?roda, 20 listopada 2019r.
Home
Towarzystwo Przyjaciół Kamienia
Wspomnienia Edwarda Sochy

     Edward Socha urodzony w 1927 roku w Kamieniu na Prusinie.

Edward Socha


     "Gdy miałem 12 lat wybuchła wojna, dowiedziałem się o tym fakcie od rodziców. Oni rozmawiali o wojnie. We wrześniu 1939 roku do Kamienia wkroczyło wojsko niemieckie. Szli drogą i ja ich widziałem. Byli dobrze ubrani, uzbrojeni i najedzeni.

     W styczniu 1942 roku, gdy miałem 15 lat, zostałem wywieziony na roboty przymusowe. O konieczności wyjazdu zostałem poinformowany przez gminę. Byłem na liście osób wskazanych do pracy. Zgłosiłem się w wyznaczonym terminie do gminy. Stamtąd wraz z innymi zostałem zawieziony do Rzeszowa. Z Kamienia było ponad 20 osób. Z Rzeszowa pociągiem, który był cały załadowany takimi samymi nieszczęśnikami jak ja, dojechałem do Krakowa. Tam czekaliśmy prawie tydzień, gdy był już cały skład skompletowany, rozpoczęła się podróż do Wiednia. Podróż nie trwała zbyt długo, bo u Niemców była dobra organizacja i surowa dyscyplina. To było widoczne na każdym miejscu. Tam we Wiedniu nas rozdzielono do gospodarzy (bauerów). Zostałem przydzielony do gospodarza, który nazywał się Andreas Kandler i mieszkał w miejscowości Kammersdorf nr 29 (w Dolnej Austrii, około 50 km od Wiednia). Piechotą dotarłem do mojego nowego miejsca pobytu. Przyjęła nas żona gospodarza, zaraz dała nam jeść. Żona bauera była bardzo dobra, a gospodarz okrutny. W ich domu były portrety Hitlera (jeden przy wejściu w sieni nad drzwiami, a drugi w jego gabinecie). Gospodarz był także urzędnikiem, zarządzał gminą, nikt mu w tym nie pomagał. Wydawał broń, amunicję, szkolił starszych mieszkańców miejscowości do walki. Wraz ze mną u nich był jeszcze jeden mężczyzna, który pochodził spod Krakowa i pani, była nauczycielką, mieszkała w Krakowie i została schwytana w czasie ulicznej łapanki. Nic nie umiała robić w gospodarstwie.

     Każdego ranka budziła nas gospodyni, głośno krzyczała - aufstehen. Latem na długim dniu już o 4 rano zaś jesienią, zimą przy krótszym dniu godzinę później. Z tym Polakiem spod Krakowa mieliśmy wspólne pomieszczenie, a kobieta miała oddzielne. Najpierw zajmowaliśmy się obrządkiem zwierząt hodowanych w gospodarstwie: krowami - było ich 4 lub 5, świniami - 15, zaś inny parobek zajmował się końmi. Później szliśmy w pole do pracy, z nami szła gospodyni. Ona była bardzo pracowita. Na wsi panował wzorowy porządek, gdy zdarzały się awantury, konflikty, wzywana była policja. W południe, gdy dzwony biły w kościele, to była „święta godzina”, była przerwa. Wracaliśmy do gospodarstwa, najpierw zajmowaliśmy się zwierzętami, a dopiero później był czas na nasz posiłek. Na długim dniu dostawaliśmy 5 razy jedzenie, a na krótkim 3 razy. Gdy gospodyni wołała na obiad, trzeba było natychmiast przyjść. Jedliśmy wspólnie z rodziną gospodarza. Na stole stał garnek, były postawione talerze, każdy nalewał sobie i musiał to wszystko zjeść. Dyscyplina była okropna. Dotyczyła zarówno nas robotników przymusowych, jak i innych mieszkańców miejscowości.
     Raz się przydarzyło, że stary dziadek, który mieszkał w tej wsi, bez zezwolenia i badania zabił świnię, zaraz za 2 dni zjawili się u niego policjanci i zabrali ze sobą nieposłusznego, wywieźli ze wsi i dopiero po 2 miesiącach kary go wypuścili. Policjanci pojawiali się we wsi zawsze we dwóch, przyjeżdżali motorem lub samochodem. Po obiedzie pracowaliśmy w obejściu lub szliśmy z powrotem w pole. Nie wolno było w ciągu dnia sobie usiąść, odpocząć, tylko ciągle pracować. Miejscowość była położona w terenie górzystym. Gospodarze w tej miejscowości mieli piwnice pełne wina. Za namową Polaka, który także był na robotach, uczestniczyłem w wyprawie po wino. Patrzyłem jak otwierał zamki wytrychem, by dostać się do piwnicy. W ogromnych beczkach leżakowało wino, trochę spuściliśmy, a ubytek w beczce uzupełniliśmy niezbyt czystą wodą zaczerpniętą z rowu. Nie pozostawiliśmy śladów włamania, jednak ktoś nas widział i doniósł na policję. Sąd nad nami odbył się we wsi, przyjechał sędzia. Mój gospodarz mnie bronił, zaś ten, któremu troszkę podebraliśmy wina, twierdził, że nie było śladu włamania i nic mu nie zginęło. Miałem wielkie szczęście, mogłem być osądzony i skazany na śmierć. W miejscowości, w której przebywałem Niemka urodziła dziecko, ojcem był Polak przebywający na robotach, jej mąż był na wojnie. Mężczyznę tego rozstrzelano, ciało jego leżało 24 godziny przy drodze, nie wolno go było ruszyć, po tym czasie zjawił się grabarz, zabrał je i je pochował.

Więcej…
 
Zielone Świątki - zapominane święto polskiej wsi

     Istnieje w Kamieniu tradycja, że w przeddzień Dnia Zesłania Ducha Świętego, czyli Zielonych Świątek wykonuje się "majenie", czyli ozdabianie świeżo wyciętymi gałęziami lipy lub brzozy, a niekiedy całymi niewielkimi drzewkami domów, zagród, przydrożnych kapliczek i krzyży. Zaś na ścieżkach na podwórku i podłogach w domach rozrzucano tatarak, w gwarze kamieńskiej - szuwar, rosnący na podmokłych terenach. Zwyczaj majenia wziął się z przekonania, że zieleń przynosi powodzenie w gospodarstwie i rodzinie. Było to święto, podczas którego od niepamiętnych czasów organizowano pielgrzymki do Sanktuarium w Leżajsku.


     Od 1931 roku Zielone Świątki stały się w Polsce także świętem świeckim - świętem ruchu ludowego i polskiej wsi organizowanym pod patronatem Stronnictwa Ludowego. Odbywały się w Zielone Świątki spotkania, wiece, pochody i festyny, a budynki instytucji publicznych dekorowano zielonymi flagami. W bieżącym roku mija 120 rocznica zjazdu w Rzeszowie delegatów ruchu ludowego z Galicji, na którym powołano do życia Stronnictwo Ludowe. Warto przypomnieć przy tej okazji, że w skład pierwszych władz tej organizacji wszedł przedstawiciel naszej gminy Błażej Piróg.

 

     Kultywując tradycję Święta Ruchu Ludowego członkowie Polskiego Stronnictwa Ludowego i Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia składają wszystkim mieszkańcom wsi serdeczne życzenia, aby ich codzienna, ciężka praca przynosiła efekty i zadowolenie.
     Życzenia wszelkiej pomyślności kierujemy także do członkiń Kół Gospodyń Wiejskich, naszych sołtysów, samorządowców, strażaków oraz lokalnych działaczy kultury, oświaty i sportu.

 

Członkowie Polskiego Stronnictwa Ludowego
Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

 

Kamień, 20 maja 2015 rok

 
Szanowni Darczyńcy ! ! !

Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Kamienia składa serdeczne podziękowania za przekazanie 1% podatku na działalność naszej organizacji pożytku publicznego w 2014 roku. Otrzymaliśmy od 64 osób kwotę 6 538 zł.

 

Poniżej przedstawiam listę darczyńców:

 

  • przedsiębiorcy wpłacili łączną kwotę 2 725 zł:

Wanda i Stanisław Buczkowie Przedsiębiorstwo Produkcyjno Usługowo- Handlowe

Jadwiga Cholewa Bar "Na Ursynowie",

Marek Partyka Zakład Wulkanizacyjny "Wulkan",

Magdalena Kochaniec z Wrocławia,

Czesław Kozak Przedsiębiorstwo HUTiT,

Mirosław Sabat Zakład Remontowo Budowlany,

Marek Ziemniak Zakład Remontowo Budowlany.

 

  • 20 podatników z terenu gminy Kamień wpłaciło kwotę 631 zł:

Zofia i Jerzy Bednarzowie - Kamień

Genowefa Saj - Nowy Kamień

Piotr Lis - Kamień

Stanisława Czubat - Kamień

Anna i Tadeusz Marciniak - Nowy Kamień

Krzysztof Kiełb - Łowisko

Dorota Błądek - Kamień

Eleonora Błądek - Kamień

Jan Orszak - Podlesie

Edward Piróg - Kamień

Marta i Marek Oczkowski - Kamień

Marcin Mączka - Kamień

Maria i Stanisław Puchalski - Nowy Kamień

Elżbieta i Antoni Partyka - Kamień Błonie

Genowefa i Henryk Moskal - Nowy Kamień

Czesław Lis - Kamień

Wiesława i Józef Maczka - Kamień

Wiesława i Jan Radomski - Nowy Kamień

Elżbieta i Mirosław Piędlowie - Nowy Kamień

Maria i Adam Majowiczowie - Kamień

Anna i Henryk Sądejowie - Kamień

 

  • 27 podatników spoza terenu gminy Kamień wpłaciło kwotę 1176 zł

- w tym z terenu województwa opolskiego 21 podatników darowało kwotę 795 zł:

Adelajda Maciek - Opole

Mikołaj Manoryk - Opole

Ryszard Tekiel - Opole

Katarzyna Golec - Opole

Renata Tobera - Tarnów Opolski

Ryszard Litwin - Opole

Anna Smigulec - Opole

Marta Golec - Opole

Bożena Kochanowska - Opole

Stefania Suchorska - Opole

Teresa Grabarczyk - Opole

Mateusz Klimek - Tarnów Opolski

Sabina i Adrian Duda - Ozimek

Rozalia i Karol Czekała - Gogolin

Bernarda i Rudolf Szewczyk - Krapkowice

Adela Kiwic - Gogolin

Krystyna Rajmund Markowski - Krapkowice

Stefania i Walter Blachucik - Gogolin

Paweł Karch - Gogolin

Gabriela Morawiec - Gogolin

Łucja Wożnica - Gogolin

 

  • w tym z terenu Warszawy, Mielca, Przemyśla i Krakowa 9 podatników wpłaciło kwotę 381 zł:

Jan Lach - Warszawa

Bronisław Rodzeń - Warszawa

Wanda i Edward Cyranowie - Przemyśl

Maria i Stanisław Urbanik - Kraków

Alicja i Marek Leś - Mielec

Paweł Leś - Mielec

 

  • 16 podatników anonimowo wpłaciło łącznie kwotę 1 638 zł, w tym 6 podatników z Rzeszowa, Lublina i Krakowa darowało kwotę 1 836 zł. i 6 podatników z terenu gminy Kamień wpłaciło kwotę 583 zł.

 

Otrzymane od Państwa w 2014 roku pieniądze planujemy przeznaczyć między innymi na:

- prowadzenie strony internetowej Towarzystwa Przyjaciół Kamienia,

- ochronę zabytkowych obiektów znajdujących się na terenie gminy,

- zakup sprzętu sportowego dla drużyny Klubu Sportowego Sokół Kamień (kwota do max wysokości 660 zł),

- dofinansowanie imprez kulturalnych i sportowych organizowanych na terenie gminy,

- wydanie książki o 10-letniej historii "Gwarkamu".

 

Realizacja tych zamierzeń możliwa jest dzięki Państwa ofiarności i docenieniu wagi naszej działalności na rzecz społeczności lokalnej. Pragnę dodać, że wszyscy członkowie zarządu wykonują swoją pracę społecznie.

Dziękujemy serdecznie wszystkim ofiarodawcom i prosimy o pamięć w przyszłym roku.

 

 

 

W imieniu

Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

- Józef Czubat

 

 

 

Kamień, dnia 2014-10-15

 

 

 

 
Wspomnienia Bolesława Szota

     Nazywam się Bolesław Szot, urodziłem się 9 kwietnia 1930 w Kamieniu. Gdy wybuchła II wojna światowa miałem 9 lat. W tym czasie mieszkałem z rodzicami i rodzeństwem na terenie Kamienia, dokładnie w Kamieniu Prusinie, pod nr. domu 27, a obecnie jest to nr 177.

Bolesław Szot s. Anieli i Tomasza Szot


     Pierwsze moje wspomnienia dotyczące wojny związane są z ogłoszeniem powszechnej mobilizacji, dokładnie nie pamiętam daty, ale było to pod koniec sierpnia 1939 r. W dzień ten przebywałem wraz z przyrodnim bratem Wojciechem Szotem w Jacie. Pomagaliśmy sąsiadowi przy przewiezieniu domu, który tam kupił. Gdy wracaliśmy do Kamienia, to zauważyłem na drzewach wiszące duże kartki, przy których zaczęli gromadzić się ludzie. Wisiały tam już ogłoszenia o mobilizacji. Na tych ogłoszeniach znajdowały się listy z przydziałami. Każda z osób na liście miała przypisaną datę, kiedy ma się stawić do przydzielonej jednostki wojskowej. Już wtedy wszyscy wiedzieliśmy, że wybuchnie wojna.
     Zaraz na drugi dzień osoby, które miały przydziały mobilizacyjne, były gotowe do drogi. Jeden z sąsiadów, Chaber Władysław furmanką odwoził ich na stację do Łętowni. Przyszli oni do nas na podwórko i wszyscy się żegnali. Z tego co pamiętam, do wojska wtenczas odjeżdżali: Marcin Dudzik (ojciec pani Krystyny Sagan), Felek Dudzik, Andrzej Bednarz (brat mojej mamy Anieli Szot), Jan Chaber (od Skarbówki), Jan Grabiec (listowy), Wojciech Partyka (z wąsami) uciekł z Krakowa, Antoni Bajek (z placu dzisiaj rodziny Dudzików, koło Mieczysława Bajka, wyjechał do Francji, ożenił się później z siostrą pani Wandy Smusz z Prusiny). Do wojska też był powołany Stanisław Włoszczyna (z placu zamieszkałego dzisiaj przez rodzinę Chudzików, był stryjem dla pani Marii Chudzik).
     U nas w domu przydział do wojska otrzymał również mój przyrodni brat - Wojciech Szot, miał kartę powołania do Poznania na dzień 14 września, nie zdążył jednak pojechać, ponieważ już 12 września około godziny 900 na teren Kamienia wkroczyli Niemcy. Wojsko niemieckie nadeszło od strony Rzeszowa i kierowało się w kierunku Niska. Najpierw szły oddziały piechoty całą szerokością drogi, za nimi jechała kolumna samochodów. Zdarzenie, które z tamtego dnia utkwiło mi w pamięci, jest związane z moim ojcem - Tomaszem Szot. Podczas przemarszu wojsk staliśmy na podwórku przy płocie i obserwowaliśmy Niemców. Nagle przy nas zatrzymał się samochód i jeden z Niemców zawołał na mojego ojca, żeby podszedł. Ojciec znał język niemiecki dość dobrze, ponieważ jako chłopak wyjechał do pracy (na zarobek) do Niemiec. Pracował na kolei przez 5 lat. Gdy ojciec odezwał się do nich po niemiecku, byli bardzo zaskoczeni i rozkazali, aby przyniósł im mleka. Ojciec wysłał mnie po to mleko. W domu siedziała mama i strasznie płakała - była tak tym wszystkim przerażona. Nabrałem tego mleka i przyniosłem, ojciec podał go Niemcowi, ale ten cofnął garnek i kazał najpierw ojcu się napić, bał się, że mleko będzie zatrute. Potem ten Niemiec kazał mi się zbliżyć i ściągnął mi czapkę, do której nasypał pełno cukierków, a ojcu dał całą garść papierosów. Ojciec cieszył się, że będzie mógł zapalić prawdziwe niemieckie papierosy, a w domu okazało się, że to były polskie papierosy machorkowe.

 

Więcej…
 
Budowa Domu Kultury w Kamieniu

     W szybkim tempie postępują prace przy budowie upragnionego, planowanego od 40 lat domu kultury.

     Niektórzy mówią, że obiekt będzie za duży i zastanawiają się, kto go utrzyma? W tym miejscu należy wyjaśnić, iż będzie to budynek wielofunkcyjny, w którym, oprócz sali widowiskowej o wymiarach 14,75 x 19,00 m z widownią zaopatrzoną w składane fotele na 252 osoby, lożą na 30 miejsc i sceną o wymiarach 14,75 x 7,70 m, znajdzie się również zaplecze szatniowo-sanitarne.

 

 

     W obiekcie będzie miejsce przeznaczone na cele rekreacyjne, edukacyjne, noclegowe          i komercyjne. W budynku znajdzie się kino, siłownia, szatnie dla planowanego w pobliżu basenu, sala na przyjęcia, sale dla szkoły zawodowej i dla dziennego domu seniora, a także 10 pokoi noclegowych.

 

 

     Projekt zakłada zlokalizowanie domu kultury na poziomie II kondygnacji z możliwością bezpośredniego dojścia od strony parku. Droga dojazdowa prowadzona na nasypie sprawia, że budynek jest niższy. Wymiary zabudowy obiektu są optymalne, by na jednym poziomie zmieścić wszystkie pomieszczenia niezbędne do prawidłowego funkcjonowania domu kultury. Koszt budowy obiektu około 10 milionów złotych.

     Realizacja tej inwestycji to zasługa Wójta gminy Ryszarda Bugla, a codzienna wizyta na budowie przyspiesza jej wykonanie.

 

 

 

     Wykorzystano artykuł gazety „Głos Kamienia” nr 47, zdjęcia udostępnił Marek Piróg

 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

Strona 5 z 15

Kto jest online


     Naszą witrynę przegląda teraz 10 gości 

Wsparcie działalności

 

Towarzystwo  Przyjaciół   Kamienia

 jest organizacją pożytku publicznego.

Można przekazać 1 % podatku

 W zeznaniu podatkowym należy wpisać:   KRS - 000 0037454

i deklarowaną kwotę podatku.

 

Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% dla Towarzystwa Przyjaciół Kamienia

Copyright ? 2010 Towarzystwo Przyjaciół Kamienia. Design KrS, Valid XHTML, CSS