wtorek, 24 kwietnia 2018r.
Home Wspomnienia
Wspomnienia
110 lat temu były "jarmarki" w Kamieniu

Jarmarki, podobnie jak dziś w Sokołowie czy Jeżowem, odbywały się w Kamieniu od 1905 roku na terenie obecnych budynków: restauracji, sklepów z materiałami budowlanymi, piekarni i zakładu gospodarki komunalnej.

Rada Gminy w Kamieniu w dniu 11 grudnia 1905 roku podjęła uchwalę o organizacji targów "jarmarcznych" w każdy wtorek tygodnia.

W tej sprawie zwróciła się z prośbą o koncesje do Wydziału Krajowego we Lwowie. Jarmarki w Kamieniu były konkurencją dla sąsiednich gmin, dlatego bardzo trudno było uzyskać koncesję. Aby przyśpieszyć prawne załatwienie, 22 lutego 1910 r. Rada gminy delegowała wójta Łacha i Marcina Szewczyka do Wydziału Krajowego we Lwowie celem przyspieszenia wydania koncesji. W trakcie tych prawnych poczynań targi wciąż miały miejsce.

Po wielu staraniach i z wielkim trudem udało się koncesje otrzymać. W załatwieniu tej sprawy pomocy udzielił poparty przez mieszkańców Kamienia w wyborach poselskich do Parlamentu Wiedeńskiego hr. H. Lasocki.

Jarmarki odbywały się w Kamieniu do czasu wybuchu drugiej wojny światowej. Po wojnie zaniechano tej formy handlu. Zorganizowano jedynie skup żywca i innych produktów rolnych poprzez powstałą Gminną Spółdzielnię i Zakłady Mięsne.

 

Informacje uzyskano z zapisów z księgi protokołów Rady Gminy.

 

Kamień 09.03.2015 r.

 

Józef Czubat

 
Na stałe w historię gminy Kamień wpisali się... - pisze Tadeusz Krawczyk

Niedługo po wyzwoleniu w Kamieniu miało miejsce pozorowane rozbrojenie Posterunku Milicji Obywatelskiej. Pamiętam, jak pewnego dnia, późnym wieczorem, pod nasz budynek gospodarczy zajechał wóz, z którego do komory w pośpiechu coś wyładowano. Była to broń i amunicja, które ukryto w pace. (Tak w Kamieniu nazywano pojemniki na zboże. To słówko dla prof. Ożoga). Kilka taśm amunicji powieszono od wewnętrznej strony drzwi, które otwierały się do środka komory. Za drzwiami pozostawiono też jeden karabin. Na drugi dzień we wsi mówiono, że w nocy był napad i została rozbrojona Milicja.

Utkwiło to mocno w mej pamięci dlatego, że kilka razy, jak tylko rodzice poszli do pracy w polu, brałem z komory karabin i naboje, wchodziłem do stodoły i przez dziurę w drzwiach urządzałem sobie strzelanie. Do czasu. Ojciec się zorientował i karabin z amunicją schował. Po pewnym czasie, już nie zauważyłem kiedy, broń została wywieziona. Nie wiem dokąd i przez kogo.

Może ktoś z mieszkańców Kamienia skomentuje to wydarzenie, o którym Ojciec zabronił mi rozmawiać, a ja nawet później, już jako dorosły, nie miałem odwagi zapytać Go o szczegóły. W czasach PRL-u o takich sprawach niebezpiecznie było wiedzieć, a tym bardziej rozmawiać.

Nie mam wiedzy źródłowej, ale myślę, że mieszkańcy Kamienia tuż po wyzwoleniu samorzutnie utworzyli Milicję w trosce o własne bezpieczeństwo przed bandami i złodziejami. Aby nie oddać broni (która w czasie okupacji była na wyposażeniu mieszkańców działających w podziemiu), upozorowano rozbrojenie posterunku, z nadzieją, że broń ta będzie jeszcze kiedyś przydatna w odzyskiwaniu pełnej suwerenności. Moje przypuszczenia, że przechowywana broń była z okresu konspiracji opieram na tym, że w karabinie, z którego strzelałem, lufa nie miała drewnianej okładziny. Trudno sobie wyobrazić, aby taka broń była na wyposażeniu MO.

 

W tym czasie komendantem Posterunku MO w Kamieniu był Antoni Zaguła. On i jego bracia Józef i Władysław, a także mój Ojciec w okresie okupacji byli w jednej komórce organizacyjnej Batalionów Chłopskich. Kiedy po latach zniewolenia podzieliłem się tym wspomnieniem z Władysławem Zagułą, bratem nieżyjącego już wtedy Antoniego, powiedział że nic o tym nie wie, ale to nic dziwnego, bo takie sprawy były w głębokiej konspiracji. Powiedział mi wtedy że, w celu rozpracowaniu konspiracyjnej działalności w Kamieniu z okresu okupacji i po wyzwoleniu, UB w Nisku aresztowało i poddało torturom jednego z mieszkańców Kamienia (szkoda że nie zapamiętałem nazwiska). Po torturach był tak słaby, że umieszczono go w szpitalu w Nisku, ale całą dobę przy drzwiach sali szpitalnej dyżurował funkcjonariusz UB, aby nikt się z nim nie kontaktował. Władysław Zaguła zmylił czujność funkcjonariusza i od pacjenta uzyskał informację że ten mimo tortur nikogo nie zdradził. Pozorowane rozbrojenie Posterunku MO nie zostało przez UB wykryte, a dowodem, że nie było zdrady jest to, że mój ojciec nie został w tej sprawie aresztowany.

 

Tadeusz Krawczyk

 
Artykuł o ks. dr. Tomaszu Wąsiku w nawiązaniu do artykułu ks. dr. Marka Storego

Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki to czas wspomnień o zmarłych i uczczenia ich pamięci. To święto ma swą wymowę eschatologiczną, ale też jest wyrazem naszej pamięci o tych, którzy byli przed nami. Jesteśmy Im wdzięczni - choć ich nie znaliśmy - za czyny, poświęcenie dla przyszłych pokoleń - czyli dla nas. W pamięci o przodkach znajdujemy motywację do lepszego czy gorszego, ale wspólnego, działania i wypełniania narzuconych sobie obowiązków wobec przyszłych pokoleń.

 

 

Ks. dr Tomasz Wąsik

 

 

Więcej…
 
Wspomnienie o ks. Tomaszu Wąsiku

Szanowni Państwo

Pragniemy zaprezentować Czytelnikom naszej strony internetowej postać kolejnego rodaka Ziemi Kamieńskiej - ks. dr Tomasza Wąsika, kapłana pełniącego ważne funkcje w diecezji przemyskiej w latach 1905-1939 oraz zasłużonego katechetę, odznaczonego Orderem Odrodzenia Polski "Polonia Restituta" za wybitne osiągnięcia w dziedzinie wychowania młodzieży.

Ks. Tomasz Wąsik

W środku Zofia Guzek - bratanica po lewej siostra Agnieszka Sudoł

W środku Zofia Guzek - bratanica po lewej siostra Agnieszka Sudoł

Urodził się 5 X 1878 r. w Kamieniu, był synem rolnika Jakuba[1]. W latach 1893 - 1900 uczęszczał do Gimnazjum w Rzeszowie. Po maturze w latach 1900 - 1904 studiował teologię w Przemyślu, gdzie 26 VI 1904 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Po święceniach został skierowany do pracy duszpasterskiej, jako wikary do parafii Korczyna. Od 1 I 1905 r. wykonywał obowiązki sekretarza w konsystorzu biskupim w Przemyślu. Obowiązki te spełniał zaledwie przez rok i w roku 1906 został skierowany na dalsze studia teologiczne do Wiednia[2].

W stolicy ówczesnego cesarstwa austriackiego przebywał trzy lata i pobyt swój zwieńczył uzyskaniem doktoratu 10 VII 1909 r.[3]. Po powrocie do kraju od 1 VIII 1909 r. do 1 IX 1910 pełnił tą samą funkcję, co przed wyjazdem na studia, czyli sekretarza konsystorza biskupiego. Następnie objął obowiązki pomocnika katechety w II Gimnazjum w Przemyślu na Zasaniu. Na początku roku szkolnego 1910-1911 złożył egzamin kwalifikacyjny na prefekta szkół średnich. Posiadając odpowiednie kwalifikację przez 33 lata (1911-1934) pełnił funkcję katechety w tym gimnazjum. Równocześnie od 1 VIII 1911 do 1933 r. był rektorem Collegium Marianum, czyli Małego Seminarium[4].

Obok tych funkcji ks. Tomasz Wąsik w 1925 r. został mianowany członkiem kapituły katedralnej w Przemyślu i referentem kurii biskupiej[5]. Od roku 1926 był promotorem sprawiedliwości w sądzie biskupim[6] oraz egzaminatorem prosynodalnym[7]. W dniu 9 III 1938 r. objął godność scholastyka w kapitule katedralnej w zamian za bp. Wojciecha Tomakę[8]. Po wybuchu II wojny światowej ks. T. Wąsik znalazł się po lewej (niemieckiej) stronie Sanu. Nie miał tam ani mieszkania, ani odpowiedniego zajęcia, gdyż wszystkie centralne instytucje kościelne diecezji przemyskiej znalazły się po prawej (radzieckiej) stronie Sanu. Z tych też chyba powodów, mimo 65 lat życia, decyzją bp. F. Bardy 26 II 1941 r. został mianowany proboszczem w Bliznem, gdzie sprawował tę funkcję do1948 r[9]. W tejże parafii, mimo trudności ze strony okupanta oraz pomimo podeszłego wieku, dalej wiele czasu poświęcał katechizacji dzieci i młodzieży. Oprócz nauki w szkole, jako jedyny w dekanacie brzozowskim, prowadził katechizację przykościelną. Odbywała się ona co niedzielę przed nieszporami. Widać więc, że sprawa katechizacji, której poświęcił większość swojego życia, nadal leżała mu mocno na sercu.

Jego niewielka spuścizna pisarka koncentrowała się głównie wokół problematyki wychowawczej[10]. Należał do koła księży katechetów, którego był długoletnim przewodniczącym. Podczas spotkań koła wygłaszał wiele wykładów na tematy związane z wychowaniem: "Najnowsze kierunki w wychowaniu", "Chłopcy, czy dziewczęta są lepszym materiałem szkolnym?", "Zasługi Hozjusza na polu katechetycznym", "Hozjusz jako polityk", "Hozjusz a stan duchowny", "O nowoczesnych tańcach", "Marzenia ucznia z II klasy gimnazjum", "Hellenizm a judaizm", "O przysiędze Stanisława Szpotańskiego"[11].

Za długoletnią pracę nad wychowaniem młodzieży został odznaczony orderem Polonia "restituta"[12]. Zmarł w Przemyślu 26 II 1951 r. i tam też został pochowany[13].

Ks. dr Marek Story



[1] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, [w:] Słownik polskich teologów katolickich, t.7, Warszawa 1983, s. 392.

[2] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392.

[3] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392; Zmiany na stanowiskach i urzędach duchownych, KDP 1909, z. 6-7, s. 408.

[4] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392.

[5] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392.

[6] Zmiany na stanowiskach i urzędach duchownych, KDP 1926, z. 6, s. 152.

[7] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392.

[8] Rocznik Diecezji Przemyskiej na rok 1938, Przemyśl 1938; Zmiany na stanowiskach i urzędach duchownych, KDP 1938, z. 4, s. 179.

[9] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392.

[10] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392.

[11] KDP 1928, z. 10-11, s. 225.

[12] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392.

[13] T. Śliwa, Wąsik Tomasz, s. 392.

 

 
Wakacyjna "liga" piłki nożnej w Kamieniu w latach 60.

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w Kamieniu Centrum w piłkę nożną graliśmy prawie codziennie (z wyjątkiem zimy), po lekcjach szkolnych, na "ugorkach" za stodołami gospodarstw. Na początku wybierano spośród chętnych do gry kapitanów drużyn, którzy z kolei dobierali do siebie zawodników, raz jeden, raz drugi, mając na uwadze siłę, wartościowość i umiejętności danego "piłkarza". Boisko nie miało zaznaczonych linii bocznych, a linie końcowe stanowiły bramki zrobione z dwóch palików wbitych w ziemię o umówionej szerokości, czasami były to kamienie znalezione w pobliżu. W tym czasie nie graliśmy już tzw. "szmacianką", a gumową piłką kupioną na odpustowych kramach lub w kiosku Ruchu. Często piłki te dziurawiły się o gwoździe wystające z oszalowanej deskami stodoły. Dobrze jak mieliśmy piłkę zapasową i można było dokończyć mecz, jeżeli nie, to kończyliśmy granie, a na następne spotkanie piłkę kupował kolejny zawodnik. Raz udało się "pożyczyć" ze szkoły skórzaną piłkę przeznaczoną do gry w szczypiorniaka, której dętkę nadmuchiwano ustami zawiązując dratwą ustnik i chowano do wnętrza skóry, a szczelinę dokładnie wiązano sznurówką od buta lub mocnym sznurkiem. Wielką radością było kopać prawie profesjonalną piłkę, której żywotność była dłuższa niż gumowej.

 

W okresie wakacji chętnych do zabawy z piłką było więcej, bo przyjeżdżali do swoich dziadków wnukowie z miast. Jednym z nich był Leszek Story ze Stalowej Woli, innym Rysiek Majka z Wrocławia. Po wielu spotkaniach w własnym gronie znaliśmy się jak "łyse konie", dlatego postanowiliśmy poszukać innych przeciwników, by zagrać jako jedna drużyna pod nazwą "Górnik", gdyż drużyna ze Śląska była w tym czasie w czołówce I ligi, a piłkarze wzorem do naśladowanie przez naszych chłopców.

Skład drużyny przedstawiał się następująco: Czerepak Stanisław, bramkarze Kołodziej Stanisław, Surdyka Józef, obrońcy Olko Jan, Rodzeń Stanisław, Majka Ryszard, Wąsik Tadeusz, Bednarz Czesław, Bzikot Stanisław, pomocnicy Bąk Zbigniew, Wąsik Mieczysław, napastnicy Konior Edward, Story Leszek.

 

Nie długo musieliśmy czekać na sparingpartnera. Po namowie kolegów mieszkających w Nowym Kamieniu zorganizowali oni podobną drużynę i nazwali ją "Legia". Spośród założycieli i czynnych zawodników pamiętam: Bednarza Mieczysława, Sabata Jana, Ruraka Tadeusza, Walickiego Stanisława. Pierwszy mecz rozegraliśmy w niedzielne popołudnie na łące za obecną piekarnią GS, wypłaszając pasące się tam konie. Zapatrując się na nasze poczynania chłopcy z "Górki" założyli drużynę o nazwie "Ruch", z którą kilkakrotnie zmierzyliśmy swoje siły. Spośród wielu zawodników pamiętam: Sączawę Mieczysława, Miazgę Franciszka, Kostyrę Tadeusza i Władysława, Słomianego Stanisława, Trznadla Adama, Saja Franciszka, Józefa i Czesława, Kołodzieja Jana. Tak to powstała wakacyjna gminna liga, w której przewodził "Górnik", gdyż większość meczów zapisywał na swoje konto prowadząc w tabeli z największą ilością punktów i bramek zdobytych przez Wąsika Mieczysława, Koniora Edwarda i Storego Leszka. Aby wyróżnić się spośród pozostałych drużyn postanowiliśmy uszyć w własnym zakresie koszulki. Nie mając pieniędzy na materiał, "pożyczyliśmy" flagi będące dekoracją po świętach 1 Maja lub 22 Lipca, umieszczone na słupach sieci elektrycznej wzdłuż drogi.

 

Po skończonych wakacjach większość z nas rozjeżdżało się do szkół, internatów, by ponownie wrócić po ukończeniu kolejnej klasy. Trwało to przez kilka lat. Czas uciekał, byliśmy coraz starsi i każdy miał inne plany życiowe. Dwóch poszło do seminarium, dwóch wyjechało do Ameryki, wnukowie z miast już tak często nie odwiedzali dziadków, inni poszli do wojska, a niektórzy zajęli się własnymi rodzinami. Zostały wspomnienia i chęć cofnięcia czasu do lat sześćdziesiątych.

 

Wspominał Edward Konior

 

 
« PoczątekPoprzednia123456789NastępnaOstatnie »

Strona 4 z 9

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 26 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS