czwartek, 09 kwietnia 2020r.
Home Wspomnienia
Wspomnienia
Ksiądz Antoni Piróg (1913 - 1941)

     Ksiądz Antoni Piróg urodził się 12 maja 1913 roku we wsi Kamień – Krzywa Wieś, powiat Nisko, należącej do parafii Kamień, położonej na skraju Puszczy Sandomierskiej. Był synem Walentego i Marii zd. Puzio, miał dziewięcioro rodzeństwa – sześciu braci: Jan, Łukasz, Franciszek, Wojciech, Michał, Józef i trzy siostry: Magdalena, Stefania i Katarzyna. Jego rodzice byli rolnikami, mieli 15 morgów pola i 1 mórg lasu. Wprawdzie gospodarstwo Pirogów było jak na tą okolicę dość duże, jednak rola była piaszczysta, mało wydajna i dlatego w domu Pirogów zbytnio się nie przelewało. Potrzeba było wielkiego poświęcenia rodziców, aby posłać Antoniego do szkół. Antoni był dobrym uczniem, otwartym na świat, należał do harcerstwa, które było wspaniałą organizacją młodzieżową, ukazującą jej wielkie ideały, opartą na gruncie religijnym i patriotycznym. Głęboką wiarę i pobożność wyniósł z domu rodzinnego. Matka była wielką czcicielką Matki Bożej Leżajskiej, u której wyprosiła dla syna powołanie kapłańskie. Jego piękną osobowość ukształtował również katecheta gimnazjalny w Leżajsku, ks. Stanisław Lubas. Po zdaniu matury w 1934 roku Antoni wniósł podanie o przyjęcie na teologię do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Spośród 110 kandydatów wybrano tylko 30. Wśród nich – Antoniego, dzięki pięknemu świadectwu dojrzałości oraz opinii ks. katechety i ks. proboszcza. Przyczynił się do tego jego rodak z Kamienia ks. prałat dr Tomasz Wąsik, kanonik Kapituły Katedralnej w Przemyślu, długoletni rektor Małego Seminarium i katecheta gimnazjum w Przemyślu, przedstawiciel międzywojennej pedagogiki katolickiej. Antoni Piróg został wyświęcony na kapłana wraz ze swymi kolegami 25 czerwca 1939 roku w Przemyślu przez przemyskiego biskupa diecezjalnego Franciszka Bardę (1880-1964). Po miesięcznym urlopie otrzymał skierowanie za San na pierwszą placówkę jako wikariusz do Milczyc, wsi czysto polskiej, ale otoczonej wokół przez Rusinów wyznania grekokatolickiego. Ksiądz Antoni zjawił się tam 1 sierpnia 1939 roku, a więc na miesiąc przed wybuchem wojny. Przyjął go ks. proboszcz Stefan Halwa. 17 września Polacy znaleźli się w morzu Sowietów, otoczeni grekokatolickimi Rusinami, od dawna buntowanymi przeciw polskiej ludności przez rządy austriackie i niemieckie, a wtenczas przez hitlerowców, którzy za współpracę obiecywali im wolną Ukrainę.

Na zdjęciu:Kościół w MILCZYCACH neoromańsko-neogotycki, wybudowany w latach 1886-1887 pw. św. Katarzyny, obecnie cerkiew prawosławna - Grodecki r-n, Lwowski obw.


     Bolszewicy w Milczycach ustanowili swoją władzę. Sołtysem (hołową) został mianowany niejaki Wołodymir, Ukrainiec, komunista, nienawidzący Polaków i nasz kościół. Zamieszkał na plebanii w sąsiednim pokoju ks. Antoniego. 21 czerwca Niemcy niespodziewanie uderzyli na Sowietów. Wojska sowieckie zaczęły się wycofywać w popłochu. 27 czerwca 1941 roku doszło w Milczycach do tragedii. Jak przekazał ks. proboszcz Halwa, ks. Józef Adamczyk (kolega ks. Antoniego, jego następca w parafii Milczyce od 02.12.1941- 1945) i inni parafianie, sołtys – hołowa, jeszcze przed wkroczeniem wojsk niemieckich do Milczyc, sprowadził z Sądowej Wiszni oddział NKWD i oskarżył Polaków, że z wieży kościelnej strzelali do czołgów sowieckich. W odwecie za to NKWD urządziło pacyfikację ludności w Milczycach. W piątek 27 czerwca 1941 roku, kilka czołgów sowieckich zatrzymało się we wsi, oprócz tego oddział wojska pogranicznego NKWD.
     Jak dalej donosi „ Niedziela Południowa” – dodatek do tygodnika katolickiego „Niedziela” publikując świadectwo prawdy ks. infułata Józefa Sondeja „Wspomnienie o śp. ks. Antonim Pirogu” prawdopodobnie, wg relacji proboszcza, na skutek wspomnianej insynuacji Ukraińców, że mieszkańcy wioski strzelali z wieży kościelnej do czołgów sowieckich, NKWD zaczęło represje. Żołnierze rozbiegli się po domach, wyciągnęli z kryjówek ludzi, mężczyzn i kobiety – około 180 osób zgromadzili przy kościele. Reszta ludzi zdołała umknąć. Wreszcie wpadli na plebanię. Proboszcz skrył się w piwnicy plebanii, wikary Antoni Piróg był na plebanii. Żołnierz strzelił do księdza, trafił go w plecy, ksiądz upadł. Złapali go, związano mu ręce grubym sznurem i zaprowadzono pod kościół. Sowieci spośród 180 osób złapanych wypuścili połowę, a około 70 osób, razem z księdzem, rozstrzelali. Po wkroczeniu Niemców pochowano ich na placu opodal kościoła. Kiedy ks. Antoni leżał już w kościele na katafalku, jeden z niemieckich żołnierzy – widocznie katolik, dowiedziawszy się o wszystkim od ks. proboszcza, podszedł do katafalku i ze wzruszeniem ucałował obie ręce kapłana, który zginął dlatego, że był księdzem i Polakiem.

Na zdjęciu: Grób ks. Antoniego Piroga nieopodal kościoła w Milczycach

Więcej…
 
Przedszkole w Kamieniu w latach 1936-1939

     W okresie międzywojennym 1936-1939 czynne było w Kamieniu przedszkole, do którego, jak ukazuje poniższe zdjęcie, uczęszczało ponad 30 dzieci.

     Na zdjęciu rozpoznano m.in.: klęczącego przed księdzem - Tadeusza Krawczyka, w górnym rzędzie - pierwszą od prawej Cecylię Delekta, obok Kamilę Czubat/Bis.

 

Zdjęcie ze zbiorów T. Krawczyka

     W przypadku rozpoznania pozostałych osób z fotografii, prosimy czytelników naszej strony o informacje - kto jest na tym historycznym zdjęciu?

 
Ciąg dalszy historii pierwszego sztandaru Szkoły Podstawowej w Kamieniu

     W nawiązaniu do artykułu z dnia 29 sierpnia 2016 roku na stronie internetowej Towarzystwa Przyjaciół Kamienia, pragnę poinformować, że po 60 latach sztandar wrócił do szkoły.

     Ten historyczny moment nastąpił w dniu 19 września 2016 roku na uroczystości Patrona Szkoły Podstawowej w Kamieniu św. Stanisława Kostki, z udziałem młodzieży, rodziców, nauczycieli i władz gminy.

     Ks. Prałat Tadeusz Wójciki wręczył odnaleziony sztandar dyrekcji Zespołu Szkół.

 

     Ks. Prałat Tadeusz Wójcicki przekazuje sztandar władzom Zespołu Szkół imieniem św. Stanisława Kostki Panu Dyrektorowi Józefowi Łachowi i Pani Dyrektor Szkoły Podstawowej Irenie Maj-Surdyka.

 

     Sztandar liczy sobie 87 lat.

 

 
Wspomnienie Rodzin: Sądejów, Piekutów i Kołodziejów

Zdjęcie z 1942 roku rodziny Sądejów i Piekutów

Od lewej: Jan Sądej, Katarzyna Sądej z d. Sabat, Franciszka Piekut c. Stanisława, Maria Piekut z d. Sądej, Zofia Kołodziej c. Agnieszki, Stanisław Piekut, Stanisław Kołodziej s. Agnieszki. W górnym rzędzie: Agnieszka Kołodziej z d. Piekut, Józef Sądej s. Jana, Franciszek Piekut s. Stanisława

Zdajecie rodziny Kołodziejów z 1942 roku

Od lewej dzieci: Kazimierz Kołodziej s. Agnieszki i Jana, Jan Kołodziej s. Piotra, Zofia Kołodziej c. Agnieszki, Stanisław Kołodziej s. Agnieszki. Od lewej siedzą: Anna Piróg z d. Piekut, Maria Piekut z d. Sądej, Aniela Kołodziej żona Bartłomieja, Kunegunda Delekta z d. Kołodziej, Agnieszka Kołodziej z d. Piekut, Zofia Piróg c. Wojciecha. W górnym rzędzie od lewej: Piotr Kołodziej s. Bartłomieja, Bartłomiej Kołodziej, Franciszka Majowicz z d. Sądej, Jakub Piekut s. Stanisława, Franciszka Piekut c. Stanisława, Marcin Piekut kuzyn Jakuba.

Zdjęcia z opisem przesłał Stanisław Kołodziej zamieszkały w Legnicy.

 
Historia pierwszego sztandaru Szkoły Podstawowej w Kamieniu

W starej kronice Szkoły Podstawowej w Kamieniu jest następujący zapis „w dniach 11-12 czerwca 1929 roku wizytował szkołę ks. Biskup Józef Fiszer, który poświecił budynek szkoły i sztandar szkolny sprawiony z datków młodzieży, datków R.R.M. i dochodów z imprez przedstawieniowych”.

Sztandar był symbolem szkoły, w ówczesnych czasach ważnej placówki wiejskiej. Podczas każdej uroczystości szkolnej, kościelnej i państwowej prezentowany był z wielkim szacunkiem przez uczniów, a uczestnictwo w poczcie sztandarowym było dla nich wielkim wyróżnieniem.

W czasie II Wojny Światowej i okupacji niemieckiej zakazano organizowania wszelkich zgromadzeń, a sztandar, pieczołowicie przechowywany, czekał do zakończenia wojny. Po wojnie latach 1945-1950 w poczcie sztandarowym asystowali miedzy innymi tacy uczniowie jak: Wanda Gancarz, Janina Konior i Tadeusz Szewczyk, Józef Rodzeń i inni. Jak wspominała Stanisława Kida, wieloletnia pracownica szkoły, sztandar na co dzień był starannie złożony, przechowywany w drewnianej skrzyni na piętrze budynku szkoły.

Istniało przekonanie, że pierwszy, historyczny sztandar naszej szkoły podstawowej z wizerunkiem św. Stanisława Kostki zaginął bezpowrotnie podczas II Wojny Światowej lub w latach powojennych.

Jednakże relacja Józefa Wyki, s. Andrzeja zaprzecza potocznemu przekonaniu o zaginięciu sztandaru.

Na pytanie „w jakich okolicznościach sztandar szkolny z wizerunkiem św. Stanisława Kostki znalazł się w Twoim domu rodzinnym?” opowiada jak w 1966 roku wraz ze swoim ówczesnym sąsiadem, Józefem Rogalą przygotowywali się do udziału w uroczystości 1000-­lecia Chrztu Polski. W związku z tym udali się oni do Bartłomieja Kutyły, pełniącego wtedy funkcję kościelnego kościoła parafialnego, aby wypożyczyć kościelne chorągwie, z którymi mieli jechać w banderii konnej. Kościelny, prawdopodobnie za zgodą proboszcza ks. Stanisława Patryna, wręczył chorągiew Józefowi Rogali, a Józefowi Wyce sztandar z wizerunkiem Świętego Stanisława Kostki. Nie ma tyko pewności, czy sztandar był w tym czasie przechowywany na terenie kościoła, plebanii czy szkoły. Na drugi dzień, w niedzielę Józefowie Wyka i Rogala uczestniczyli w tej wielkiej uroczystości, co dokumentują poniższe zdjęcia.

 

   W pierwszym szeregu po prawej stronie Józef Wyka, obok Józef Rogala

 

 Kolumna uczestników banderii

Józef Wyka po zakończeniu pochodu, podczas powrotu do domu z kolegami, zauważył, że jedzie za nimi i obserwuje ich milicja. Rozdzieli się i wracali starając się zgubić obserwatorów. Gdy przyjechał na swoje podwórko, zawiadomił o tym ojca, który pocieszył go ­ „może Ciebie nie zamkną, będę stawał w Twojej obronie”. Sztandar wziął ojciec Józefa Wyki, Andrzej, i ukrył go, nie mówiąc synowi gdzie. Nikt do śmierci ojca nie interesował się losem szkolnego sztandaru, więc zabrał tajemnicę miejsca jego ukrycia do grobu.

W 2004 roku budynek ten był remontowany i jeden z pracowników budowlanych, Mieczysław Szczygieł, zmieniając pokrycie dachowe, odnalazł owinięty w płótno sztandar szkoły, ukryty w dachu, który przeleżał tam 38 lat. Znalazca pamiętał prośbę ks. Prałata Tadeusz Wójcickiego, który apelując do mieszkańców o przekazywanie pamiątek historycznych, starych zdjęć, obrazów, wspomniał również o zaginionym sztandarze z wizerunkiem św. Stanisława Kostki. Odnaleziony „skarb” Mieczysław Szczygieł przekazał ks. Prałatowi Tadeuszowi Wójcickiemu.

Kamień, 21 sierpień 2016 rok.

Artykuł powstał dzięki uprzejmości Józefa Wyki, Mieczysława Szczygła i Tadeusza Szewczyka.

Opracował : Józef Czubat

 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

Strona 5 z 13

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 12 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS