stanisława Kostki wraz z pięknym ornamentem kwiatowym, która przez wiele lat znajdowała się na ścianie poświęconej patronowi. Wykonał także rzeźbę plenerową przedstawiającą chłopca i dziewczynkę zapatrzonych w otwartą książkę, która znajduje się przed budynkiem Zespołu Szkół im. św. Stanisław Kostki w Kamieniu. Księgą jest powieść historyczna pt. „Krzyżacy”, której autorem jest Henryk Sienkiewicz. Okazją do powstania dzieła była rocznica bitwy pod Grunwaldem i Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, które w 2012 roku były organizowane wspólnie przez Polskę i Ukrainę. Dla nowo wybudowanej świątyni na Prusinie wykonał ornamenty na stole ofiarnym (winogrona i kłosy zbóż). Dziełem pana Ożoga ostatnio zakończonym w 2020 roku były płaskorzeźby, które będą mogli podziwiać mieszkańcy Nienadówki, w czasie procesji na Boże Ciało w formie czterech ołtarzy. Płaskorzeźby przedstawiają świętego księdza Jerzego Popiełuszkę, świętego papieża Jana Pawła II, świętą Karolinę Kózkównę i błogosławionego kardynała Stefana Wyszyńskiego.

 

                     

Pan Józef Ożóg w swojej pracowni (fot. Paulina Ożóg) i jego dzieło (fot. Grzegorz Boguń)

 

     Dzieła wymienionych powyżej osób można znaleźć na stronach internetowych. Wystarczy wpisać nazwisko twórcy.

     Informacje umieszczone o twórcach zostały zaczerpnięte z artykułu pani Alicji Trześniowskiej „Sprawiał ludziom radość” www.niedziela.pl, jak również rozmowy z panem Józefem Ożogiem i księdzem prałatem Tadeuszem Wójcickim.


Helena Orszak

 

     Tekst ukazał się na łamach Rocznika TPK z 2020 roku.

 
O Królu Stefanie Batorym - kilka ciekawostek

     Batory (węg. Báthory) - dynastia książąt Siedmiogrodu na przełomie XVI i XVII wieku. Jej najbardziej znanymi przedstawicielami byli król Polski Stefan Batory oraz hrabina Elżbieta Batory. Ród ten wywodził się ze szlachty węgierskiej. W XIII wieku w nagrodę za zasługi wojenne przedstawiciele rodu otrzymali od króla Władysława IV majątek Bátor, od którego przyjęli potem nazwisko. Stefan III z gałęzi Ecsed był palatynem Węgier (zginął w 1444 w bitwie pod Warną, gdzie był chorążym wojsk Władysława Warneńczyka). Stefan VII (zm. 1530) został w 1519 palatynem Węgier. Walczył m.in. w bitwie pod Mohaczem, która spowodowała upadek królestwa węgierskiego. Po klęsce pod Mohaczem Węgry podzieliły się między stronników różnych pretendentów do tronu. Ten podział dotknął także Batorych - Stefan VII opowiedział się za Ferdynandem Habsburgiem i po ucieczce spod Mohacza zorganizował jego elekcję na króla Węgier, natomiast przedstawiciele linii Somlyó poparli Jana Zapolyę. W efekcie brat Stefana VII, Andrzej IV otrzymał od Ferdynanda godność bana Belgradu, a jego syn Bonawentura był gubernatorem Siedmiogrodu w okresie, gdy opanował go Ferdynand. Z kolei Stefan VIII z linii Somlyó został mianowany przez Zapolyę wojewodą Siedmiogrodu. Jego synem był Stefan IX, który został wojewodą, potem księciem siedmiogrodzkim, a następnie królem Polski. Taki wzrost znaczenia przedstawiciela rodu spowodował, że członkowie linii Ecsed również odwrócili się od Habsburgów - Jerzy VI (syn Andrzeja IV) poślubił siostrę króla Stefana, Annę, łącząc obie gałęzie rodu. Owocem tego małżeństwa była córka Elżbieta, znana z legendy o kąpaniu się we krwi młodych kobiet w celu zachowania młodości.

     Wybór Stefana Batorego na króla Polski spowodował przekazanie Siedmiogrodu w regencję innym przedstawicielom rodziny. Początkowo Transylwanią władał starszy brat Stefana, Krzysztof (zm. 1581), później Zygmunt (syn Krzysztofa, zm. 1613), po śmierci Stefana książę Siedmiogrodu. Po nim władzę przejęli kolejno: Andrzej (kuzyn Zygmunta, także biskup warmiński, kardynał) oraz Gabriel (bratanek Andrzeja). Bratanica Gabriela Zofia (zm. 1680) poślubiła księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego. Linie Ecsed i Somlyó wygasły ostatecznie w XVII w., dłużej przetrwali jedynie przedstawiciele rodu Batorych noszący nazwisko Simolin, którzy przenieśli się do Prus i Kurlandii, służąc m.in. jako rosyjscy dyplomaci. W XIX w. przedstawiciele tej rodziny powrócili do nazwiska rodowego przyjmując tytuł hrabiów Batory. Więcej

     Stefan Batory pochodził ze znakomitego rodu SAMLYO, z którego jeden z członków o imieniu Wencelin jak głosi legenda zabił smoka za co otrzymał przydomek BATHOR.

Więcej…
 
JAN KIDA - bohater II wojny światowej

     Jan Kida urodził się 13.05.1916 roku w Krzywej Wsi. Historia jego życia zaczęła się tragicznie, bowiem Jego ojciec Błażej Kida tuż po ślubie z Katarzyną Krudysz wcielony został do wojska austriackiego i wysłany do walk na Bałkany, gdzie wkrótce tam zginął, jeszcze przed narodzeniem syna. Szkołę podstawową ukończył w Krzywej Wsi. Jako dorastający chłopak miał wielkie upodobanie do broni, posiadał w tym czasie broń myśliwską, którą używał podczas polowania zwierzyny w lesie, ale z której również uczył się celnie strzelać. Jako najstarszy z sześciorga rodzeństwa pomagał rodzicom w utrzymaniu rodziny wyrabiając koszyki, które sprzedawał w Rudniku nad Sanem.

     Jesienią 1938 roku w wieku 22 lat wcielony został do nowo utworzonego Dywizjonu Rozpoznawczego w Rzeszowie mieszczącego się przy ulicy Lwowskiej. Dywizjon ten wchodził w skład 10 Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej dowodzonej przez płk Stanisława Maczka. Tuż przed wojną, bo 4.08.1939 roku Dywizjon wyprowadzono z jednostki w Rzeszowie i zgrupowano go w okolicach Czudca i Babicy. Natomiast 15.08.1939 całą Brygadę przegrupowano w okolice Liszek koło Krakowa. Miała ona osłaniać tyły Armii Kraków w obliczu nadciągającej wojny. II wojna światowa zastała Jego Dywizjon właśnie w Liszkach.

     Pierwszą i największą bitwę w okresie kampanii wrześniowej Dywizjon Rozpoznawczy stoczył w dniu 5.09.1939 r. w Skrzydlnej pod Jordanowem (małopolskie). Jan Kida wówczas w stopniu kaprala walczył w 2. plutonie Szwadronu Strzeleckiego dowodzonego przez ppor. Józefa Bielatowicza. Niestety kule nieprzyjaciela dosięgły Jego dowódcę i został on ranny. Wówczas kapral Kida wziąwszy na plecy swojego dowódcę, czołgając się chciał wyprowadzić go z pola walki. Jednakże powtórna seria z karabinu zabiła porucznika, ale ocaliło to życie jego podkomendnego. Ppor Bielatowicz pochowany jest na cmentarzu parafialnym w Skrzydlnej.

     W następnych dniach Dywizjon przemieszczał się w kierunku wschodnim staczając walki m.in pod Rzeszowem, Albigową. W dniu 15.09.1939 r. dotarł on do Lwowa staczając bitwę o miasto.

     18.09.1939 r. - po najeździe sowieckim na Polskę na rozkaz Naczelnego Wodza Brygada w szyku defiladowym przekroczyła granicę polsko - węgierską, gdzie została rozbrojona i internowana. Granicę przekroczyło około 1500 żołnierzy, czyli 50% stanu osobowego Brygady.

     21.10.1939 roku resztki Brygady w liczbie około 1000 żołnierzy przedostało się do Francji i po uzupełnieniu składu przez prawie cały rok brali udział w Kampanii Francuskiej w okolicach Marsylii.

     W październiku 1940 roku z Francji poprzez Tunis, Maroko, Portugalię, Gibraltar Brygada przedostała się do Szkocji w okolice Edynburga. Tam żołnierze szkolili się i przygotowywali razem z aliantami do największych bitew z siłami wroga. W okresie tym Jan Kida zdobył wiele uprawnień, m.in. do prowadzenia wszelkiego rodzaju pojazdów mechanicznych i bojowych.

     18.08.1942 r. Dywizjon Rozpoznawczy przekształcony został w 10 Batalion Dragonów a 18 marca 1944 roku w X Pułk Dragonów, który wchodził w skład Pierwszej Dywizji Pancernej dowodzonej przez Generała Brygady Stanisława Maczka.

     1 sierpnia 1944 roku Dywizja wylądowała w Normandii w okolicach miejscowości Caen. Jan Kida wówczas już w stopniu wachmistrza pełnił funkcję dowódcy plutonu w I Szwadronie Rozpoznawczym. Brał udział w bitwie pod Falaise, Chambois i innych miastach na terenie Francji, Belgii, Holandii i Niemiec. Pamiętam Jego opowiadanie, jak Jego pluton rozpoznawczy pod osłoną nocy brawurowo rozbroił cały pułk niemiecki. W jednej z bitew w Holandii w 1945 roku został ciężko ranny w kręgosłup, leczony był m.in. w Paryżu.

     Po zakończeniu wojny do wiosny 1947 roku stacjonował w Niemczech w okolicach Odenburga. Następnie oddziały przerzucone zostały do Wielkiej Brytanii, zaś ostateczna demobilizacja nastąpiła 19 maja 1949 roku.

     Jak się okazało potem był to jeden z najtrudniejszych okresów Jego życia. Do Polski nie mógł wracać w obawie przed utratą życia z rąk komunistów, zaś władze angielskie potraktowały zdemobilizowanych żołnierzy jako potencjalnych przestępców. Podobny los spotkał ich dowódcę Generała Stanisława Maczka, który stracił obywatelstwo polskie, zaś by zapewnić byt swojej rodzinie musiał przez kilkanaście lat pracować jako barman w hotelu u swojego podkomendnego.

     Starszy wachmistrz Kida Jan odznaczał się niezwykłą odwagą, męstwem, mądrością i nieprzeciętną inteligencją. To te cechy pozwoliły mu przeżyć ten okrutny czas wojny.

     Za swe dokonania wojenne w okresie kampanii wrześniowej dwukrotnie odznaczony został Krzyżem Walecznych, natomiast za Kampanię we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech 1944-45 Krzyżem Srebrnym VIRTUTI MILITARI oraz trzykrotnie Krzyżem Walecznych. Otrzymał również wysokie odznaczenia wojskowe Francji, Belgii i Holandii.

     W dniu 20.02.1969 roku zarządzeniem Ministra Obrony Narodowej na uchodźstwie został awansowany do stopnia chorążego.

     Jeszcze w okresie stacjonowania w Niemczech poznał kobietę swojego życia Helenę Andrzejewską z Kujaw, z którą się ożenił i zamieszkał w Londynie. Mieli trójkę dzieci. Przez ostatnie lata mieszkali w SUTTON na peryferiach Londynu.

     Wujek Jan Kida często przyjeżdżał do rodzinnej miejscowości. Podczas spotkań rodzinnych opowiadał o walkach, jakie toczył z wrogiem. Zawsze był na pierwszej linii frontu jako tzw. szpica, w najbardziej niebezpiecznej części działań Dywizji. Jego opowiadania wzbudzały w nas siostrzeńcach, bratankach wielki podziw. Był On dla nas wielkim Patriotą, ale również wielkim Bohaterem, którym wówczas nie mogliśmy się chwalić. Dawał nam lekcje historii, której nigdzie nie uczono. Wzbudzał w nas poczucie szacunku i patriotyzmu do Ojczyzny. Takim będziemy Go pamiętali.

 

Poczet sztandarowy z udziałem Jana Kidy podczas uroczystości rocznicowych w Normandii

 

Jan Kida wraz z żoną Heleną z domu Andrzejewska w swoim domu w Londynie

 

Kochany Wujku !!! (cytat z pożegnania pogrzebowego)

„Walczyłeś o domy, ulice, miasta, klasztory, kościoły i wzgórza na obczyźnie. Teraz zdobyłeś to najpiękniejsze wzgórze w Twojej rodzinnej wsi. Jest to ostatnie wzgórze, w którym spoczniesz wśród swojej rodziny: matki, siostry, brata i znajomych, w okolicach pól, przy śpiewie ptaków. O takim miejscu całe życie marzyłeś i powtarzałeś, że tu chcesz spocząć. Dziś spełnia się Twoje marzenie, a uroczystość z ceremoniałem wojskowym niech Ci będzie nagrodą za to wszystko czego dokonałeś dla Ojczyzny”. Spoczywaj w Pokoju.

 

     Jan Kida dożył sędziwego wieku, zmarł w Londynie w dniu 22.06.2014 roku.

     Zgodnie z Jego ostatnią wolą pochowany został na cmentarzu parafialnym w Kamieniu w dniu 4.07.2014 roku przy udziale rodziny oraz wielu mieszkańców Kamienia i okolic, w asyście kompanii honorowej Wojska Polskiego z Rzeszowa. Mszę świętą sprawował i kazanie wygłosił Ks. Infułat Józef Sondej z Rzeszowa.

 

Władysław Kołodziej
Rzeszów

 

 
Wiekowy Jubileusz Mojej Szkoły w Kamieniu

     Zadzwonił bardzo szanowany i ceniony mieszkaniec Kamienia Józef Czubat z pytaniem, czy nie mam spisanych wspomnień z czasów nauki w szkole w Kamieniu. Jakie wspomnienia może mieć prawie osiemdziesięcioletni Kamieniak. Wydawało mi się, że niewiele można napisać o tych latach. Starałem się sięgnąć pamięcią do lat pięćdziesiątych, do koleżanek i kolegów ze szkoły: Krysi, Janiny, Wandzi, Heleny, Urszuli, Adasia, Genka, Leszka, Staszka, Józka i wielu innych, których imion nie pamiętam. Jako uczeń Szkoły Podstawowej w Kamieniu rozpocząłem naukę w 1953 roku. To jest ważny rok w historii świata z uwagi na śmierć Józefa Stalina. Pamiętam komentarz ojca o opłakującej kobiecie, że to powinny być „łzy radości”, gdyż zmarł jeden z największych zbrodniarzy w historii ludzkości. W pierwszych dniach mojej edukacji odległość jaką musiałem przejść do szkoły wynosiła ok. 2,5 kilometra i po drodze miałem do pokonania dwa wzniesienia. Śmiało mogę się usprawiedliwić, że do szkoły miałem trochę „pod górkę”!

     Mieszkaliśmy w Steinau na komornym w ostatnim domu wioski. Można nawet powiedzieć, że dom stał już za wsią, gdyż oddzielała nas od ostatniego domu Steiunau droga na Najfeld. Zabudowania architektonicznie różniły się od zabudowy poniemieckiej wioski zarówno w kształcie budynków, ale też położeniem na działce: części mieszkalnej domu, kuźni i obory, które były w jednym ciągu. Wędrówka przez całą wiochę po nauki w szkole wcale nie była przyjemna, gdyż byłem jedynym, który chodził do szkoły w Kamieniu, natomiast moi rówieśnicy uczyli się w szkółce poniemieckiej położonej w środku Steinau. Ja jednak od razu chodziłem do tej szkoły w samym centrum Kamienia, ale w niedługim czasie przenieśliśmy się do naszej nowej siedziby, blisko cmentarza na Linksajcie. Z tej nowej siedziby miałem już tylko pół kilometra do szkoły.

     Pierwsza lekcja zaczynała się od pacierza „Ojcze nasz”. Historii uczył nas dyrektor szkoły Wiktor Legutko. Mieliśmy problemy z matematyką, za nieuctwo były kary dyscyplinarne w postaci okładania otwartej dłoni drewnianą linijką, po odliczeniu razów rachunki szły nam znacznie łatwiej i dość szybko nauczyliśmy się dodawać, odejmować, w mig opanowaliśmy tabliczkę mnożenia oraz dzielenia. Gorzej było z pisaniem, bo złamałem sobie rękę na rowerze i prawa ręka była w gipsie, więc pisałem lewą ręką, co niezbyt się to pismo podobało nauczycielce, za co miałem obniżony stopień. Pisałem za to opowiadania o jeleniach i pływaniu łódką po Sanie i Wiśle do Gdańska. Opowiadania te nawet się podobały polonistce i miałem zawsze pozytywny stopień z polskiego. Znalazłem kiedyś w domu skrzypce i chciałem się uczyć grać na tych skrzypcach, które nie miały części strun i smyczek był pozbawiony części włosia. Ojciec mnie zbywał, ale w końcu kazał się zgłosić do Pana Legutki, który prowadził chór i miał muzykantów. Pan Legutko uznał jednak, że skrzypce wymagają zbyt wiele naprawy i uzupełnień, odesłał mnie do lutnika w Rzeszowie, czy nawet w Krakowie. Ojciec jak usłyszał, że skrzypce wymagają nakładów finansowych, z uwagi na znaczne wydatki przy budowie domu, inwestycję w naukę na skrzypcach jedynego syna odłożył na lata późniejsze. W ten sposób Polska utracił przyszłego „wybitnego” skrzypka (być może nawet drugiego Kulkę). Skrzypce oczywiście zniknęły, które po latach odnalazłem we Wrocławiu u stryja Józka, który czasami coś tam sobie na nich rzępolił.

Więcej…
 
"Patryja" w Krzywej Wsi

     Czy wiesz co to jest ”Patryja” w Krzywej Wsi?

     Do publikacji opowieści o „Patryji” skłoniły mnie rozmowy z ludźmi, których rodzinne korzenie wywodzą się z Krzywej Wsi w gminie Kamień. Dla nich jedną z atrakcji dzieciństwa i młodości była wieża. Jaka wieża? Drewniana czy niemiecka?

     Z rozmowy z Anną Piróg wynika, że jej zmarły mąż Józef Piróg pamiętał wysoką, ponad 30-metrową więżę obserwacyjną, zbudowaną dla niemieckiego wojska w czasie II Wojny Światowej z metalowych szyn i prętów, która stała na jego ziemi. Dziś to lokalizacja pomiędzy Kamieniem a Górnem, przy drodze wojewódzkiej numer 878 Nisko-Rzeszów, tam gdzie niedawno znajdowała się tzw. asfaltownia dla budowy trasy S 19; teren ten do 1950 roku znajdował się w granicach gminy Kamień i należał do Krzywej Wsi.

     W relacjach jej syna Jana Piroga pojawia się obraz drewnianych elementów w tej budowli - podłogi i kosza, który mógł być przeznaczony dla wartowników. Według niego mogły to także być pozostałości po stojącej w tym samym miejscu wieży drewnianej, o której opowiadał mu jego ojciec.

     Zagłębiając się w historię niemieckiej wieży obserwacyjnej w Krzywej Wsi pojawiło się kilka informacji, które wskazywałyby, że lokalizacja wybrana przez okupanta w czasie II Wojny Światowej nie była przypadkowo, bo już wcześniej w tym miejscu istniała drewniana wieża obserwacyjna. Potwierdza te informacje Józef Przybysz, mieszkający w Krzywej Wsi od 1940 roku. Chętnie słuchał on opowieści swojego ojca Pawła Przybysza, urodzonego w 1901 roku i Józefa Majki, zmarłego w 2020 roku w wieku 101 lat. Twierdzili oni, że po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku wojsko polskie w latach 1921-1922, jak wspominali - „za Piłsudskiego”, wybudowało bardzo wysoką wieżę obserwacyjną dla celów wojskowej obserwacji terenu. Ojciec Józefa Przybysza wspominał, że z wieży tej korzystała również Ochotnicza Straż Pożarna z Kamienia. Jednakże do tej pory nie znaleziono dowodów (np. zdjęć) innych, niż wspomnienia mieszkańców potwierdzających istnienie drewnianej wieży obserwacyjnej wybudowanej przez polskie wojsko, na której okupant niemiecki w czasie II Wojny Światowej wybudował czy też dobudował metalową wieżę strażniczą.

     O wieży znajdującej się w Krzywej Wsi opowiadał mi także Władysław Kostyra. Z jego wspomnień wynika, że po II Wojnie Światowej jako młody chłopiec często wspinał się na tę konstrukcję. On także pamięta jej drewniane elementy. Wspinając się na nią z kolegą Janem Pierogiem, mówili, że to resztki wieży drewnianej wybudowanej przez Polaków, o której słyszeli od starszych mieszkańców wsi. Dla dzieci i młodych ludzi była ona wielką atrakcją, a wyczynem było wejść na jej szczyt. Ze szczytu wieży widać było cały teren gminy Kamień, a ktoś kto miał lornetkę mógł zobaczyć klasztor w Leżajsku. Ojciec mojego rozmówcy opowiadał mu, że było to możliwe, bo niemieccy żołnierze, używający wieży w okresie wojny i okupacji w celach wojskowych, wycięli w lesie drzewa tworząc korytarz ułatwiający widoczność w tym kierunku.

     Kolejna moja rozmówczyni, Karolina Gancarz z domu Bałut, wspominając okres okupacji niemieckiej podczas II Wojny Światowej, pamięta doskonale metalową, ponad 30-metrową, wieżę obserwacyjną, którą mieszkańcy wsi nazywali „patryją”, wybudowaną przez okupanta kilka metrów od pola jej ojca w Krzywej Wsi. Gdy w jej pobliżu pasła krowy, widziała na jej szczycie uzbrojonych niemieckich żołnierzy, słyszała ich „szwargotanie”. Według niej istniało połączenie telefoniczne wieży z budynkiem szkoły w Krzywej Wsi, gdzie stacjonowali niemieccy żołnierze oraz z Górnem, gdzie znajdował się ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowego lotników niemieckich, na terenie dzisiejszego sanatorium. Jest tego pewna, bo jej ojciec pracując z sąsiadem Józefem Kurysiem w polu, orząc, uszkodzili przewód telefoniczny; zatrzymani przez władze okupacyjne w Górnie cudem uniknęli za to kary śmierci. Widziała także usytuowane w pobliżu wieży prowizoryczne lotnisko, na którym lądowały niemieckie ćwiczebno-patrolowe samoloty. Budynek, w którym mieszkał dowódca kierujący jednostką wojsk niemieckich w Górnie, znajdujący się na terenie dzisiejszego sanatorium w Górnie, do dziś nazywany jest „generałówką”. Dobrze zachowała w pamięci zdarzenie, kiedy przechodząc obok tego budynku niemiecki „Generał”, czyli dowódca tej placówki wojskowej, ruchem ręki przywołał ją do okna i dał jej dużą kromkę chleba białego z masłem i wędliną. O tymże „Generale” pisze w swoich wspomnieniach Walenty Klimek, mieszkaniec Kamienia, który służył w armii austriackiej przed 1920 rokiem. Podaje on, że jego jednostką dowodził żołnierz, który potem zarządzał ośrodkiem szkoleniowo-wypoczynkowym w Górnie. Ten general nazywał się Walz, pochodził ze Spiru w Bawarii w Niemczech był komendantem lotniska w Górnie od 1 kwietnia 1941 do 31 października 1944, zmarł w polskiej niewoli 18.12.1945 r.

     W czasie okupacji żołnierze niemieccy coraz rzadziej korzystali z wieży strażniczej, co mieszkańcy Kamienia wykorzystywali odkręcając i zabierając metalowe części konstrukcji. Ponieważ wieża ta stała na gruncie należącym do Józefa Piroga, żołnierze nakazali mu, pod groźba śmierci, pilnować budowli przed zniszczeniem. Pod koniec okupacji wieża, ogołocona z metalowych elementów, musiała być podparta drewnianymi drągami zabezpieczającymi ją przed zawaleniem. Po wojnie nikt już o nią nie dbał, aż zawaliła się podczas burzy, około 1981 lub 1983 roku.

     Moja rozmówczyni Zofia Piróg, wspomina, że wieża dla młodych kamieńskich dziewcząt i chłopców w czasach jej młodości była miejscem spotkań, gdzie można było popisać się odwagą, szczególnie wtedy, gdy wspinanie się na chylącą się ku upadkowi wieżę z każdym rokiem było coraz bardziej niebezpieczne.

 

     Dziękuję bardzo za miłe rozmowy i wspomnienia o wieży rodzinie Pirogów - Pani Annie, jej dzieciom Zofii i Janowi, Pani Karolinie Gancarz oraz Panom Władysławowi Kostyrze i Józefowi Przybyszowi, którzy swoją pamięcią wzbogacili historię gminy Kamień zebraną dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

.

     Jeżeli ktoś z Państwa Czytelników zna lub pamięta z opowiadań swoich przodków jakieś historie o wieży w Krzywej Wsi to uprzejmie proszę o kontakt.

Kamień, październik 2024 rok

opracował Józef Czubat

 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

Strona 3 z 26

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 56 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1,5 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1.5% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS