poniedzia?ek, 22 pa?dziernika 2018r.
Home Wspomnienia
Wspomnienia
Leśna Wspólnota Gruntowo-Serwitutowa "Las" w Kamieniu

 

     W okresie uwłaszczeniu chłopów w zaborze austriackim postanowiono uregulować sprawę serwitutów. ustanowionych na królewszczyznach .

     Za prawa do serwitutu oddano chłopom część ziemi. W Kamieniu na mocy dekretu C.K. w 1866 roku z tego dobrodziejstwa skorzystało 420 gospodarstw rolnych z terenu ówczesnej wsi Kamień, w skład której wchodziły dzisiejsze sołectwa Kamień ,Podlesie ,Prusina , Krzywa Wieś i 3 gospodarstwa z Cholewianej Góry.

     Po trwających ponad 10 lat sporach, chłopi ostatecznie otrzymali 400 morgów lasu i 370 morgów pastwiska / 410 hektarów/.

     Do 1945 roku majątkiem zarządzała Rada Gminy , a od 1959 roku , zgodnie z uchwalonym statutem Zarząd Wspólnoty wybierany przez członków .

     Obecnie działalność wspólnoty ,prawa i obowiązki określa ustawa z 1962 roku i statut. .

     Od 1959 r Zarządem kierowali kolejno: Kasper Orszak, Józef Komięga , Antoni Szewczyk , Tadeusz Bednarz, Stanisław Koper, obecnie Stanisław Błądek.

     Wspólnota zatrudnia 2-ch leśniczych, a nadzór leśny sprawują Leśniczy Lasów Państwowych.

     Poniżej zdjęcie wykonane w 1963 roku przez Leśniczego Poizla, obok domu Antoniego Orszaka w Podlesiu.

 

Wspólnota Serwitutowa 1963r.

 

Siedzą od lewej: Przewodniczący Zarządu Józef Kumiega, członek zarządu Wawrzyniec Smusz, leśniczy Jan Zając, członek zarządu Stanisław Rodzeń, członek zarządu Wojciech Gancarz.

Stoją od lewej: Antoni Orszak, Józef Bochenek i Julia Orszak żona Antoniego z córką Marysią.

 

 

Prosimy czytelników naszej strony o przekazywanie ciekawych zdjęć obrazujących historię Kamieńskich Rodzin. Razem z opisem zostaną one umieszczone na stronie internetowanej Towarzystwa Przyjaciół Kamienia.

Macie Państwo niepowtarzalną okazję do przekazania swojej wiedzy i historii młodemu pokoleniu.

 

Przewodniczący Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

 
Moja droga do dyplomu i do stanowiska - wspomnienia Tadeusza Krawczyka

Rok 1949
     Kończę Szkołę Podstawową w Kamieniu i, jak większość, zdaję egzamin wstępny do Szkoły Ogólnokształcącej w Nisku. Wraz z kolegą mieszkamy na stancji prywatnej u emerytowanej nauczycielki, która opiekuje się nami jak własnymi dziećmi. Nisko to dla nas, młodych ludzi ze wsi, inna rzeczywistość. Można pójść do kina, na mecz. Z czasem dostrzegamy jednak różnicę w traktowaniu przez nauczycieli nas ze wsi i miejscowych. Im wszystko wolno, nam nie. Starzy nauczyciele wręcz stwierdzają, że nasze miejsce powinno być przy pasieniu krów, a nie w szkole. Z początkiem listopada w gazetach i radiu podany jest komunikat, że na prośbę Polskiego Rządu Związek Radziecki wspaniałomyślnie przekazał nam do dyspozycji Marszałka ZSRR, Konstantego Rokossowskiego. Dalsza część komunikatu informuje o powołaniu go na Ministra Obrony Narodowej. W tej sprawie we wszystkich klasach wychowawcy organizują zebrania informacyjne, które są protokołowane. Jestem jeszcze bardzo naiwny. Między innymi zabieram głos i podaję w wątpliwość fakt, że w Polsce brak generała o odpowiednich kwalifikacjach do objęcia stanowiska Ministra Obrony Narodowej. Pani wychowawczyni poleca nie protokołować mojej wypowiedzi. Być może w ten sposób uchroniła mnie, a może i moich rodziców, od przykrych konsekwencji takiego pytania.


Rok 1950
     Jestem już w drugiej klasie „Ogólniaka”. Mieszkam teraz u kolegi, gdyż zmarła właścicielka stancji, którą wynajmowaliśmy w pierwszym roku. Pod koniec drugiego roku nauki spotykam kolegę ze starszej klasy, który przeniósł się do Technikum w Krakowie. Opowiada, że wszyscy dostają stypendium, za które w zasadzie można się utrzymać. Widząc kłopoty materialne moich rodziców, wychowujących jeszcze trójkę młodszego rodzeństwa, postanawiam przenieść się do Krakowa.


Rok 1951-53
     Jestem uczniem 2-letniegoTechnikum Łączności w Krakowie. Bardzo szybko ulegam urokowi wielkiego miasta. Często jestem głodny, ale nie odmawiam sobie pójścia do teatru, kina lub filharmonii, gdzie w każdą środę odbywają się darmowe koncerty dla młodzieży szkolnej. Namiętnie gram w szachy, a nawet reprezentuję szkołę na spotkaniach w Gdańsku i Poznaniu. Z kolegami chodzę na mecze piłkarskie. Oni kibicują Wiśle, która zmieniła nazwę na Gwardia, ja Cracovii, też o zmienionej nazwie na Ogniwo.
     Mieszkamy w baraku pocztowym. Warunki bytowe i sanitarne fatalne. Brak ciepłej wody. Na sali ustawiono piętrowe łóżka dla 50 uczniów. Podłoga zapuszczona ropą. W nocy pluskwy nie dają spać. Na drugim roku warunki mieszkaniowe uległy poprawie. Nadal łóżka piętrowe i podłoga zapuszczona ropą, ale na sali 20-osobowej w budynku murowanym, bez pluskiew. Stosunek nauczycieli do nas, mieszkańców bursy, jest przyjazny i życzliwy, gdyż nie sprawiamy większych kłopotów wychowawczych. Odwrotnie niż rodowici krakowianie. Śniadania i kolacje przygotowujemy sobie sami, zaś na obiady chodzimy na stołówkę dla biednych i bezdomnych, gdyż są tanie i mają dodatkowo tę zaletę, że wolno jeść chleb bez ograniczeń, nie wolno zaś chleba wynosić. Mimo zakazu zawsze się udaje schować kilka kromek do kieszeni na kolację.
     Jako uczeń Technikum Łączności wracam z Kamienia do Krakowa ze studentem jednej z uczelni krakowskich, rodem z Podlesia. W czasie kilku godzin podróży student roztacza przede mną wizję Polski wolnej i suwerennej. Mówi, że o taką Polskę trzeba walczyć i że jest to zadanie dla młodzieży. Dostaję adres, pod który mam się zgłosić, aby przystąpić do konspiracyjnej organizacji. Wprawdzie jestem zupełnie zielony politycznie i nie mam w sobie ognia rewolucjonisty, ale zgłaszam się dwukrotnie pod wskazany adres i każdorazowo drzwi zastaję zamknięte. Więcej nie szukam kontaktu. Po pewnym czasie dowiaduje się, że w Krakowie została wykryta tajna organizacja młodzieżowa, działająca na uczelniach i w szkołach. Wielu uczniów i studentów zostało aresztowanych i wyrzuconych ze szkół. Może byłbym również jednym z nich. Dzisiaj, po ponad pół wieku, zastanawiam się, jak potoczyły się dalsze losy życiowe owego studenta. Czy doczekał tej prawdziwie niepodległej Polski, o jakiej wtedy marzył?


Maj 1953
     W Krakowie wyczuwa się stan napięcia. To okres napiętych stosunków między Państwem a Kościołem. 9 lutego 1953 roku Rząd wydał dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych przez władze państwowe. W dniach 7-9 maja w Krakowie zebranie Konferencji Episkopatu Polski. 8 maja, w dniu św. Stanisława, zapowiedziana jest uroczysta Msza św. i procesja na Wawelu z udziałem Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Szkoły w tym czasie mają prowadzić lekcje, aby młodzież nie brała udziału w uroczystościach. Razem z kolegą uciekamy z lekcji i pędzimy na Wawel. Jesteśmy świadkami historycznego wydarzenia. W kazaniu Prymas Wyszyński wygłasza: NON POSSUMUS. Jest to protest Episkopatu w sprawie dekretu o ingerencji władz państwowych przy obsadzaniu stanowisk kościelnych To kazanie będzie podstawą do późniejszego aresztowania Księdza Prymasa. W czasie procesji spotykamy naszą nauczycielkę z języka rosyjskiego. My jesteśmy przestraszeni, ale w jej oczach dostrzegamy przerażenie. Nic dziwnego, gdyby ktoś doniósł, straciłaby pracę. My także podpadliśmy, ale skończyło się na reprymendzie od dyrektora.

 

Więcej…
 
Opis zabaw o charakterze sportowym uprawianych przez młodzież Kamienia w XIX w. wg opracowania dr Andrzeja Ruraka

     Zmaganie to popularna wśród chłopców walka siłowa, inna od bardziej agresywnych bójek, mających na celu zdobycie przewodnictwa w grupie lub ukazania wyższości nad rywalem. Polegało ono na tym, że jeden chłopiec starał się powalić na ziemię drugiego, podobnie jak w zapasach, z tą różnicą, że tu nie obowiązywały żadne ustalone formy walki. Zmagano się przeważnie na terenie porośniętym trawą, co przy upadku na ziemię łagodziło ból rywali.
     Skoki przez przeszkodę poza zajęciami szkolnymi były powszechną zabawą. Skakano przez żerdzie, którymi były grodzone paśniki dla bydła i koni, a także przez sznurek rozciągnięty między drzewami lub specjalnie w tym celu wbitymi palikami. Zwycięzcą zostawał ten zawodnik, który wykonał najwyższy skok przez daną przeszkodę.
     Dziewczęta miały swoją grę - skakankę, występującą w kilku odmianach. Dziecko lub panienka brały w swoje ręce odpowiedniej długości sznurek i obracając rękoma wokół siebie, przeskakiwały przez niego, początkowo obiema nogami, później na jednej. Skakanka była też grą zespołową, w której brały udział przynajmniej trzy uczestniczki. Dwie z nich trzymały za koniec rozciągnięty sznurek, a trzecia przeskakiwała podobnie jak przy samotnej skakance. Pomylony lub nieudany skok był oceniany negatywnie. Zwyciężała ta, która wykonała najwięcej udanych skoków.
     Wyścigi konne i rowerowe organizowane były przez starszą młodzież, w ramach działalności związku strzeleckiego. Zawodnicy odbywali treningi na polnych drogach lub pastwiskach, a rada służyli im rezerwiści, którzy odbywali służbę wojskową w oddziałach kawalerii Wojska Polskiego. Wśród jeźdźców najlepszymi byli: Kazimierz Łach, Józef Rodzeń i Wojciech Rurak. Wyścigi na rowerach organizowali sporadycznie ich posiadacze, których w Kamieniu było niewielu. Najszybszym z niech był zawsze Zbigniew Barabasz na swojej wyścigówce. Zwycięzcy tych zabaw wyczynowych byli wykorzystywani w czasie organizowanych imprez pokazowych (zawodów), które odbywały się w celu uczczenia świąt i rocznic państwowych, a to: uchwalenia Konstytucji 3. Maja 1791 r. oraz 15. sierpnia dla uczczenia zwycięskiej bitwy pod Warszawą z nawałą bolszewicką.
     Gra w guziki lub monety (pięciogroszowe) była zabawą chłopców i polegała na tym, że na utwardzonej ziemi, nieporośniętej trawą, na podwórku lub pastwisku, a niekiedy i na drodze robiono mały dołek i do niego trafiano guzikiem lub monetą, prztykając je kolejno przez grających. Ten, kto pierwszy trafił do przygotowanego dołka, wygrywał. Monetą grano także na stole lub desce. Zamiast dołka rysowano kółko i do niego starano się trafić, „prztykając” monetą. Gra ta była bardziej rozpowszechniona wśród chłopców, jednak dziewczęta czasem też grały. Chłopcy w kieszeniach nosili guziki i kawałek kredy zabranej ze szkoły, której ciągle brakowało. Rodzice spostrzegali, że ktoś podbiera im guziki od ubrania, i dlatego zabraniali dzieciom tej zabawy.
     Kiczka była również rozpowszechnioną grą chłopców i polegała na grupowym odbijaniu kiczki (kawałek drewna) w powietrzu. Sztuka w tej grze polega na tym, aby kiczka nie spadła na ziemię. Jeden z grających rozpoczynał grę, wyrzucając kiczkę w górę i uderzał ją swoją pałką, odbijając w kierunku drugiej grupy, a tam znowu musiano ją uderzyć i skierować do grupy pierwszej. Odbijali oni tę kiczkę tak długo, aż spadła na ziemię. Zwycięstwo należało do tych, którym kiczka nie upadła.
     Palant to również gra chłopców, zbiorowa i punktowana, która odbywała się na boisku i wymagała porządku, mierzenia czasu oraz sędziego. Grano w grupach i w oznaczonym czasie. Chłopcy odbijali piłkę (mały balonik), podobnie jak w kiczkę, pałkami. Jeśli piłka spadła na ziemię, grupy zmieniały się i otrzymywały punkty czasowe. Zwycięstwo polegało na tym, że wygrywała ta grupa, która w czasie mierzonym utrzymała piłkę w powietrzu. Palant jest to gra elitarna, zupełnie inna od praktykowanej w Kamieniu kiczki. W kiczkę, jak i w palanta, już przed wybuchem II wojny światowej, grano bardziej poprawnie.
     Odbijanie balonika o ścianę było zabawą wyłącznie dziewczęcą. Pierwotnie dziewczęta same robiły baloniki, w okresie wiosennym, kiedy liniały krowy. Zbierały sczesywaną sierść, mieszały z własną śliną i w dłoniach zwijały w kulkę. Tak powstały balonik, rzucany o ścianę, odbijał się od niej, a grająca dziewczyna uderzała go ręką do ponownego odbicia i zwyciężała ta, która najwięcej takich odbić uzyskała. Później, kiedy w sprzedaży ukazały się baloniki gumowe, zastąpiły w tej grze baloniki z sierści krowy. Zabawa ta wśród dziewcząt utrzymuje się nadal.

 

Więcej…
 
Gry zabawy i sportowe młodzieży Kamienia w minionych wiekach, a także współcześnie wg opracowania dr Andrzeja Ruraka

     W życiu, oprócz pracy, niezbędna jest również rozrywka, a sport jest jednym z jej elementów, wiążącym się z wieloma pozytywnymi skutkami, bowiem jest on działalnością, podejmowaną przez człowieka w celu zaspokojenia takich potrzeb, jak zabawa, samodoskonalenie fizyczne i umysłowe, współzawodnictwo, sport pomaga również zachować zdrowie, dobrą kondycję oraz sprzyja rozwojowi pewnych cech osobowości: silnej woli, wytrwałości, poczucia solidarności, zdecydowania oraz koleżeństwa.

      O rozwoju sportu w Kamieniu można mówić dopiero po XVII wieku. W owych czasach życie ludności, z wyjątkiem dworów, było bardzo ubogie. Odrabianie pańszczyzny w dworach oraz prace we własnych zagrodach nie pozostawiały dużo czasu na zabawę dorosłym, jak i młodzieży. Jednak człowiek nie może żyć zarówno bez pracy, jak i zabawy, które go doskonalą. Wśród chłopców popularnym zajęciem było kłusownictwo i bójki, wdrapywali się oni również na drzewa i wybierali ptasie jaja. Dziewczęta także rywalizowały między sobą w utrzymaniu porządku w mieszkaniu, w ogródkach przydomowych, ubieraniu się, śpiewaniu i tańcu. Niektóre zwyczaje związane z dawną kulturą utrzymały się do czasów współczesnych, jak bójki, czy popularny „śmigus-dyngus”.
     Osiemnasty wiek, okres zaborów, przyniósł też zmiany w życiu ludności. Kamień znalazł się w Galicji. Nastąpiła kolonizacja dóbr kamieńskich, a wraz z kolonistami dotarły tu inne warunki życia, zarówno w sposobie gospodarowania, jak i wychowania młodego pokolenia. Upowszechniały się nowe formy zabawy młodzieży. Odtąd sport, oprócz przyjemności, miał na celu rozwijanie sprawności fizycznej i psychicznej, zaś w tą sferę działalności wkraczało państwo. Sejm Krajowy Galicyjski w 1873 roku wprowadził do szkół publicznych dodatkowy przedmiot - gimnastykę. W roku 1867 we Lwowie powstało Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Jego placówki, nazwane „gwiazdami”, powstały w niektórych miastach galicyjskich i one w znacznym stopniu oddziaływały na społeczność wiejską. Propagowały upowszechnienie gimnastyki w szkołach, zwłaszcza gimnastykę zespołową, strzelanie, pływanie, jazdę konną, ćwiczenia lekkoatletyczne oraz turystykę. Sport zaczął się rozwijać w dwóch postaciach: zabawowo-rekreacyjnej i zawodowej, stał się szkołą charakteru, uczył siły woli, przezwyciężania słabości, wyrabiania wytrwałości, orientacji, refleksu, odwagi, ofiarności i koleżeństwa. Tego rozwoju nie zahamował wybuch I wojny światowej.

 

Więcej…
 
List Pani Aleksandry "Moi Sąsiedzi!"

17.10.2011r.

 

     W miesiącu lipcu upłynęło 65 lat od mojego zamieszkania w Kamieniu. Przyjechałam tutaj jako młoda mężatka. Zdawałam sobie sprawę, że będę żyć początkowo wśród nieznanych mi ludzi, z dala od rodziny. Ciekawa byłam sąsiadów, bo to przecież bardzo ważne, obok kogo mieszkamy. Dziś, z perspektywy długich lat, oceniam tych ludzi bardzo dobrze. Przeżyłam wiele lat w bardzo dobrych stosunkach z bliskimi i dalekimi sąsiadami. Wspominam z rozrzewnieniem tych, którzy „odeszli” na zawsze, rodziny Makówków, Bednarzów, Krawczyków, Zagułów, Koprów.
     Tak się złożyło, że Bednarzów było siedmiu, ale każdy miał inny przydomek. Wszyscy byli dla siebie życzliwi, dobrzy i uczynni. Można mieć takich sąsiadów, na których można polegać. Były wspólne młocki, kopania ziemniaków. Ale były również spotkania pod gruszą u Antoniego Bednarza przydomek „Kołodziej”, który opowiadał nam swoje przeżycia przedwojenne, kiedy to szukał pracy w poznańskim. Wspominano czasy wysiedleń okolicznych wsi, łapanek, czasy okupacji i związanych z nimi przeżyć. Cieszyliśmy się każdym osiągnięciem naszej wsi – elektryfikacją, radiofonizacją.
     Kobiety przeważnie wielodzietne w niedzielne popołudnia spotykały się przed domami na placach, najczęściej u Pierogów, Barabaszów albo u Krawczyków. Karolina Krawczyk była bardzo „oczytaną” kobietą. Umiała też barwnie opowiadać. Była to chwila wytchnienia, odpoczynku po całotygodniowych pracach w polu i domu.
     Letnią porą umawiano się na jagody do Borczyn, maliny do Morgów. Przeważnie szły na te „wyprawy” Chabrowa, Pierogowa, Klimkowa (żona Piotra), Makówkowa i Bednarzowa.


     Upływały lata, Kamień się zmieniał, wielu ludzi dostało pracę w Hucie Stalowa Wola. Z drewnianego Kamienia powstawała wieś murowana, zasobna. Ożyło życie kulturalne. Ileż to młodych kobiet, dziewcząt należało do chóru prowadzonego przez kierownika szkoły p. Legutkę. Każde sołectwo miało Koło Gospodyń. Miejsce tamtego pokolenia zajęły dzieci albo wnuki, zmieniły się nazwiska. Teraz młodzi nie mają na nic czasu, brak zainteresowania czymkolwiek, a może chęci. Są zatroskani o swoje „jutro”. Cieszy i to w naszym „kawałku” (tak tu się mówi), że nie słychać kłótni, krzyków i obraźliwych słów. Przeciwnie, słychać częste wesołe rozmowy, radość małych dzieci. Są od domu do domu furtki, więc o sąsiedzkie spotkanie nie trudno, tak latem jak i zimą. W Kamieniu jest pięknie, naprawdę pięknie. Piękny też jest Nowy Kamień, zadbane domy, obejścia i ogródki kwiatowe. Podlesie cieszy oczy czymś zupełnie innym. Gospodarnością. Które sołectwo przechwali się taką ilością bydełka, no które?

 

Aleksandra
 

 
« PoczątekPoprzednia123456789NastępnaOstatnie »

Strona 6 z 9

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 22 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS