środa, 23 września 2020r.
Home Strona Główna
Towarzystwo Przyjaciół Kamienia
Gmina Kamień na Ogólnopolskich Dożynkach PDF Drukuj Email
środa, 16 września 2020 20:14

     6 września 2020 r. w Częstochowie w Ogólnopolskich Dożynkach wzięli udział delegaci z Gminy Kamień, którzy mięli okazję zaprezentować własne wieńce dożynkowe.

 

     Uczestnikami delegacji byli: Wójt Gminy Kamień Ryszard Bugiel, Przewodniczący Rady Powiatu, Sekretarz Gminy Jerzy Bednarz, Przewodniczący Rady Gminy Mirosław Piędel, Prezes Zarządu Gminnego PSL w Kamieniu Paweł Gutowski, Przedstawicielka Towarzystwa Przyjaciół Kamienia Zofia Bednarz, Sołtys Kamienia Górki Jan Piekut, Radni Gminy: Stanisław Sudoł, Witold Sitarz, Radny Rady Sołeckiej Stanisław Partyka i Adam Marciniec, jak również dwie grupy wieńcowe:

- KGW z Kamienia Górki: Aleksandra Marciniec - przewodnicząca, Ewa Sudoł, Mariola Magda, Weronika Partyka,

- KGW Prusina: Agata Tupaj, Marta Błądek, Anna Naja, Halina Błądek, Lidia Czubat, Bożena Tupaj.


Aleksandra Marciniec

 
Pamiętny dzień 25 lipca 1944 r. - wyzwolenie Kamienia spod okupacji niemieckiej PDF Drukuj Email
piątek, 24 lipca 2020 18:57


     Z okazji rocznicy wyzwolenia naszej miejscowości z rąk niemieckiego okupanta publikujemy na stronie internetowej Towarzystwa Przyjaciół Kamienia wywiady z Edwardem Majczakiem, Józefem Majką i Józefem Smuszem oraz artykuł „Wyzwolenie czy zniewolenie?” Grzegorza Bogunia.

 
Wspomnienia pana Józefa Władysława Smusza PDF Drukuj Email

     Urodziłem się 1 listopada 1928 roku w Kamieniu, w izbie porodowej, poród odbierała pani Michalina Pruchniewska - była dyplomowaną akuszerką w Kamieniu. Moi rodzice: mama - Agnieszka z domu Ferenc pochodziła z Krzywej Wsi, tata Michał Smusz z Kamienia. Nasza rodzina mieszkała w Kamieniu. Do dziś zachował się dom rodzinny, stoi pomiędzy domem rodziny Skawińskch a sklepem Delikatesy Centrum. Miałem brata Jana i trzy siostry: Marysia wyszła za mąż za Michała Barana z Wólki Łętowskiej, wraz z rodziną mieszkała w naszym domu rodzinnym, Jadwiga - wyszła za mąż za Stanisława Wąsika z Nowego Kamienia, Franciszka, była żoną Jana Oczkowskiego z Nowego Kamienia. Kolejność narodzin: Jan, Józef, Franciszka, Jadwiga, Maria.

     Przed wybuchem wojny chodziłem do szkoły w Kamieniu. Zacząłem naukę w wieku 7 lat, ukończyłem tylko 5 klas. Wojna uniemożliwiła mi dalszą naukę. W klasach był dużo dzieci, ponad 30. Uczyłem się pisać, czytać, liczyć i na pamięć tabliczki mnożenia. Dyrektorem szkoły był pan Jan Barański, był oficerem, pochodził prawdopodobnie ze Lwowa. Moimi nauczycielami byli: pan Wierzbicki i pani Michalina Kogut. Ojciec pani Michaliny też był nauczycielem. Miałem wiele obowiązków domowych: pasłem krowy, pomagałem rodzicom w pracach polowych, przy ruszaniu ziemniaków, buraków, przy sianokosach i żniwach.

     Niemcy pojawili się w Kamieniu na początku września, dokładnej daty nie pamiętam. W tym właśnie dniu pasłem krowy na łące w Nowym Kamieniu przy granicy z polami z Kamienia, moi rodzice mieli tam pole. Kiedy po południu wróciłem z krowami do domu, to dowiedziałem się, że u nas są już Niemcy. W tym dniu do mojego domu przyszedł niemiecki żołnierz i chciał „wurst”. My nie wiedzieliśmy co to znaczy, czego on chce. Później nasz sąsiad z naprzeciwka, pan Dudzik, nam wytłumaczył, że on chciał kiełbasy. U nas jej jednak nie dostał i odszedł. Niemców widziałem po południu, szli rowami w kierunku Prusiny. Część żołnierzy szła pieszo a część jechała na motocyklach tzw. łódkach. Niemcy byli ubrani w zielone mundury, na głowach mieli hełmy, nosili ze sobą broń, były to automaty i karabiny. Część wojsk zatrzymała się na placu przy kościele, tam był postój, krótki odpoczynek. Tam też stały ustawione w porządku samochody i motocykle. Po przesunięciu się frontu do Kamienia przybyli ponownie Niemcy, władze niemieckie miały swoją siedzibę w szkole w Kamieniu na wprost kościoła. Gestapo miało swoją siedzibę w Górnie, a w Kamieniu ciągle ktoś z nich przebywał. Wójtem, na początku okupacji w Kamieniu był pan Kopacz, mieszkał w Kamieniu naprzeciwko gminy, obok państwa Potańskich. Mój starszy brat Jan pracował w Górnie przy budowie baraków w firmie ArturaYohra, a później został wywieziony na roboty przymusowe do Austrii, pracował bardzo ciężko przy odgruzowaniu. Do domu powrócił dopiero po zakończeniu wojny.

     Ja w 1942 roku zacząłem pracować na miejscu w Kamieniu u zarządcy Arnolda. Zostałem do pracy skierowany przez wójta Jerzego Schneikharta. Zarządca w czasie wojny mieszkał na plebani, obok naszego kościoła parafialnego. Ksiądz mieszkał na parterze, a Arnold na piętrze. W 1940 roku Niemcy zabrali mieszkańcom Nowego Kamienia, Kamienia i Prusiny ich pola i stworzyli duże gospodarstwo. Pozostawili dotychczasowym właścicielom pola w odległości 500 metrów od domu.

     W gospodarstwie utworzonym przez Niemców pracowali miejscowi. Pilnowali ich tzw. vorbeiterzy. Wśród dozorców był też mieszkaniec Kamienia, nazywał się Sapuła (bo znał niemiecki). Na naszych ziemiach, w niemieckim gospodarstwie, sadzono miedzy innymi: ziemniaki i siano zboża. Po ich wykopaniu kopcowano je w polu. Zboże po wykoszeniu było składane w polu, w stogi. Później Niemcy podciągali młocarnie i tam młócili. Omłócone zboże furmankami zwożono do magazynu w Kamieniu. Niemcy do pracy w gospodarstwie wykorzystywali traktory na gąsienicach, pługi do orki były wieloskibowe. Zboża ścinali snopowiązałkami, miejscowi chłopi kosili tylko te połacie, które były powalone lub było za mokro na wjazd maszyny. Zdarzało się, że miejscowi kradli z niemieckich pól zboża, za to groziła kara śmierci. Aby być pewnym, że zboże pochodzi z niemieckiego gospodarstwa, np. w owsie wsiewano okrągły groch. W czasie kontroli i przeszukiwaniu w gospodarstwach, gdy odnaleziono owies z grochem, to był dowód na zabranie zboża z niemieckiego gospodarstwa.

     Ja codziennie pracę rozpoczynałem o 5 rano. Pracowałem w stajni, która była niedaleko szkoły u Olka. Właściciel został wysiedlony. W stajni był 5 koni, ja miałem ich nakarmić, wyczyścić i na 7 rano miały być gotowe pod siodło. Trzy konie były do dyspozycji dozorców, którzy objeżdżali niemieckie gospodarstwo i pilnowali pracujących ludzi a dwa były do wyłącznej dyspozycji Arnolda, zarządcy. Oprócz dbania o konie, moim obowiązkiem było czyszczenie stajni, byłem też woźnicą. Jeździłem bryczką, woziłem Niemców, gdzie mi kazali. Nazywali mnie „Kutscher” (co znaczy furman).Pracowałem codziennie do 15 (od 5 rano), ale często musiałem pracować dłużej, bo musiałem na nich czekać i przywieźć ich z powrotem do Kamienia. W gospodarstwie był zatrudniony Hubryś, był sekretarzem w gospodarstwie, mieszkał koło dzisiejszej naszej dzwonnicy, tam był dom, w którym wcześniej mieszkał organista. Wielu mieszkańców Kamienia było wysiedlonych, musieli opuścić swoje gospodarstwa, pieczę nad nimi przejęli Niemcy.

     Pamiętam też łapankę, która została przeprowadzona przez Niemców 6 stycznia 1943 roku w święto Trzech Króli. W tym roku była straszna zima, mróz mocno trzymał, nocą było więcej niż 20 stopni mrozu. Wieś został obstawiona przez Niemców wcześnie rano. Żołnierze byli na drodze i za budynkami, szli od strony pól. Wchodzili do domów i osoby, które wg nich nadawały się do pracy, zabierali. Gromadzono ich w szkole w Kamieniu, później przewieziono do Łętowni.

     25 lipca 1944 roku odwiozłem bryczką Hubrysia do Raniżowa. Wiózł ze sobą ogromne walizki. Tam spędziłem wraz z innymi furmanami jedną noc. Chłopców z Kamienia (furmanów) było ośmiu. Tam nas poinformowano, że jutro będziemy jechać dalej, a my następnego dnia rano bardzo wcześnie uciekliśmy od nich i chcieliśmy wrócić do Kamienia. Podzieliliśmy się, każdy szedł piechotą sam. Kiedy już opuściłem Raniżów, wtedy nadleciał niemiecki dwupłatowiec, piloci do nas strzelali. Ja, gdy zobaczyłem niemiecki samolot, ukryłem się w dziesiątku, kiedy wreszcie samolot odleciał, wyszedłem ze zboża i nauczony, nie szedłem odkrytym polem, tylko starałem się iść skrajem lasu, by ukryć się w nim przed następnym samolotem. Szczęście mi sprzyjało wróciłem do domu. Gdy powróciłem do Kamienia, Niemców już u nas nie było, ale przylatywały niemieckie samoloty i z nich piloci strzelali do ludzi. Był wtedy wielki popłoch, ludzie uciekali, chronili się, gdzie kto mógł. Byłem też świadkiem zdarzenia, które miało miejsce między Krzywą Wsią a Górnem. Byłem w tym dniu u swojej ciotki w Krzywej Wsi i widziałem wózek ciągniony przez psy (4 psy). Na wózku siedział niemiecki żołnierz w randze sierżanta, był ranny. Wózkiem kierował Rusek, który skręcił w drogę w kierunku Łowiska, tam zepchnął rannego Niemca do rowu i go zastrzelił. Sam siadł na wózek, dalej ciągnęły go psy w kierunku Kamienia.

     Końcem grudnia 1944 roku z Kamienia odeszli Rosjanie. U nas w domu przez kilka tygodni spało 6 Rosjanek, były sanitariuszkami. W czasie pobyty wojsk rosyjskich na terenie Kamienia zostały urządzone lotniska: pod Borczynami, na polach (u Rodzeniów) i pod Olszynami (lasy prywatne należące do: Szotów, Błądków, Storych, Dudzików, Orszaków). Gospodarze, którzy mieli konie i wozy, byli wysyłani przez wójta z Kamienia na tzw. forszpany. Ten obowiązek był szczególnie niebezpieczny, gdy zbliżał się front. Wozacy przewozili rzeczy potrzebne żołnierzom na froncie: żywność, broń, amunicję. Furmani jechali na kilka dni.


     Wojna to bardzo ciężkie czasy, w mojej pamięci wydarzenia związane z nią są świeże aż do dziś, nie uległy zatarciu. Najlepszy czas dla nas to pokój. Wojna to zagrożenie życia, ciągły strach o siebie i bliskich, niepewność losu.

Wspomnienia zostały spisane w domu pana Józefa w sierpniu 2020 roku
przez Helenę Orszak

Zmieniony: środa, 09 września 2020 18:54
 
Wywiad z Panem Józefem Majką - mieszkańcem Kamienia, świadkiem II wojny światowej PDF Drukuj Email
piątek, 24 lipca 2020 18:30

Pan Józef Majka

 

Panie Józefie witam Pana bardzo serdecznie. Jestem zaszczycony, że mogę przeprowadzić z Panem wywiad. Proszę się przedstawić i powiedzieć coś o sobie.

Nazywam się Józef Majka. Urodziłem się 11.11.1935 r. w Kamieniu. Byłem najstarszy z trojga rodzeństwa. Miałem dwóch braci Stanisława, Czesława oraz siostrę Genowefę. Tata Jakub pochodził z Kamienia, mama Maria z Krzywej Wsi. Rodzice zajmowali się gospodarstwem, uprawiali 4 ha ziemi: ziemniaki, zboża, warzywa, mieliśmy także przydomowy ogródek, a ze zwierząt 2 krowy, konia i kury.


Proszę opowiedzieć, jak wyglądało Pana i Pana rówieśników dzieciństwo, czas szkolny?

Dzieciństwo miałem bardzo trudne. Nie miałem zabawek ani czasu na zabawy. Nam wówczas nie były w głowie zabawy. Żyliśmy w ciągłym strachu o zdrowie i życie. W szkole nie wolno się było uczyć historii, geografii i religii. W klasie było nas około 30 uczniów. Do szkoły chodziło się tylko na 2 - 3 godziny. W klasach było zimno, nie było w szkole posiłków. Spora część dzieci nie chodziła do szkoły. Dzieci po prostu nie miały w co się ubrać, nie było odzieży, butów, musiały też pomagać rodzicom w pracach w gospodarstwie. Mnie udało się skończyć jedynie podstawówkę. Na dalszą naukę nie pozwalały warunki finansowe.


Jak wyglądała praca w gospodarstwie na terenie naszej miejscowości?

Nie można było swobodnie uprawiać ziemi. Niemcy zaorywali pola, żeby utrudniać prace, zabierali zwierzęta z gospodarstw, szczególnie krowy. Rozbijali kamienie do mielenia mąki. Jedynie można było uprawiać niewielki kawałek pola, a i tak trzeba było oddawać część zbiorów okupantom.


Proszę powiedzieć jak było z kultem religijnym w czasie wojny w Kamieniu. Czy mieszkańcy mogli uczestniczyć w nabożeństwach w kościele?

Tak, można było chodzić do kościoła, jednak spora część wiernych bała się, gdyż Niemcy po zakończonych nabożeństwach zabierali szczególnie młodych mężczyzn na roboty, do obozów.


Czy na naszych terenach był ruch oporu?

Tak. Mężczyźni organizowali się w oddziały partyzanckie, jednak byli bardzo zwalczani przez Niemców. Codziennie na noc do szkoły w Kamieniu przyprowadzali 10 młodych mieszkańców Kamienia. Gdyby zginął jeden żołnierz niemiecki w ataku partyzanckim na terenie Kamienia wówczas zakładnicy zostali by zabici.


Jak wyglądała sytuacja zdrowotna mieszkańców Kamienia?

Sytuacja zdrowotna była bardzo ciężka. Brakowało lekarstw, lekarzy. Była bardzo duża śmiertelność wśród dzieci i noworodków spowodowana zarówno chorobami jak i głodem. Pamiętam, że sam kilka razy byłem świadkiem pochówku takich dzieci. A wyglądało to tak, że niosło się na kijkach prowizoryczną trumienkę, ksiądz poświęcił ją na schodach przed kościołem i szło się od razu na cmentarz na pochówek.


Panie Józefie, 25 lipca będziemy obchodzić kolejną rocznicę wyzwolenia Kamienia. Czy pamięta Pan ten wyjątkowy dzień i jakieś szczegóły z tego dnia?

Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Była piękna pogoda. Znajdowałem się na podwórku, gdy nagle na koniu nadjechał Rosjanin i krzyczał: „ gdzie Niemiec?”. Z pistoletem w ręku ruszył w kierunku zachodnim. Ludność Kamienia bardzo się cieszyła widząc, że nie widać już Niemców. Każdy pokładał spore nadzieje na pokój, aczkolwiek braliśmy pod uwagę, że wróg może jeszcze wrócić. Żołnierze niemieccy w dużej liczbie stacjonowali w Górnie gdzie, obecnie znajduje się sanatorium. Gdy wycofywali się na zachód robili to bardzo pośpiesznie. To co pozostawili tam po sobie czyli, meble, naczynia i inne przedmioty rozebrała okoliczna ludność. 26 lipca byłem świadkiem jak pies ciągnął na wózku rannego żołnierza niemieckiego, było to pomiędzy Kamieniem a Górnem. Tak się zdarzyło, że rosyjscy żołnierze napotkali rannego. Niemiec prosił, aby go oszczędzić gdyż ma żonę i trójkę dzieci. Ci jednak powiedzieli, że nie ma gdzie leczyć rannych, skierowali się w stronę lasu w Łowisku, tam go zastrzelili i wrzucili do rowu. Widziałem całe zdarzenie, gdyż szedłem, tak jak wielu zobaczyć opuszczone przez Niemców obozowisko w Górnie.


Panie Józefie serdecznie dziękuję za udzielenie wywiadu. Zostało niewielu świadków tych trudnych czasów, dlatego każde tego typu świadectwo jest dla potomnych bezcenne. Życzę Panu dużo zdrowia, wszystkiego dobrego i aby w nagrodę za te trudne lata dzieciństwa i młodości dożył Pan co najmniej 100 lat!!!


Kamień, 25 lipca 2020 r.


Rafał Kula

 
Wspomnienia Pana Edwarda Majczaka PDF Drukuj Email
piątek, 24 lipca 2020 18:44

Edward Majczak urodzony 2 marca 1928 roku

     1 września 1939 roku był pięknym słonecznym dniem. W Nowym Kamieniu prowadzono prace przy budowie drogi. Robotnicy układali kamienie, wypełniali szczeliny żwirem i piachem, a Ja się tym pracom przyglądałem. Sąsiad Józef Błąd, który mieszkał naprzeciwko mojego rodzinnego domu, miał radio na słuchawki. Wyszedł na ulicę do pracujących robotników i powiedział: „Chłopy wojna się zaczęła”. Natychmiast przestali pracować, porzucili narzędzia, chcąc jak najszybciej przekazać wiadomość swoim bliskim, ale na prośbę przełożonego pozbierali je i dalej kontynuowali pracę. W ten sposób dowiedziałem się o rozpoczęciu wojny. Ludzie, kiedy się o tym dowiedzieli, bardzo się zaniepokoili, zaczęli ukrywać narzędzia i żywność w swoich gospodarstwach.

     Wojska niemieckie pojawiły się w Nowym Kamieniu na początku września 1939 roku. Wojsko było dobrze uzbrojone, żołnierze mieli karabiny maszynowe. Część żołnierzy (to był chyba pułk) szła piechotą, a część jechała. Niemcy mieli duże samochody, ciągnęli kilka dział, poruszali się także motocyklami trzyosobowymi z łódkami. Z głównej drogi, która przebiegała przez naszą miejscowość, skręcili na Wygon (polna drogę) i zatrzymali się na łąkach. Tam ustawili je w równym szeregu, porządek było widać na każdym miejscu. Na terenie Nowego Kamienia przebywali trzy może cztery dni. Zwykli żołnierze spali w chłopskich stodołach, a ich dowódcy w domach, które zajęli. Żołnierze frontowi dobrze odnosili się do miejscowej ludności, niczego jej nie zabierali.

     W 1939 roku w Nowym Kamieniu mieszkały jeszcze cztery rodziny potomków osadników austriackich. Była to rodzina Schneikartów, Herolda, Portha. Z córką Portha ożenił się Józef Zarzycki z Łowiska. Ta rodzina mieszkała obok mojego brata Józefa Majczaka. W drugim domu od końca wsi po prawej stronie mieszkała rodzina Preisslerów.

     Wójtem w Kamieniu w chwili wybuch wojny był pan Marcin Wąsik. Został przez Niemców tej funkcji pozbawiony. Na jego miejsce wskazali Jerzego Schneikarta. Był według mnie dobrym wójtem, traktował nas Polaków dobrze, czasem przestrzegał i uprzedzał o działaniach okupanta, np. o łapance.

     Przeżyłem łapankę 6 stycznia 1943 roku w święto Trzech Króli. Zima była wtedy sroga, mróz trzymał mocno, w nocy było ponad 20 stopni mrozu. Ludzie, kiedy zorientowali się, co się dzieje, próbowali się kryć. Ja także się ukryłem w grubie - był to rodzaj piwnicy ziemnej, w której przechowywano ziemniaki, buraki. Szwaby obstawili całą wieś. Przez wieś powoli jechały niemieckie samochody, z nich wyskakiwali żołnierze, którzy wchodzili na podwórka i przeszukiwali obejścia. Od strony pól wzdłuż wsi stali Niemcy w szeregu, w niewielkiej odległości od siebie. Nie było mowy o ucieczce. Mnie w czasie łapanki nie znaleźli, a moi dwaj starsi bracia ukryli się w naszej stodole. Tata tak ułożył słomę w sąsieku, oczywiście specjalnie, że ona nie przylegała do ściany. Do belki był przywiązany sznur i po nim bracia spuścili się aż do klepiska. Obserwowali całe zdarzenie ze stodoły, była ona drewniana, a pomiędzy balami drzewa były szpary. Pomimo, że Niemcy weszli do stodoły, nie znaleźli moich braci. Niemcy zorganizowali łapankę, by mieć ludzi do pracy w Niemczech.

     Z Nowego Kamienia wtedy wzięli: Jana Jańca (był wcześniej sołtysem w Nowym Kamieniu), Marcina Guta, Jana Ruraka (mojego sąsiada) i Jana Krasonia. Wszyscy byli między 40 a 50 rokiem życia. Zabrali także młodszych. Wśród nich byli: Józef Olko (mój kolega z którym chodziłem do szkoły), Józef Krasoń (był naszym sąsiadem), Marcina i Ludwika Wójcik.

     Zabrano także 2 dziewczyny, jedną z nich była Anna Tabor, a drugiej już nie pamiętam. Wszystkich zatrzymanych w czasie łapanki gromadzono w budynku szkolnym w Kamieniu, później samochodami przewieziono ich do Łętowni na stację, koleją dojechali do Krakowa. Tam przechodzili jakieś badania i wreszcie byli wysłani do pracy. Wszystkie osoby wywiezione w czasie łapanki wojnę przeżyły, do Nowego Kamienia młodzi nie powrócili, oni wyjechali do USA.

     Pamiętam, straszne wydarzenie z wojny, było nim rozstrzelanie Stanisława Piekuta w lutym 1944 roku Złapano go na drodze na Pisiu. W nocy około godziny 1 wracał z Krzywd od dziewczyny. Napotkał trzech Niemców, wylegitymowali go i dalej furmanką jechali przez Nowy Kamień. Na krótko zatrzymali się przed jego domem i dalej pojechali do Górna. Tam przetrzymywali go 2 dni i tą samą furmanką w nocy wrócili do Krzywd (Gościńcowych Chałup). Z dwóch domów zabrali mężczyzn, by w lesie wykopali dół pod który doprowadzili Stanisława i zabili go strzałem w tył głowy. Dół rozkazali zasypać i zamaskować gałęziami i ściółką. Jeden z zabranych mężczyzn do kopania rozpoznał Stanisława i powiadomił jego rodzinę, gdzie jest miejsce pochówku. Gestapo podejrzewało, że Piekut działa w ruchu oporu i dlatego zamordowali go.

 

     Czas wyzwolenia gminy Kamień i mojej rodzinnej wsi Nowy Kamień pamiętam bardzo dobrze. Dwa wydarzenia z tamtego okresu utkwiły mi w pamięci: ucieczka Niemców i bombardowanie Kamienia przez niemieckie samoloty. Samoloty przylatywały i bombardowały zdobyte tereny przez armię radziecką. Nalot spowodował śmierć wielu osób. Z rodziny Sajów zginęło 2 osoby obecnie mieszka tam rodzina Sączawów, u Piotra Lebidy zginęła młoda dziewczyna na podwórku, jedna osoba u Edwarda Grabca. Wiele osób zostało rannych.

     Wojska radzieckie przybyły do Nowego Kamienia 25 lipca 1944 roku od strony Łowiska i one też były ostrzeliwane przez Niemców. Żołnierze szli polami. Wtedy u nas było lato i pora żniw. Ludzie kryli się w dziesiątkach, znów powrócił strach. W wyniku bombardowań zginęło dwóch żołnierzy radzieckich, którzy zostali pochowani na końcu wsi. Po przesunięciu się frontu tych żołnierzy zabrali i przewieźli w inne miejsce. Rosjanie weszli do wsi całą kolumną, mieszkańcy ich witali, kobiety i dzieci kwiatami. Początkowo do ludzi miejscowych odnosili się dobrze, później to się zmieniło. Zabierali mieszkańcom ich dobytek to nie pytając o zgodę. Sołtys wskazywał gospodarza z końmi i wozem i wysyłał ich na podwody tj. przewóz żywności i amunicji. Pamiętam gospodarza, pana Władysława Wąsika, który w czasie bombardowania stracił dwa konie, a jemu nic się nie stało. Kiedy na terenie Nowego Kamienia stacjonowały już wojska radzieckie w wyniku nalotu niemieckich samolotów zniszczone zostały dwa gospodarstwa, spaliły się. Jedno przy cmentarzu - gospodarstwo Sochy i drugie Franciszka Dwojaka. Gospodarze uciekli w pola i się pochowali, nic im się nie stało.

     Rosjanie stacjonowali na naszym terenie trzy - cztery dni, a później poszli na zachód. Oficerowie najczęściej zajmowali kwatery w domach, zwykli żołnierze spali po chłopskich stodołach. Następne oddziały radzieckie zatrzymały się na dłużej. Rosjanie zorganizowali dwa lotniska, jedno pod Borczynami, a drugie na polach w Górce u Piotra Rodzenia, był po wojnie sołtysem w Górce. Zwykli żołnierze spożywali posiłki w szkole, a oficerowie mieli kantynę u Dreliszki.

 

Wspomnienia Pana Edwarda Majczaka z Nowego Kamienia spisały:
Genowefa Chojnacka i Helena Orszak

 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

Strona 1 z 19

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 34 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS