piątek, 29 marca 2024r.
Home Wspomnienia
Wspomnienia
Wspomnienie o sąsiadach - Żydach mieszkających w Kamieniu i Steinau oraz okolicy

     W Kamieniu mieszkało około 200 Żydów, były to 24 rodziny, które zajmowały się handlem, produkcją rzemieślniczą i przemysłową. W swoich wspomnieniach zamieszczonych na stronie Towarzystwa Bolesław Szot wymienia rodziny żydowskie mieszkające na Prusinie, są to: Nuta, Icek, Dawid, Śmaja, Łachman, Berek. Koło kościoła było 3 rodziny, na Podlesiu 2 i w Górce 3 rodziny (Wspomnienia Bolesława Szota (tpkamien.pl)). Podobne dane publikuje Andrzej Rurak w książce „Kamień w przeszłości i dziś”.

     Warsztaty rzemieślnicze Żydzi prowadzili głównie w swoich domach, wśród rzemieślników dominowali krawcy, kuśnierze i szewcy. Wyrabiali dachówki i pustaki z betonu. Podobno produkowali także mydło i zapałki. Rzemieślnicy chodzili również po domach, oferując usługi na miejscu (jak n. p. szlifierze, druciarze i t. d.). Najwięcej Żydów trudniło się handlem domokrążnym. Polegał on na tym, że sprzedający chodził z towarem od domu do domu z ofertą zazwyczaj bardzo „korzystną” dla kupującego, tylko towar ten jednak był niższej jakości i mocno przereklamowany. Z obrotu w handlu domokrążnego wyjęty jest cały szereg artykułów, jak trucizny, materiały wybuchowe itp. https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/wykonanie-ustawy-z-dn-15-lipca-1925-r-o-panstwowym-podatku-16873467.

     Popularny był też handel obwoźny. Żydzi odwiedzając pobliskie miasteczka i wioski, uczestniczyli aktywnie w lokalnych jarmarkach. Żydzi dominowali w handlu wódką, solą, naftą i wieloma artykułami rolnymi. Była ostra konkurencja z polskimi sklepikarzami w gminie Kamień funkcjonowało ok. 30 sklepów.

     W każdy czwartek w rzeźni w Kamieniu Żydzi mogli dokonywać uboju rytualnego, zarzynano tam kury, koguty, gęsi i inne zwierzęta. Odbywało się to w godzinach popołudniowych wg nakazu talmudycznego rytualnego uboju. Zgodnie z szechitą zwierzę podczas uboju rytualnego może być zabite przez odmawiającego modlitwę szojcheta (rzeźnika) przy użyciu specjalnego, bardzo ostrego noża. Spożywanie krwi przez Żydów religijnych było i jest surowo zakazane, co jest zapisane w Starym Testamencie.

     Większa część społeczności żydowskiej w Kamieniu zajmowała się handlem. Prowadzili sklepy specjalistyczne jak:
- sklep bławatny, gdzie sprzedawano materiały z wełny, bawełny, jedwabiu i lniane prowadzony przez Dawida Friedmana, o którym wspomina Bolesław Szot,
- sklep piekarniczy prowadzony przez piekarza Majera Ohrensteina, miał on też swoją piekarnię,
- sklep żelazny z gwoździami, drutem, garnkami, śrubami, łańcuchami do pasienia krów i koni, kosami, sierpami, młotkami, motykami, dziubami, widłami, łopatami i innymi niezbędnymi narzędziami metalowymi w gospodarstwie i domu,
- trafiki z tytoniem i papierosami,
- mieszane sklepy, jak to się wtedy mawiało "szwarc, mydło i powidło".

     Po sąsiedzku mojej rodziny Bałutów w Steinau mieszkał Żyd Icek, który miał właśnie sklep mieszany i mały wyszynk, handlował wszystkim. Większość mieszkańców Steinau kupowało towary na kredyt, który najczęściej był spłacany do następnych zakupów. Często zadłużenie było odrabiane poprzez wykonanie prac polowych czy usługi w jego zagrodzie. Do lat 60. XIX w. Żydzi nie mogli nabywać własności ziemskiej i domów mieszkalnych (mogli jedynie dzierżawić mieszkania), ale Icek był właścicielem gospodarstwa rolnego i domu z zabudowaniami gospodarskimi. Sam Icek i nikt z jego rodziny nie pracowali w polu. Mieli służącą, która pasała krowy na łańcuchach, raz, podczas burzy została porażona od uderzenia piorunem, ale przeżyła a obie krowy zginęły. Stało się to właśnie w święto i Icek dopiero późno wieczorem poszedł zobaczyć co się stało z krowami. Mama często wspominała swoje dzieciństwo, gdy jeszcze jako mała dziewczynka zaglądała na podwórko sąsiadów, bardzo była ciekawa szczególnie w szabas, co sąsiedzi robią w tym szałasie - namiocie w kuczki - „Sukkot” w ich święto radości. Mama odczuwała jakąś sympatię do nich, traktowali ją jak swoją córkę, była czarnooka i miała krucze włosy, czasami częstowali ją macą, ale jej nie smakowała, bo nie była słodka. Święto to trwa od zachodu słońca (Czym jest żydowskie Święto Namiotów - Sukkot? - Informacje (onet.pl)) w piątek, do prawie godziny po zachodzie słońca w sobotni wieczór. W dzień świąteczny praca (hebr. melacha) według ortodoksyjnych Żydów jest zabroniona. Znała też opowieści o porywaniu dzieci chrześcijan na macę, ale nikt jej nie porwał i była przekonana, że to zwykła bujda. Maca to - chleb przaśny, przaśniki, spożywany przez Żydów podczas święta Pesach. (Maca - Wikipedia, wolna encyklopedia). Mama, szczególnie tych Żydów z sąsiedztwa, ale i innych wspominała z pewnym żalem, że już ich tutaj nie ma. Wracała ciągle do lat swojej młodości i przeżywała pewne wydarzenia na nowo, które dotyczyły właśnie sąsiada. Chłopcy niby dla żartów, to jednak często za namową osób nie darzących sympatią Żydów (antysemitów), albo tych dalszych sąsiadów zainteresowanych kupnem nieruchomości wieczorami rzucali kamieniami na blaszany dach domu Icka. W końcu sam Icek zdecydował się wyemigrować z Polski przewidując zbliżającą się wojnę i zagrożenie ze strony faszystów Niemieckich. Sprzedał swoją nieruchomość i wyjechał z całą rodziną prawdopodobnie do USA lub Palestyny ratując siebie i rodzinę od zbliżającej się niechybnej zagłady. W tamtych latach temat wyjazdu do USA, do tej upragnionej „Chameryki” był stale aktualny, gdyż najpierw wyjechał stryj Jasiek Chowaniec a później siostra Aniela, która jednak wróciła do Steinau na stałe. Tak też było z moim dziadkiem Marcinem Wąsikiem, który przed I wojną światową 7 lat pracował przy budowie kolei w USA, jednak wrócił do swojej ukochanej dziewczyny i już pozostał na stałe w tym Steinau. Umiłowana jednak nie czekała, została wydana za mąż, ale dziadek znalazł naszą ukochaną babcię Antoninę i bardzo mocno się kochali, czego efektem było sześcioro dzieci.

     W Steinau mieszkał też chasyd (pobożny Żyd) Josef Borenstein, miał dwóch synów, którzy handlowali końmi. Jak mi opowiadał Augustyn Cyran – wiekowy mieszkaniec Nowego Kamienia, że znał ich dobrze obu i pamięta, że ten wysoki syn Majer był bardzo wesoły, nie przestrzegał żadnych zasad religii Mojżeszowej, spożywał niekoszerne potrawy. Zajadał się wiejską kiełbasą wieprzową zapijając często bimbrem. Ubierał się jak wszyscy młodzi Polacy we wsi Steinau. Oprócz tej rodziny w Kamieniu były jeszcze dwie rodziny handlujące końmi oraz dwie rodziny handlowało bydłem.

     Większość mieszkańców Kamienia stanowili rolnicy nastawieni nieufnie do obcej kulturowo mniejszości żydowskiej. Wszyscy Żydzi znali język polski, jednak między sobą porozumiewali się w języku jidysz, który nie był zrozumiały dla Polaków, co wzbudzało podejrzliwość do nich. Andrzej Rurak w swojej książce „Kamień w przeszłości i dziś” pisze, że Żydzi byli bardzo praktyczni i przewidujący skutki swoich zachowań. Przytacza na potwierdzenie tej oceny historię o kradzieży desek niejakiemu Izaakowi Magenheinowi, który podczas procesu sądowego bardzo bronił złodzieja, zamiast oskarżać, twierdził, że deski ktoś złośliwie podrzucił i w efekcie złodziej ten został uniewinniony. Po rozprawie tłumaczył się w następujący sposób: „Nu gdyby nie bronił, złodziej dostałby areszt dwóch tygodni i koszty, a dzieci, żona i bracia rozbiliby łeb kamieniem lub narobiliby innej szkody. A tak to ja mam z tych ludzi przyjaciół, którzy z daleka kłaniać mi się będą: dzień dobry panie Izaak, a przy tym przyjadą koniem i w polu posłużą nie żądając za dużo.” Autor tej publikacji zamieścił też wzmiankę o dwóch karczmach w samym Kamieniu i jednej na Podlesiu, którą prowadziła Maria z Ostów Paziowa, która była Żydówką. Miała również sklep mieszany.

     W kulturze żydowskiej strój był określony ściśle nakazami religijnymi. Rabini zalecali skromność strojów. Strój kamieńskiego Żyda składał się z długiego okrycia wierzchniego przypominającego płaszcz w kolorze czarnym zwany „chałatem”. Pod chałatem mężczyźni nosili zwykłe stroje jak spodnie koszule marynarki, a kobiety ubierały się w spódnice, bluzki i sweterki lub garsonki wszystko to było w kolorze czarnym. W święta Żydzi zakładali czapki z lisiego lub sobolego futra zwane „sztrajmł”. Kształt „sztrajmla” nie był przypadkowy. Istotna jest jego symbolika, np. liczba trzynastu skórek miała nawiązywać do trzynastu atrybutów miłosierdzia Bożego. Chasydzi zamiast sztrajmła nosili futrzaną czapkę o wysokim kształcie stożka, pod którą noszono dodatkowo jarmułkę. Te specyficzne czapki nazywano również lisiurami. Lisiura to futrzana czapa z lisiego futra. Najpowszechniejszym nakryciem głowy była „jarmułka”, która stała się już symbolem żydowskiej tożsamości i noszona jest do dzisiaj. Przykrywa ona jedynie czubek głowy. Wykonana jest zwykle z sukna, adamaszku, zdobiona haftem. Jarmułka jest również określeniem światopoglądu Żyda. Na co dzień Żydzi nosili czapki – kaszkiety lub kapelusze. Natomiast „TAŁES” – to prostokątna chusta nakładana na głowę lub ramiona podczas modlitwy. Strój miał odróżnić Żydów od ludzi innych wyznań i być wyrazem szacunku. Pobożna kobieta, mężatka po ślubie, skrywa swoje włosy pod chustą bądź szejtłem, co w języku jidysz oznacza perukę. Mężatki nie pokazywały włosów nikomu prócz własnego męża. Czytaj więcej na: https://histmag.org/jarmulka-sztrajml-spodik-zydowskie-nakrycia-glowy-13736.

     W Kamieniu żyły w zasadzie trzy społeczności różniące się wyznaniem, kulturą i wykształceniem tj.: katolicy (Polacy), ewangelicy (Austriacy, Niemcy) i Żydzi wyznania mojżeszowego. Steinau (Nowy Kamień) kolonizacja nastąpiła w 1783 r. W roku 1900 mieszkało: 10 katolików, 5 Żydów, 359 ewangelików, 365 Niemców, 9 Polaków (historycy.org -> Gminy niemieckie w Galicji Zachodniej). Nie były to społeczności z integrowane, żyły obok siebie, z pewną nieufnością współpracujące ze sobą dla dobra swojego i wspólnego. Religijność tych społeczności rzutowała na wzajemne stosunki między ludźmi posługującymi się różnymi językami i którzy praktykowali w odmienny sposób wyznawanie wiary. Ksiądz Marek Story w swojej książce „Duszpasterstwo przy parafii Kamień k./Rudnika nad Sanem w latach 1907-1939” wymienia Żyda Jakuba Bornsteina wśród członków Stowarzyszenia „Sokół” - polskiej organizacji wojskowej w Kamieniu, która była „darzona wielkim szacunkiem i zaufaniem większości mieszkańców”. Również Andrzej Rurak w swojej książce „Kamień w przeszłości i dziś” podaje skład pierwszej Rady Gminnej w Kamieniu wybranej 1928 r., do której wybrano dwóch Żydów: Dawida Friedmana i Salamona Schella.

     Nie do pomyślenia były związki małżeńskie pomiędzy Żydami i Polakami, podobnie było z mieszkańcami wyznania ewangelickiego. To się z czasem zmieniało i nie oznaczało, że nie było takich małżeństw. W mojej rodzinie stryj Franciszek Saj (przyrodni brat dziadka Marcina Wąsika) miał żonę Żydówkę o imieniu Mirosława, która była neofitką, została ochrzczona i była bardzo gorliwą katoliczką. Mieli dwie córki Sonię i Irenę. Za okupacji stryj Saj pracował w Górnie jako tłumacz (znał biegle kilka języków) z zawodu był kiperem. Znajomość z Niemcami pracującymi w gestapo uchroniła jego rodzinę od zagłady, gdyż jeden z tych znajomych powiedział stryjowi o donosach informujących Niemców, że jego żona i córki są tak faktycznie Żydówkami. Stryj Saj w ciągu jednego dnia zdołał załatwić wyjazd do Ostrawy, gdzie osiadł z rodziną już na stałe, co uchroniło ich od wywózki do Oświęcimia. Donosiciele nie wiedzieli, co się z nimi stało, myśleli, że zostali wywiezieni do Bełżca, gdyż taką plotkę można było usłyszeć wśród niektórych mieszkańców Steinau. O rodzinie Zarzyckich pisze Andrzej Rurak, więc nie będę jej tutaj przedstawiał, wspomnę tylko, że był to związek Polaka z Niemką.

     Okupacja niemiecka spowodowała, że w Kamieniu zniknęły dwie społeczności austriacko - niemiecka i najbardziej tragiczna społeczność żydowska. Żydzi z Kamienia i Steinau już na początku 1940 roku zostali wysiedleni. Getto w Sokołowie Małopolskim utworzone zostało w 1942 roku, gdzie przeniesiono tutaj także Żydów pochodzących z Kamienia. Likwidacja getta w Sokołowie Małopolskim nastąpiła już 27 czerwca 1942 r. W utworzonym getcie zgromadzono około 3 000 Żydów z Sokołowa i okolicznych wsi, a także z Łodzi. Tuż przed likwidacją getta rozstrzelano 28 osób. Po likwidacji getta 200 jego mieszkańców przeniesiono do Głogowa Małopolskiego, pozostałych, ok. 2 800 osób do getta w Rzeszowie, a stamtąd wywieziono ich do obozu zagłady w Bełżcu, tylko niektórym udało się zbiec i ukryć (Getto w Sokołowie Małopolskim | Virtual Shtetl (sztetl.org.pl)). Andrzej Rurak podaje nazwiska Żydów, którzy przeżyli okupację hitlerowską. Byli to: Chawa Broth, Rosengartenowie Izaak z żoną i córką, bracia Józef i Markus Friedmanowie oraz bracia Joel i Oskar Schekowie zostali bezpiecznie ukryci przez Konstantego Radomskiego i przetrwali do czasu wyzwolenia. Małoletnia córka Rosengartenów znalazła schronienie u Salomei Chamot w Krzywej Wsi, jako polska sierotka. Zarówno pani Salomea Chamot i Konstanty Radomski powinni być uznani za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata! Joel Schek wyemigrował do USA, gdzie zmarł w 1997 r. na Florydzie (Nota bibliograficzna; Geni - Joel Schek (1918-1997)). Ratującymi Żydów byli Władysław i Marta Miazgowicz (pochodzący z Kamienia) i jego rodzina, którzy przez kilka miesięcy ukrywali zbiegłe w 1942 roku z getta w Stalowej Woli siostry Reginę i Helenę Schreiber, które przeżyły okupację niemiecką. (Historia pomocy - Rodzina Miazgowiczów | Polscy Sprawiedliwi). Drugim „Kamieniakiem” ratującym Żydów uhonorowanym tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata jest Wojciech Piróg. (Lista Yad Vashem | Polscy Sprawiedliwi). W okresie okupacji hitlerowskiej Wojciech Piróg kierował pracami elektryfikacyjnymi dla kolei węzła warszawskiego, gdzie w porozumieniu z organizacjami konspiracyjnymi umożliwiał zatrudnienie dla działaczy podziemia i osób ukrywających się, w tym i Polaków pochodzenia żydowskiego (Wojciech Piróg - Wikipedia, wolna encyklopedia). Nielicznym tylko udało się przeżyć holokaust. W Steinau ukrywał się po oborach i stajni gdzie było najcieplej, przez jakiś czas dzieciak żydowski nazywany Lejbusiem, ale niestety zmarł z wyziębienia i wycieńczenia organizmu chorobami, które go trapiły, nie można mu było pomóc, strach było się udać z nim do lekarza, czy leczyć w domu i nawet po jego śmierci nie można było godnie pochować człowieka? Podobną historię dziecka przytacza Bolesław Szot, ale zakończoną szczęśliwie, dotyczyła chłopca żydowskiego, który miał 7 lat, uciekł on z getta w Sokołowie i przyszedł z powrotem do Kamienia. Schronił się u swoich sąsiadów. Z opowiadań wynika, że ten mały chłopiec, przeszedł całą Rosję, Iran, Irak, aż doszedł do Palestyny. Po latach, już jako dorosła osoba, odwiedził dawnych sąsiadów w Kamieniu. Kolejnym uratowanym był Żyd Nuta - stary kawaler. Uciekł z getta w Sokołowie i ukrywał się prawie całą wojnę w Kamieniu.

     Skutki dla Polaków za ukrywanie Żyda kończyły się najczęściej utratą życia jak w Markowej rodziny Józefa Ulmy, czy Gielarowski i Marciniec (Dziedziniec szkoły - miejsce egzekucji | Wirtualny Sztetl) we wsi Trzebuska ukrywali pięć osób, a dwie osoby ukrywano okresowo, po ujawnieniu kryjówki Niemcy zamordowali wszystkich (Kaplica Pamięci | Świadectwa (kaplica-pamieci.pl))!

     Żydzi osiedlali się przede wszystkim w miastach (75% ogółu ludności żydowskiej), zwłaszcza na Kresach Wschodnich i Galicji. W niektórych miastach liczba Żydów przewyższała liczbę Polaków, powstawały całe dzielnice żydowskie, czego przykładem jest chociażby krakowski Kazimierz. Do najważniejszych ośrodków żydowskich na Podkarpaciu zaliczyć należy miasta takie jak Jarosław, Łańcut, Przemyśl czy Rzeszów oraz miejsca, w których rozwijał się i tworzył centra kulturalne ruchu chasydzkiego jak: Leżajsk, Rymanów i Sieniawa. W Jarosławiu odbywały się (na zmianę z Lublinem) posiedzenia żydowskiego parlamentu, tzw. Sejmu Czterech Ziem (od 1580 do 1764 roku). Miasto pełniło wtedy nieformalną funkcję "stolicy" Żydów polskich. (ŻYDZI POLSCY W DWUDZIESTOLECIU MIĘDZYWOJENNYM - XX wiek - Bryk.pl). Polacy byli sąsiadami "starszych braci w wierze", a później, w tragicznych latach II wojny światowej, bezsilnymi świadkami ich zagłady.


Wspomnienia spisał Władysław Wąsik - rodak ze Steinau mieszkający na stałe we Wrocławiu

 
Konstanty Radomski (1904-1989) - Kronikarz Kamienia, działacz społeczny, urzędnik gminny i rolnik

     Konstanty Radomski urodził się 8 lutego 1904 r. w rodzinie rolników Marcina i Franciszki z domu Kozak, zajmujących się także produkcją dachówki, kręgów betonowych i innych elementów betonowych. Jego ojciec był wieloletnim kierownikiem Kasy Raiffeisena.

     Po ukończeniu szkoły ludowej nie mógł podjąć dalszej nauki, tak jak jego bracia, gdyż musiał pomagać rodzicom w gospodarstwie rolnym. Uczył się jednak samodzielnie, korzystając z książek studiujących braci. Podjął pracę w administracji organizowanej w wolnej Polsce i jako zdolny urzędnik w 1926 r. odbył trzymiesięczne przeszkolenie we Lwowie, po czym został pisarzem gminnym i funkcje tę pełnił do 1934 r., a następnie powierzono mu stanowisko zastępcy sekretarza gminy.

     O swej przedwojennej urzędniczej służbie, udzielając w 1978 r. wywiadu dla gazety „Nowiny Rzeszowskie” mówił: „Przed wojną wójt mógł być analfabetą, ale pisarz nie. Pisarz był mózgiem gminy i w hierarchii wiejskiej szedł po organiście”.

     W lipcu 1944 r., kiedy gmina Kamień liczyła ponad dziesięć tysięcy mieszkańców i obejmowała pięć gromad, objął funkcję sekretarza Gminnej Rady Narodowej. Przepracował w administracji gminy Kamień w sumie czterdzieści lat, w tym przez ostatnich dwadzieścia lat kierował Urzędem Stanu Cywilnego. Redaktorka przeprowadzająca z nim w 1978 r. wywiad, napisała: „o Konstantym Radomskim - mówią ludzie, że w czasie okupacji Żydów ukrywał, „pewne” papiery sporządzał, niejednemu życie uratował. Wieś się mu kłania i szanuje”. O pomocy i przechowywaniu Żydów w czasie okupacji przez Konstantego Radomskiego pisze dr Andrzej Rurak w książce „Kamień dziś i w przeszłości”. Wiadomo, że uratowany przez niego Żyd odwiedził go w latach 60.

     Konstanty Radomski pracę urzędniczą łączył z prowadzeniem gospodarstwa rolnego, wprowadzając nowoczesne formy uprawy, nowe odmiany zbóż i roślin okopowych, w tym uprawy buraka cukrowego, bobiku i lnu. Był aktywnym członkiem PSL organizatorem Związku Młodzieży „Wici”, współorganizatorem ruchu spółdzielczego w gminie tj. Gminnej Spółdzielni, Banku Spółdzielczego i Spółdzielni Mleczarskiej, pracując w ich pierwszych zarządach.

     Miał 3 braci. Najstarszy z braci - Jan, po zdaniu matury, pobierał naukę w Seminarium Duchownym, jednakże naukę przerwał w związku z powołaniem do wojska i udziałem w wojnie z 1920 r. Studiował później we Lwowie, gdzie uzyskał dyplom nauczyciela nauk przyrodniczych, po czym pracował w gimnazjum w Nisku. W okresie okupacji prowadził tajne nauczanie. Po wojnie został Profesorem Akademii Rolniczej w Szczecinie. Jest autorem licznych publikacji naukowych i podręcznika do nauki biologii i botaniki. W latach 1972-1975 był twórcą Telewizyjnego Technikum Rolniczego.

     Drugi z braci Konstantego Radomskiego - Stanisław był rolnikiem, także uczestniczył w wojnie 1920 r. Brał czynny udział w Ruchu Ludowym i w Strajkach Chłopskich w związku z tym był prześladowany i zmuszony do zmiany miejsca zamieszkania i stąd wyjechał na Lubelszczyznę, gdzie był organizatorem Kół Stronnictwa Ludowego, Oświaty Rolniczej i założycielem Technikum Rolniczo-Pszczelarskiego w Pszczelej Woli koło Lublina. W czasie II Wojny Światowej walczył w Oddziałach Batalionów Chłopskich i Armii Ludowej.

     Najmłodszy z braci - Marcin ukończył gimnazjum w Nisku, a następnie uczył się w Wyższej Szkole Leśnictwa w Poznaniu, lecz po dwóch latach przerwał naukę z uwagi na brak środków finansowych. Po ukończeniu Studium Nauczycielskiego, pracował w szkole na Polesiu, następnie w Technikum Rolniczo-Pszczelarskim koło Lublina i Technikum w Przeworsku.

     Konstanty Radomski ożenił się z Marią z domu Kata. Wspólnie wychowali czworo dzieci - 3 córki i syna. W Kamieniu mieszka jego syn z rodziną.

     W naszej pamięci, Konstanty Radomski pozostaje przede wszystkim, jako autor „Pamiętników” i artykułów, których fragmenty niejednokrotnie przywoływane były na stronach internetowych Towarzystwa Przyjaciół Kamienia. Wynika z nich, że pracując w urzędzie miał on dostęp do szeregu dokumentów, z którymi zapoznawał się i dokumentował je, ale co ważne szukał i sięgał także po inne źródła, w tym relacje ludzi. Badanie historii i przeszłości wisi oraz gminy Kamień było jego wielka pasją. Upamiętnił w ten sposób obyczaje i zwyczaje naszego regionu, opisał liczne obrzędy i codzienne dawne życie mieszkańców wsi, w tym mieszkańców pochodzenia żydowskiego i ich kulturę.

     Materiały te stały się ważnym źródłem dla odtworzenia historii wsi i gminy Kamień. Stały się pomocne dla badaczy historii naszej wsi. Korzystał z nich ks. dr Marek Story i dr Andrzej Rurak i wiele innych osób. Wielu z mieszkańców naszej wsi pamięta go jako pomocnego urzędnika ale i ciekawego rozmówcę, opowiadającego - zawsze z uśmiechem na twarzy - o czasach współczesnych i dawnych, wspominającego zdarzenia ze swojego życia i mieszkańców Kamienia. Ci, którzy go nie znali osobiście, mogą poznać tego szanowanego i zasłużonego mieszkańca naszej wsi czytając jego wspomnienia.

 

Przy opracowaniu wykorzystano: rękopis Konstantego Radomskiego „Stare rodziny chłopskie” z 1985 r., artykuł „Nowiny rzeszowskie z 1987 r., nr 15, str. 3”, informacje Beaty Wąsik i zdjęcia Rafała Wąsika - wnuczki i prawnuka Konstantego Radomskiego oraz córki Stanisława Radomskiego Marii Mayer z Rzeszowa.

Opracował Józef Czubat


Kamień, 25 listopada 2022 r.

 
Moje wspomnienia Kamienia

     Ze wzruszeniem przeczytałem wspomnienia osób pamiętających dawny Kamień, a więc i Ludwika Kędziora.

     Do dawnego Kamienia jeździłem z mamą na ferie i wakacje od 1956 roku. Świat Kamienia dawnego bardzo różnił się od życia na Pomorzu, gdzie mechanizacja rolnictwa była rozwinięta. Zachwycała mnie inność - malowniczość wąskich pasów pól, traktowanie prac polowych - sianokosów, żniw z celebracją prawie mistyczną, związaną z obrzędami kościelnymi, takimi jak obchody Matki Boskiej Zielnej, dożynki, kolędowanie, wesela ze słynnym zespołem Cebulów, występy zespołu muzycznego p. Legutko i muzyka Ludwika Wójcika. Uczestniczyłem we wszystkich pracach w atmosferze prawie magicznej. Obrzędem było łupanie klocków z drewna, które sezonowały 30 lat na deszczułki do skrzypiec, z których samouk - skrzypek i lutnik Ludwik Wójcik wykonywał instrumenty o pięknym brzmieniu.

     Odwiedzając Kamień współczesny, podziwiam jego prężny rozwój, ciekawe inicjatywy gospodarzy i dbałość o kulturę oraz tradycję. Jestem pełen uznania dla pokoleń zachowujących dziedzictwo bogatej kultury Kamienia.


Syn Michała Kędziora i Anieli z domu Majowicz
Zbigniew Kędzior

 
Ludwik Kędzior

     Ludwik Kędzior urodził się 20 lipca 1903 r. Mając 17 lat jako uczeń II roku Państwowego Seminarium Nauczycielskiego uciekł z domu i zgłosił się ochotniczo bronić ojczyzny. Walczył jako żołnierz Armii Polskiej. Po śmierci ojca, mając 18 lat, prowadził gospodarstwo rodzinne, które rozbudował i unowocześnił, prowadząc je do 1950 roku. W okresie przed II wojną światową był aktywnym działaczem POW-u. Po II wojnie światowej, w miarę jak krzepła „władza ludowa” od 1948 roku zaczęły nasilać się restrykcje.

     15 sierpnia 1950 roku, tzn. w 30 rocznicę zwycięstwa Polski w wojnie 1920 roku, przysłano uzbrojonych funkcjonariuszy i uwięziono stryja w obozie pracy w Milęcinie, gdzie poza wyniszczającą pracą fizyczną, poddawany był celowej presji psychicznej i zastraszaniu. Jednym z przykładów był sposób zwolnienia stryja z obozu: Wychodząc z grupą zwolnionych więźniów już poza bramą, gdzie czekała rodzina, został zawrócony i uwięziony w bunkrze bez żadnych wyjaśnień; wpajano mu przez cały okres uwięzienia, że mogą zrobić z nim co zechcą. Po takim traktowaniu wezwano go przed komisję, która zażądała oddania przedsiębiorstwa i ostrzeżono, że jeśli odmówi, to już z obozu nie wyjdzie - wybrał życie, oddał klucze.

     Uwięzienie, zabór mienia i pozbawienie stryja środków do życia było odwetem i restrykcją za udział w wojnie bolszewicko-polskiej i jego działalności w POW-ie, gdyż przedsiębiorstwo nie podlegało pod żadną z ustaw nacjonalizacyjnych. Było to całkowite bezprawie.

     Po pozbawieniu stryja przedsiębiorstwa restrykcje ze strony władz komunistycznych nie skończyły się. Nawet po grudniu 1981 roku zabrano stryjowi część działki i zniszczono staw, gdzie hodował karpie.

Uruchomienie tartaku - na zdjęciu Ludwik Kędzior (pierwszy z prawej)
z rodziną i pracownikami

     Historię rodziny Kędziorów spisał Sławomir Mrożek w swej biografii „Baltazar”. Opisał ze szczególnym sentymentem pobyt w Kamieniu u swego wuja Ludwika Kędziora, lecz głównie opisywał rodzinę Kędziorów z Borzęcina, która wywodzi się od Jana Kędziora, będącego dziadkiem Sławomira Mrożka. Rodzina Kędziorów z Kamienia wywodzi się od brata Jana - Józefa Kędziora - jego dzieci to właśnie Ludwik Kedzior oraz najstarszy brat Józefa - Kazimierz, który był żołnierzem Armii Polskiej, walczył z najeźdźcą bolszewickim i zginął w 1920 roku; najmłodszy brat Michał Kędzior - za spłaconą mu część przedsiębiorstwa w roku 1937 kupił ziemię koło Zaleszczyk, gdzie wybudował dom i uprawiał arbuzy, melony, winorośl, pszenicę… W lutym 1941 roku został wywieziony do tajgi syberyjskiej koło Irkucka, skąd zgłosił się do I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Przeszedł front od Lenino do Berlina - 5 razy ranny, odznaczony.

     Ludwik Kędzior zapisał się dobrze w społeczności Kamienia. Był prekursorem elektryfikacji - pierwszy prąd w Kamieniu popłynął z jego przedsiębiorstwa. Wśród pracowników tworzył poczucie wspólnoty. W czasie II wojny światowej, przymusowo mieląc zboże dla Niemców, zawsze wrzucał łopatę mąki biedniejszym sąsiadom w specjalną kieszeń pod płaszczem, ratując ich przed głodem. Mając znaczne dochody, żył skromnie, pomagał finansowo swojemu siostrzeńcowi - Sławomirowi Mrożkowi w czasie jego studiów oraz jego matce.

     Ludwik Kędzior nie dbał o splendory, co w sumie uratowało mu życie - ciągle brakowało czasu, by pojechać do Rzeszowa i wpisać do książeczki wojskowej udział w kampanii wojny sowiecko-polskiej oraz stopień wojskowy. We wrześniu 1939 r., jeżdżąc w interesach, dostał się między wojska dwóch rabusiów; widział, jak wzajemnie ustępowali tereny wg umowy Paktu Ribbentrop-Mołotow. Natknąwszy się na patrol sowiecki, został wylegitymowany, szczęściem w książeczce nie miał wpisu kampanii 1920 roku ani stopnia, a tylko zawód - młynarz. Wiemy z historii, że każdy kto miał wpisaną kampanię wojny bolszewicko-polskiej na miejscu był rozstrzeliwany.

Bratanek Ludwika Kędziora
Zbigniew Kędzior

 
Poświęcenie sztandaru Szkoły Podstawowej im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Krzywej Wsi - gmina Kamień

     W związku z uroczystością poświęcenia sztandaru Szkoły Podstawowej w Krzywej Wsi, która odbędzie się 9 czerwca 2022 r. - warto przypomnieć informacje o budowie tej szkoły.

     Krzywa Wieś była najstarszą częścią wsi „Kamień Królewski”, powstałej w 1578 r., położoną przy „gościńcu” łączącym Krąków z Zamościem. Początkowo funkcjonowała tam dwuklasowa filia szkoły z Kamienia, o której pierwsze zapiski pochodzą z 1899 r. Od 1905 r. w Krzywej Wsi była już samodzielna szkoła. O budowie nowej szkoły dyskutowano w latach 30-tych na posiedzeniach Rady Gminnej i Rady Gromadzkiej w Kamieniu.

     W protokole z posiedzenia Rady Gminnej, spisanym 25 marca 1930 r., które odbywało się pod przewodnictwem naczelnika gminy Andrzeja Piroga i przy współudziale 36 radnych gminy (4 nieobecnych), w punkcie 4 odnotowano:
„Przewodniczący oznajmia Radzie, że szkoła ludowa na Krzywej już prawie się wali i wymaga konieczna potrzeba budowania nowej szkoły”.

     Jak wynika z omawianego protokołu, na posiedzeniu tym podjęto jednogłośnie uchwałę o budowie nowej szkoły i potrzebie zwrócenia się do wydziału powiatowego, aby ten zatwierdził uchwalę Rady Gminnej oraz podanie o pożyczkę, o którą zwróciła się Gmina. Protokół ten podpisał sekretarz Sebastian Majka, Andrzej Piróg, Marcin Szewczyk i Wojciech Wąsik. Wszystko wskazuje na to, że uchwała ta nie została jednak zrealizowana.

     Ponownie temat budowy nowej szkoły w Krzywej Wsi podjęła Rada Gromadzka na posiedzeniu, które odbyło się 21 lutego 1936 r. Protokół z tego posiedzenia spisany był po raz pierwszy na maszynie. Podpisali go: Klimek Walenty i Piela Michał. W punkcie 2 tego protokołu znajdujemy zapis: „budowa szkoły w Krzywej-wsi. AD.2. Przewodniczący oświadcza Radzie, ze na porządku dziennym jest budowa szkoły w Krzywej-wsi, która jest koniecznie potrzebna oraz odczytał okólniki T.P.B.Sz.P dotyczący uzyskania pożyczki kilka tysięcy zł za które będzie cegła i przystąpienie do budowy. Następnie zabrał glos P. Wójt Marcin Wasik i oznajmił P.P. Radnym, ze Zarząd tutejszej gm. ustalił wydąć z kasy gm. kwotę 1500 zł. Z tem, że rada gromadzka wynajdzie fundusze na dokończenie budowy tej szkoły i zaproponował P.P. Radnym o zaciągniecie pożyczki gdyż szkoła ta grozi zawaleniem”.

     Na posiedzeniu tym Rada podjęła uchwałę o budowie nowej szkoły w Krzywej Wsi, ale także uchwalę o zaciągnięciu pożyczki na budowę szkoły w kwocie 6.000 zł i o uzyskaniu pieniędzy na budowę ze sprzedaży pastwiska pod Markowizną. Postanowiono zakupić nowy plac, na którym będzie budowana szkoła oraz do tego zakupu i wytargowania ceny wybrano komitet w składzie: Partyka Jan, Klimek Walenty, Skomro Franciszek, Chamot Jan, Rodzeń Stanisław oraz wójt Marcin Wąsik, jako przewodniczący.

     Do przedstawienia w/w informacji wykorzystano oryginalne protokóły z posiedzeń Rady Gminnej i Rady Gromadzkiej.

 

Kamień, 8 czerwca 2022 r.

Józef Czubat

 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

Strona 3 z 21

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 26 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1,5 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1.5% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS