piątek, 30 października 2020r.
Home Listy Czytelników
Listy Czytelników

          Ostatnimi czasy dostajemy od Was- naszych gości, e-maile z różnymi informacjami, podziękowaniami i uwagami.

            Postanowiliśmy więc dodać nową zakładkę z otrzymanymi od Was listami. Przeglądając stare fotografie z naszej galerii i czytając na stronie artykuły, rozpoznajecie swoją rodzinę, sąsiadów i znajome okolice, a następnie wysyłacie nam swoje własne spostrzeżenia. Serdecznie Wam za to dziękujemy! Zachęcamy do współtworzenia naszej strony internetowej i przesyłania wszelkich informacji, uwag, opisów zdjęć i materiałów.


            W tym dziale będziemy umieszczać Wasze listy z materiałami, uwagami, wszelkie prośby i podziękowania. Jeśli macie jakiekolwiek materiały, informacje lub chcielibyście coś umieścić na naszej stronie, możecie wszystko to przesłać na adresy mailowe znajdujące się w dziale Kontakt lub za pomocą FORMULARZA KONTAKTOWEGO



Komentarz Pana Tadeusza Krawczyka do artykułu Sławomira Ożoga o pobycie Pisarza Sławomira Mrożka w Kamieniu

Z wielkim zainteresowaniem, a nawet wzruszeniem przeczytałem opracowaną przez pana Sławomira Ożoga recenzję książki "Baltazar", autobiografii Sławomira Mrożka. (Pierwszą reakcją był telefon do siostry, żeby mi tę książkę kupiła). Po przeczytaniu chciałbym dorzucić nieco własnych wspomnień.

Moi dziadkowie, Salomea i Andrzej Delektowie byli sąsiadami Ludwika Kędziora, a ich syn, Kazimierz, był kolegą szkolnym Sławomira Mrożka, który podczas okupacji mieszkał przez jakiś czas u swojego wuja Ludwika Kędziora. Pamiętam, że przychodził nieraz do swojego kolegi-sąsiada, ale oni jako 11-letni chłopcy mnie, sześciolatka, ignorowali.

W swojej autobiografii Mrożek pisze: "Ksiądz proboszcz, którego kościół znajdował się nieco powyżej ulicy, a plebania w pobliżu, co najmniej raz dziennie wpadał na pogaduszki." Wydaje mi się, że nie był to ksiądz proboszcz Henryk Grębski, a ksiądz katecheta Michał Gądek, którego z Ludwikiem Kędziorem łączyły wspólne zainteresowania bronią i myślistwem. Był to bardzo uczynny ksiądz, którego mile wspominam. Kiedy w 1938 roku moja mama wyjechała "za chlebem" do Francji, pozostawiając mnie pod opieką babci Salomei, babcia w chwilach pilnych prac polowych "podrzucała" mnie pod opiekę księdzu Michałowi, który karmił mnie pomarańczami. Gospodarstwo na plebanii prowadziła siostra proboszcza, która była moją matką chrzestną, a mimo to babcia w zapewnieniu opieki nad dzieckiem korzystała z usługi księdza Michała. Kiedy już chodziłem do szkoły, na lekcjach religii ksiądz katecheta często przypominał mi o tym, przezywając mnie w żartach "pomahańca", bo jako dziecko nie wymawiałem litery "r"

Pan Kędzior i ks. Gądek jesienią organizowali dla "elity" powiatu niżańskiego polowania na zające. Każdy z myśliwych za drobną opłatą zatrudniał jednego z "naganiaczy", którymi byli przeważnie chłopcy w wieku szkolnym. Uczestniczyłem w jednym z takich całodziennych polowań. Pamiętam, że nie wziąłem sobie nic do jedzenia i w przerwie na posiłek byłem piekielnie głodny. Na szczęście, myśliwy, który mnie zaangażował, poczęstował kanapką. Da dzisiaj pamiętam że była to bułka z jajecznicą. Wieczorem, po polowaniu, u pana Kędziora była uroczysta kolacja dla myśliwych.

Z powodu udziału w polowaniach ks. Gądek miał kłopoty z Kurią w Przemyślu i może nawet to było powodem przeniesienia go na proboszcza do Sokołowa.

A tak wspomina pana Kędziora moja siostra Janina:

"Ogród pana Ludwika Kędziora. Tajemniczy, odgrodzony od świata ogród. Ileż ja się tam nazaglądałam przez wąskie szpary między sztachetami wysokiego płotu, ileż nawyobrażałam sobie, nawymyślałam różnych historii na temat jego mieszkańców, ileż naprzełykałam się śliny, wpatrując się w dorodne czereśnie - żółte, różowe, czerwone. Więc jak tylko usłyszałam, że można je kupić, trzeba tylko trafić, kiedy sam właściciel je zrywa, wyprosiłam u mamy 50 groszy i ustawiłam się pod płotem. W pierwszym dniu bez skutku. Nie pojawił się. Ale w drugim udało się. Pan Kędzior dojrzał mnie z drabiny, przysunął ją do płotu, wziął ode mnie monetę, za którą dostałam trzy zrobione z wyrwanych z zeszytu kartek tubki czereśni. Pamiętam jego spojrzenie - smutne, trochę nieobecne. I naraz, jakby mnie dopiero dostrzegł, uśmiechnął się. Może wyczuł, że się go boję. A smak czereśni? Niezapomniany. Do dziś kojarzący się ze smakiem dzieciństwa."

Serdecznie pozdrawiam

Tadeusz Krawczyk

 

 

 
Odnośnie do artykułu o "Sokole" Kamień

     Na swojej stronie internetowej juniorzy KS Sokoła Kamień napisali:


     Na samym początku chcieliśmy podziękować panu Józefowi Czubat za ten piękny artykuł o naszej drużynie. Właśnie takie osoby jak pan Józef przypominają nam, że tak tworzy się historia, którą można wspominać za kilkanaście lat.


     Zapraszamy wszystkich do przeczytania tego artykułu i na stronę: http://tpkamien.pl/

 
List Reinharda Schneikart na portalu społecznościowym Facebook

Hallo Kamien,
poprzez strone internetowa owarzystwa Przyjaciol Kamienia trafilem na wasza strone na Facebook. Kamien jest mi o tyle blizki poniewaz jest to wlasciwie moja ojczysta wioska. Poczatkiem czerwca b.r. mam zamiar Kamien odwiedzic ; po raz pierwszy !! Jestem Wam z tego powodu bardzo wdzieczny za wszystkie na Waszej stronie umieszczone zdjecia!!
 Do zobaczeniu w Kamieniu Rysiek(Reinhard) Sznajkart(Schneikart)"

 
List Pana Tadeusza Krawczyka

14 czerwca 2012 r.

 

Szanowny Prezesie Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Józku!


     Sprawiłeś mi wielką przyjemność, ofiarując książkę Twojego autorstwa: „Ochotnicza Straż Pożarna w Kamieniu. Fotografie, relacje, dokumenty”. Zgodnie z Twoją dedykacją, faktycznie odświeża ona pamięć i wspomnienia o rodzinnych stronach.
     Przeglądając zawarte w książce zdjęcia dostrzegłem wiele znanych mi osób, w podeszłym już wieku, w latach kiedy ja byłem w wieku szkolnym. Zdjęcia uczestników kolędy z Herodem przypomniały mi że po wyzwoleniu, dwa a może nawet trzy razy, brałem w niej czynny udział jako Anioł. Szkoda że nie mam zdjęć, ale to dlatego, że nikt z nas w tym czasie nie miał aparatu fotograficznego, bo to przecież było tuż po wojnie. Jest dla mnie swoistym ewenementem, napawającym jednocześnie dumą, że przecież w Kamieniu nie mieszkam już od 1949 roku, a tylko odwiedzałem rodziców w czasie wakacji i urlopów, a mimo to jestem do dzisiaj przez społeczność kamieńską przyjaźnie postrzegany.


     Twoja książka jest również cennym uzupełnieniem publikacji książkowych dr Andrzeja Ruraka i ks. Marka Storego o naszej „Małej Ojczyźnie”.


     Takie publikacje i cykliczna już impreza „Gwar-Kam” skutecznie wpływają na integrację środowiska. Zaliczyłem wszystkie spotkania i oczekuję następnych.


      Serdecznie dziękuję

 

Tadeusz. Krawczyk
 

 
List Lucyny Balcer

     Jestem pod wielkim wrażeniem pracy wykonanej przez twórców tej strony.


     Pozwoliłam sobie na przesłanie kilku zdjęć, które są w moim posiadaniu. Nie potrafię umiejscowić ich w czasie. Wiem, że ostatnie przedstawia pracę dzieci przy budowie Ośrodka Zdrowia.

Pozdrawiam

Lucyna Balcer

 

     Zdjęcia zostały umieszczone w folderze „Stare fotografie”, zaś zdjęcie z dziećmi, pracującymi przy budowie Ośrodka Zdrowia, w folderze „Gminny Ośrodek Zdrowia w Kamieniu”.

Op. MBałut
 

 
« PoczątekPoprzednia123NastępnaOstatnie »

Strona 2 z 3

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 48 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS